***BONNIE
Szłam Baker Street, i zastanawiałam się czy bardzo będę się nudziła, na tym filmie....
Kogo ja oszukuję? Bałam się jak cholera! Właściwie byłam przerażona! W Stanach nigdy nie chodziłam na horrory, to był temat tabu. Jak Scott zaproponował mi to wyjście, to bardzo chciałam umieć mu odmówić. Jednak coś mi nie pozwalało. Przy nim czułam się inaczej, bałam się, że mu się coś odwidzi, i że przestanie mnie lubić. Nie chciałam go stracić.
Stanęłam niedaleko miejsca naszego spotkania, ale Scott'a jeszcze nie było więc wzięłam telefon, i wybrałam numer do Harry'ego. Od jakiegoś czasu, to on był mi najbliższy, poza Clarie rzecz jasna.
- Hey Bonnie, co tam? - Odebrał po pierwszym sygnale, ale jego głos nie był zbyt wesoły.
- Cześć Harry, masz chwilkę?
- Jasne. - Nie było to powiedziane z większym entuzjazmem. - O co chodzi?
- Mógłbyś... - Nie wiedziałam, co powiedzieć. - .. hmm.. no.. gdzie jesteś?
- A z chłopakami na mieście. A ty przypadkiem nie masz randki? - Zdawał się zirytowany. Nie wiedziałam o co mu chodzi.
- Scott się spóźnia, więc, jak na razie to nie. - Zaczynało mi się robić trochę zimno, bo wieczór był, wyjątkowo chłodny, a ja miałam na sobie tylko jakąś bluzkę, z krótkim rękawem. Zastanowiło mnie jak Harry dowiedział się o mojej randce. - A skąd ty taki poinformowany?
- Od Clarie. A gdzie idziecie?
- Mieliśmy do kina, ale na horror, więc strasznie się boję. N...nie lubię t.. takich filmów. - Zaczęłam szczękać zębami z zimna.
- Ej, aż tak się boisz, czy Ci zimno? - Zaśmiał się.
- I to i to. - Stwierdziłam.
- Czekaj, a gdzie jesteś? Tzn na jakiej ulicy?
- Baker Street.
Rozłączył się. Ej! Tak się nie robi. Ja tu chciałam pogadać, żeby mnie jakoś pocieszył, a on się rozłącza.
Nagle poczułam jak ktoś zasłania mi oczy.
- Scott? Spóźniłeś się.
- To nie Scott, Bonnie. -Poznałam ten głos od razu.
- Harry?! Jasna cholera, a ty tu skąd?
- A byliśmy ekipą niedaleko, a ty wspominałaś, że Ci zimno. - Mówiąc to, podał mi swoją skórzaną kurtkę.
- Kurcze, nie trzeba, Hazza...
- Trzeba, trzeba! - Przerwał mi. - A teraz, zbierajmy się stąd.
- Ale ja nie mogę. - Zaprzeczyłam. - Idę ze Scott'em do kina. - Zrobiłam smutną minę, bo szczerze mówiąc, chętnie bym z nim poszła. Gdziekolwiek.
- Tak? A widzisz go gdzieś w pobliżu? Bo ja nie bardzo. - Odparł. Poczułam, że jeszcze parę argumentów, i się zgodzę. - Zresztą, chcesz iść gdzieś z facetem który się spóźnia na randkę, którą sam zaproponował? No co? - Dodał szybko, widząc moją zdziwioną minę. - Ty raczej byś nie wyskoczyła z propozycją, pójścia na horror.
- No też prawda. - Podjęłam decyzję.
I w tym momencie lunął deszcz. Z całą mocą. Po minucie zrobiliśmy się cali mokrzy. Loczek chwycił mnie za rękę, i razem zaczęliśmy biec poprzez mokry Londyn. Nie wiedziałam gdzie. Nie obchodziło mnie. Po prostu rozkoszowałam się chwilą, gdy nie myślałam o niczym. O rodzicach, o szkole, o moim chłopaku. Wtedy Harry stanął, i najzwyczajniej w świecie zaczął się śmiać. Głośno i wyraźnie. Na ulicy nie było nikogo, oprócz nas. Spojrzał na mnie, i po chwili kopnął kałużę, która prysnęła na jego pożyczoną kurtkę, mocząc mi jedyne suche nitki. Wtedy stało się coś, czego bym się nie spodziewała - zaczęłam się śmiać razem z nim. Deszcz lał się na nas strumieniami, a ja nie dbałam o nic. Ani o torebkę, która przemokła i pewnie zmoczyła mój telefon, ani o to, że woda zniszczyła moje idealnie wyprostowane włosy, tyko w takiej postaci tolerowane przez Scott'a, które teraz falowały się lekko, ani nawet o to, że zamiast na randce, z kimś na kim mi zależało, chlapię się wodą z przyjacielem, nie dadząc nawet znać, że mnie nie będzie. Po prostu cieszyłam się tą chwilą, kiedy mogłam po prostu być sobą. Nie musiałam przywoływać na twarz tego codziennego sztucznego uśmiechu, bo teraz był prawdziwy. Na mojej twarzy nie było ani grama maski dziewczyny szczęśliwej, którą przyjmowałam zawsze rano, dla świętego spokoju. Można tam było dostrzec jedynie nastolatkę, która cieszy się chwilą.
Harry ponownie chwycił mnie za rękę, i pomknęliśmy do domu. Chłopak szybko wpisał kod do furtki, i po chwili byliśmy już w przedpokoju. Z głębi domu słychać było głosy dwóch osób. Spojrzałam pytająco na Styles'a.
- Bonnie i Nialler.
Zdziwiłam się.
***
Hey kochani, postanowiłam już nie wracać do tego co było. Zaczynamy nowy rok, wszystko będzie inne. (:
Chciałam złożyć Wam jak najserdeczniejsze życzenia, z okazji zarówno Bożego narodzenia, jak i Nowego Roku. Chciałabym, żeby ten rok 2013 był dla Was rokiem zmian. Oczywiście na lepsze (: Hey przeżyliśmy koniec świata! To coś oznacza, nie?
Okey, ale tak na serio, pewnie większość z Was wie, a jak nie to powiem, że w wigilię, to jest 24 grudnia, nasz kochany Louis Tommo Tomlinson miał 21 urodziny. Chciałam z Wami się podzielić, moimi ulubionymi momentami, z życia tego cudownego chłopak, dlatego przygotowałam coś w rodzaju komiksu z właśnie naszym fanem marchewki (: Miłego oglądania.
Reakcja Lou na wiadomość, że KEVIN WRÓCIŁ:
Moje ulubione:
Happy B'Day Tommo <3 ^^
//Berry







