piątek, 31 sierpnia 2012

10 - "Suprise"



Clarie wydawała mi się strasznie zdyszana, jakby przebiegła maraton.
- Jezu, ale jestem zmęczona! Daj mi wody. - Powiedziała na jednym wydechu, rzucają się na kanapę.
Poszłam do mini barku, i wyjęłam jej to o co prosiła. Usiadłam na fotelu obok niej, i zapytałam...
- A co? Poszłaś pobiegać? - W moim głosie sarkazm był mocno wyczuwalny.
Popatrzyła na mnie krzywo.
- Coś ty dzisiaj taka złośliwa?
- A jak mam być spokojna?! Martwiłam się o Ciebie! Żadnej wiadomości, znaku życia. A w telefonie włącza się poczta! - Wybuchłam, ale na Clarie to nie zrobiło wrażenia, ciągle się uśmiechała. - Takie to zabawne?!
- Nie nie o to chodzi. Po prostu muszę Ci coś powiedzieć! - Prawie wykrzyczała.
Z doświadczenia wiedziałam, że długo nie wytrzyma trzymając mnie w niepewności, więc postanowiłam jej oszczędzić.
- No dobra, już. Mów. - Przewróciłam oczami. - O tym pogadamy potem.
- Okey, więc słuchaj. - Zaczęła.- Wyszłam dzisiaj rano z hotelu, bo obudziłam się bardzo wcześnie i nie mogłam zasnąć. Szłam sobie tym parkiem, co jest niedaleko. Wszędzie było pusto, ani jednej osoby. No i ja sobie idę, i nagle widzę, że coś leży na ziemi. Tym czymś okazał się telefon. Podniosłam go i spróbowałam odblokować, żeby zobaczyć czy są jakieś informacje o właścicielu. Był zablokowany hasłem. Już miałam odpuścić, gdy telefon zaczął wibrować, i na wyświetlaczu pojawiło się "Misiek". No więc odebrałam. Była to jakaś dziewczyna, która dzwoniła z telefonu swojego chłopaka. No to ja jej powiedziałam, że znalazłam komórkę w alejce w parku, i jeżeli tylko poda mi swój adres, to mogę przyjść i jej go zwrócić. Tak też zrobiła, podała mi dokładną ulicę, i numer domu.
- I oczywiście poszłaś? - Przerwałam jej.
- Tak. Poszłam. To było niedaleko stąd. Dziesięć minut spacerkiem. Stoję przed jej drzwiami, i pukam. Nagle słyszę kroki. I wiesz kogo tam zobaczyłam?!
Pokręciłam głową.
- Danielle Peazer! - Zapiszczała z radością Clarie.
- Że słucham kogo? - W ogóle nie wiedziałam o kim ona mówi. Jaka znowu Danielle?
- O jezu.. Czy ty zawsze musisz być taka nie wtajemniczona?
- No wypraszam sobie! - Protestowałam.
- Danielle Peazer, dziewczyna Liam'a!
- Z tego twojego zespołu? Z One Direction? - Chyba kojarzyłam chłopaka.
- Tak! Słucha, no więc zaniemówiłam... - Zaczęła znowu.
- Jak to u Ciebie bywa. - Musiałam to wtrącić.
- Nie przerywaj mi! Ale w końcu ona się odezwała. Zapytała czy to ja jestem tą dziewczyną od telefonu, no i ja powiedziałam, że tak. No wiec oddałam jej komórkę, a ona zapytała się czy nie chcę wejść. No to ja weszłam, a jak! I wiesz kto tam był?! LIAM! - Wrzasnęła.
Myślałam że mi bębenki pękną. 
- Cicho, bo nas wyrzucą!
Lecz Clarie kontynuowała.
- No więc elegancko usiadłam przy stoliku, na przeciwko niego, i próbowałam zachować powagę. On zapytał, jak tam u mnie, i rozmowa jakoś się potoczyła. Danielle doszła chwilę później. Dobra, koniec końców tak dobrze nam się gadało, że zaprosili mnie, jutor do siebie na grilla. Powiedzieli ze będą też chłopaki z zespołu! Horan przygotuj się, nadchodzę! Oczywiście nie martw się, zapytałam o ciebie. - Dodała szybko widząc, moją minę. - I zgodzili się bardzo chętnie, więc 'siostro'. Lepiej idź na zakupy, bo w dresach i koszuli ze Spangebob'em to ja Ci nie pozwolę tam iść!
- Muszę? - Szczerze, nie byłam zachwycona tym pomysłem.
- Tak. Obowiązkowo. - Clarie uśmiechnęła się jeszcze szerzej.
- Okey. Zrobię, to ale dla Ciebie. - Wygięłam wargi w grymasie, który miał przypominać uśmiech.

***

Gdy pól godziny później siedziałam w fotelu, przypomniałam sobie o butelce. Wymknęłam się cicho na balkon i wykręciłam numer. Chłopak odebrał po pierwszym sygnale.
- Cześć piękna, czekałem na Twój telefon.
- Hey, co tam u Cb? - Byłam jeszcze podejrzliwa.
- A u mnie bardzo dobrze, bo zadzwoniłaś. Słuchaj, co z tą kawą?
- Nie wiem czy to dobry pomysł. Przecież się nie znamy.
- Jak przyjdziesz o dziewiętnastej pod Starbucks, to mamy szanse to zmienić.
Po tych słowach rozłączył się. Nie wiem co mnie tknęło, może to wspomnienie tych oczu? Może to że zachował się jak dżentelmen? Może dlatego, że jest taki tajemniczy? Nie ważne, w każdym razie, wiedziałam, że plany na dzisiejszy wieczór mam już zajęte.







niedziela, 26 sierpnia 2012

9 - "New contact"




*Clarie*

Otworzyłam oczy, i zaspana spojrzałam na zegarek, stojący na szafce przy łóżku. Siódma godzina. Kurde, czemu obudziłam się tam wcześnie? Praktycznie nie byłam zmęczona, a poza tym wiedziałam, że nie zasnęłabym ponownie. Bonnie drzemała słodko, na przeciwko mojego łóżka. Cicho wstałam, i ruszyłam w stronę mini barku, znajdującego się w salonie. Wzięłam butelkę wody, i usiadłam na kanapie. Ciągle nie mogłam pozbyć się myśli z wczorajszego koncertu. A zwłaszcza, ze spotkania z fanami.
Po koncercie, ruszyłyśmy za Paul'em, który przyszedł po dziewczyny z biletami VIP. Zaprowadził nas przed małe pomieszczenie, znajdujące się na końcu długaśnego korytarza, i ustawił w kolejce. Byłam strasznie podekscytowana, i cały czas gorączkowo coś szeptałam do przyjaciółki. Ona starała mnie się jakoś uspokoić przed wejściem do chłopaków, ale skutki były marne. Muszę przyznać szczerze, że trochę się denerwowałam. Że mogę nie zrozumieć jak coś powiedzą z brytyjskim akcentem, że źle wypadnę, że strzelę jakąś gafę. Ale nic takiego na szczęście mi się nie przytrafiło.
Pewnym krokiem weszłyśmy do małego pomieszczenia. Ściany były w miętowym kolorze. De fakto  w pokoju nie było nic oprócz, wielkiej pięcioosobowej kanapy, stolika i dwóch foteli. Na kanapie, rozpychali się Niall z Harry'm. Liam siedział na oparciu, i próbował uspokoić tą dwójkę. Zayn poprawiał swoje włosy, a Louis nagrywał komórką filmik. Mimowolnie moje nogi zrobiły się jak z waty, i nie mogłam robić nic innego, tylko stać i nic nie mówić. Na szczęście Bonnie, pociągnęła mnie do przodu.
Pierwszy zauważył nas Liam.
- Hey, siadajcie. - Wskazał na dwa fotele.
Usiadłyśmy na nich niepewnie. Niby czekałam na to całe życie, ale w tym momencie nie wiedziałam co powiedzieć. Na szczęście odezwał się Niall.
- No dziewczyny, jak wam się podobał koncert? - Zapytał z ożywieniem.
Postanowiłam zebrać się na odwagę, i odezwać się w końcu. Przecież, szansa rozmowy z nimi może się nie powtórzyć.
- Super, byliście bardzo dobrzy. - Powiedziałam.
- Dzięki! - Przytaknął Zayn patrząc zaciekle na Bonnie, a reszta kiwała głowami. Czy mi się zdaje czy widziałam w jego oczach pożądanie? Jednak, nie miałam czasu na dalsze go obserwowanie, gdyż moja przyjaciółka, wyraźnie zauważyła, że jestem speszona, wstała, i zapytała chłopaków o zdjęcia i autografy.
- Jasne, macie jakąś kartkę? - Zayn nie odrywał od niej wzroku.
Bonn dała mu jakiś skrawek papieru, i podeszła do niego. On tylko machnął podpis, i zapytał...
- To teraz zdjęcie? Może usiądziesz mi na kolanach?
Zrobiła to. Chłopak objął ją w pasie, i dał buziaka w policzek. Pstryknęłam im fotkę, i Bonnie wstała. Na twarzy Zayn'a byo widać, że puszcza ją niechętnie.
Zrobiłyśmy sobie zdjęcia, ze wszystkimi chłopakami. Widziałam, że między tą dwójką iskrzy, ale cały czas patrzyłam na Niall'a. Tak, był moim ulubieńcem. Miałam wrażenie, że rzuca mi ukradkowe spojrzenia..

Wstałam z kanapy, chwyciłam butelkę, dałam Bonnie buziaka w policzek, i wyszłam z domu. Zjechałam hotelową windą, do pustego holu. Wyszłam z hotelu, w zimny Londyński poranek. Było jeszcze dosyć wcześnie, więc wszystko otaczała lekka mgła. Ruszyłam w stronę pobliskiego parku. Gdy tak szłam i rozmyślałam, rozdzwonił się mój dzwonek czyli One Thing - nie miałam zamiaru odbierać, więc wyjęłam go z tylnej kieszeni spodni, i nie patrząc na wyświetlacz po prostu wyłączyłam.
Szłam, parkiem, i nagle zauważyłam, że na mojej drodze leży coś niedużego płaskiego i czarnego.
Podniosłam czyjś telefon.

***
*Bonnie*


Dzwoniłam do Calrie chyba setny raz. Gdzie ona się podziewa?! Martwię się. No ale w końcu, kto by się nie martwił? Budzę się rano, a po niej ani śladu. Żadnej karteczki, a telefon wyłączony. Chodziłam po pokoju chyba ze 3 godziny.
Tłumacząc sobie, ze napewno wszystko jest okey, weszłam na facebook'a. Zobaczyłam wiadomość od jakiegoś chłopaka. Przedstawiał się Scott. Pisał "Hey, mam nadzieję, że mnie pamiętasz. Może masz ochotę na kawę?". Weszłam na jego profil,  nagle skojarzyłam. No tak Scott! Ten chłopak z koncertu. Przypomniały mi się jego hipnotyzujące oczy. Odpisałam "Jak mnie znalazłeś?".
Po pól godzinie, usłyszłam charakterystyczne "PIP" co oznaczało nową wiadomość. Przeczytałam "Spójrz na butelkę z koncertu. Tą którą Ci kupiłem". Wstałam z kanapy, i szczerze nie wiem jakim cudem wygrzebałam ją spod sterty ciuchów. Zobaczyłam na niej numer telefonu. Nagle usłyszałam pukanie do drzwi. Otworzyłam je z rozmachem, i zobaczyłam moją przyjaciółkę, która promieniowała szczęściem.
- Bonnie! Muszę ci coś powiedzieć!



      Kochani! Już teraz mogę wam z czystym sumieniem powiedzieć, że ja i Ver mamy da Was niespodziankę, szczegóły wkrótce.  Co do notki, to nie wiem co powiedzieć, myślę, ze Bonnie nie myśłała o tym tyle co Clarie, więc napisałam to z jej perspektywy.
UWAGA! Nowe notki (to już postanowione) będą się pojawiać w każdy piątek wieczorem. Czasami może nawet bardzo późnym (:  Mam nadzieję, że zostawicie po sobie ślad,

//Berry


sobota, 18 sierpnia 2012

8 - "My feelings"




Błysk fleszy... Tłum ludzi... Wrzeszczące fanki...
Nie wiem jak Clarie to zrobiła, ale dopchałyśmy się pod samą scenę. Najpierw zgasły wszystkie światła. I zapaliło się 5 reflektorów, które oświetlały miejsca, gdzie po chwili pojawiła się piątka chłopaków.
Nagle na mojej pożyczonej bluzce od przyjaciółki pojawiła się ogromna plama. Jakiś typek naprzeciwko mnie stal, i gapił się otępiałym wzrokiem na mój cały mokry dekolt. 
- Fuck! To twoja robota?! - Wrzasnęłam, gdyż muzyka była za głośna, by mówić normalnie. - Ty to na mnie wylałeś?!
Super. Początek koncertu. Fajnie się zapowiada. 
- Tak. - Rzucił tylko, ale natychmiast spojrzał mi w oczy. - Przepraszam. Pozwól, że kupię ci nową cole.
- Nie trzeba. Nie zostawię tutaj przyjaciółki. Poza tym...- Zmierzyłam typka od stóp do głów- nie znam Cię.
- No weź. Nie daj się prosić.
- Nie! - Byłam stanowcza. Odwróciłam się od niego, i do końca koncertu gapiłam się na scenę. Lecz cały czas czułam na sobie jego wzrok.

***

Muszę przyznać, że jak ja nie lubię tego typu boysbandów, tak TEN na scenie dawał z siebie wszystko. Chłopaki mieli naprawdę niezłe głosy. Może nie jestem jakąś specjalistką, ale trochę się na tym znałam. Widać, że kochają to co robią. Nie wyglądają, na kolejne "gwiazdki". Są dojrzalsi.
Także, jak wychodziłam z sali gdzie odbywał się koncert, nie żałowałam. Szłam ramię w ramię, z Clarie, gdy nagle ktoś nas zaczepił. 
- Przepraszam. - Poczułam jak kładzie dłoń na moim ramieniu. Odwróciłam się się w jego stronę, i utonęłam w tęczówkach gościa, który wylał na mnie colę. - Proszę.
Z uśmiechem podał mi butelkę wody. W tym świetle był jeszcze przystojniejszy, niż w ciemnej koncertowej hali.
- Dzie.. Dziękuję. - Wyjąkałam. Kurcze, jak on słodko się uśmiecha.
- Jestem Scott. -Podał mi rękę.
Clarie stuknęła mnie w ramię.
- Bonnie, chyba musimy już iść. - Wymownie na mnie spojrzała.
- Tak... Chyba tak... - Rzuciłam, cały czas gapiąc się na Scott'a.
Pociągnęła mnie za rękę, i parę metrów później zapytała tylko, co to za koleś.
- Scott, słyszałaś.
- Może coś więcej? Niby skąd go znasz? - Dociekała.
- Z koncertu.
- Tak? A konkretnie jakiej jego części, bo byłam z tobą cały czas i nie wiedziałam żebyś kogoś poznawała.
- No widzisz.
- Halo! Ziemia do Bonnie! Może powiesz mi coś ponad dwa wyrazy? Co się z tobą dzieje?
Ja sama nie potrafiłam odpowiedzieć na to pytanie. Byłam jak w transie. Zahipnotyzowana chłopakiem. Postanowiłam się torchę ogarnąć. Potrząsnęłam głową.
- Nic się ze mną nie dzieje. Po prostu... No nieważne, już jest okey.
Clarie tylko pokręciła głową, ale zaraz szeroko się uśmiechnęła.
- A jak ci się podobał koncert?
- Było naprawdę miło, znaczy widać, lubią to co ro...
- Aaaaaaaaaaaa! - Moja przyjaciółka zwariowała. -  Podobało ci się! Aha! Aha! Wiedziałam, że ich polubisz! Jestem medium!
- Clarie, uspokój się, proszę. Tak. Było fajnie, muszę to przyznać, ale nie musisz ogłaszać tego całej ulicy.- Nie umiałam kłamać, nie przy niej.

*** (Clarie)

Byłam zadowolona, że Bonnie koncert się podobał. Muszę przyznać, że trochę się bałam o jej reakcję. Niby nie była antyfanką, ale zależało mi, żeby ich polubiła.
Siedziałyśmy właśnie na kanapie. Koncert skończył się 2 godziny temu. Oczywiście ja wpadłam na genialny pomysł, żeby nie od razu iść spać, ale oglądać telewizję. Co chyba tak naprawdę nie było takie genialne, bo moja przyjaciółka już smacznie sobie spała.
Westchnęłam, i sięgnęłam po pilota, aby wyłączyć jakiś nudny film, którego i tak nie oglądałam. Wstałam z fotela, i ruszyłam w stronę łazienki. Myślałam o życiu. Wielką jego częścią było właśnie One Direction. Wszyscy myśleli, tak samo, że piątka tych chłopaków, to tylko moi idole, i nic więcej. Ale oni byli czymś "huge". Myślałam, o nich co drugą sekundę. Nie byłam w stanie funkcjonować, bez codziennego sprawdzania najnowszych informacji. Nie mogłam zasnąć, przedtem nie sprawdzając, czy nie dodali jakiegoś nowego tweeta. Wszytko mi o nich przypominało. Marchewki, wiadomo Louis. Obiad w hotelu (łyżki), czyli Liam. Bezdomne koty, Harry. Lustra, Zayn. Koniczynka, ogólnie zielony kolor, przypominał mi z kolei o Niallu. Działo się to tak często, że już nawet przestałam zwracać na to uwagę, po prostu część codzienności. Byłam "True Directioner".
Gdy na lotnisku usłyszałam, że jedziemy właśnie do Londynu, myślałam, ze moje serce wyskoczy z piersi, tak bardzo się cieszyłam. Niby nie dałam tego po sobie poznać, ale w głębi duszy miałam nadzieję, na jedno małe spotkanie. Wiedziałam, że to niemożliwe, ale sam fakt, że może być prawdą przyprawiał mnie o palpitacje serca. Nigdy nie przyznałam się do tego Bonnie. Ona by nie zorozumiała. Dla niej to tylko lubienie jakiegoś zespołu, a dla mnie część życia.
Koniec końców, koncert był dla mnie spełnieniem marzeń. Cieszyłam się, że przyjaciółka idzie ze mną. Miałam szanse, przekonać ją do moich chłopaków.



Hey, więc dzisiaj trochę dłuższa notka, jak widać.
Chciałam zaapelować do czytających mojego bloga, o opinie. Już nawet nie zależy mi na komentarzach - tych i tak jest tu super mało. Ale opinie to tylko dosłownie jedno kliknięcie myszką.
Co do notki, napisałam kawałek z perspektywy Clarie, chciałam żebyście trochę lepiej ją poznali, zobaczyli co myśli,i czuje. Tak samo jak dla mnie, dla niej 1D jest, i pozostanie na zawsze wielką częścią życia. Mam nadzieję, że ktoś chociaż, przeczytał to, i zostawi po sobie jakiś ślad.

//Berry



wtorek, 7 sierpnia 2012

7 - "New Dream"




- Może dlatego, że to ja jestem taka... - Teatralnym gestem przerzuciłam swoje długie czarne włosy. - genialna?
- Tak. A po Twoim zachowaniu, wnioskuję też, że bardzo skromna? - Dała mi kuksańca w bok, i mrugnęła do mnie, z wielkim bananem na twarzy.
- Dobra, dobra. My tu gadu gadu. a taxi już pewnie pod domem stoi.
Clarie wybiegła z pokoju pędem do łazienki, a ja tylko na korytarzu słyszałam jej "Aaaaaa!". Wiedziałam jak czekała na ten wieczór. Jeszcze w US mówiła, jak bardzo chciałaby być tego dnia w Londynie. Lecz rodzice, mama adwokat, tata biznesmen, oczywiście nie chcieli jej puścić samej tak daleko, więc biedaczka nie miała szans. Kiedy jednak dowiedzieli się, co się stało z moimi rodzicami, to... po prostu puścili ją bez słowa.
Rodzice... Łzy zaszkliły się w moich oczach, w tym samym momencie, w którym Clarie przybiegła się pożegnać. Jej uśmiech zamarł. Podeszła do mnie i chwyciła mnie za ramiona.
- Kochanie, co się dzieje? - W jej oczach było widać troskę. Spanikowałam, i szybkim ruchem ręki, otarłam twarz rękawem.
- Nic. - Powiedziałam.
Clarie zrobiła zdziwiona minę, ale powiedziała tylko:
- Okey.. To ja już... Już idę. Ale trzymasz się?
- Tak tak. Oczywiście. - Spróbowałam się uśmiechnąć, ale wyszedł z tego raczej dziwny grymas. Zawsze miałam problemy z ukrywaniem uczuć.
Clarie puściła mnie, i ruszyła w kierunku szafki na buty. Wzięła czarne koturny, płaszyczyk w tym samym kolorze i wychodząc tylko uśmiechnęła się blado.Gdy już drzwi się za nią zamknęły, tylko westchnęłam, i ruszyłam w stronę łazienki.
Weszłam do niej, i  stanęłam przy umywalce, na przeciwko której wisiało duże lustro. Oparłam dłonie na brzegach, i spojrzałam na swoje odbicie. Zmęczona, nie umalowana, smutna twarz. Widziałam siebie, jakby za mgłą.Odkręciłam kran, i obmyłam twarz zimną wodą. Potem szyję, i ramiona. W końcu poddałam się, i weszłam pod prysznic. Zawsze to działało na mnie jak balsam. Myślałam przy tym o życiu. Woda zawsze dawała mi siłę. Może śmierć rodziców, to był znak? Może pora coś zmienić? Dorosnąć? Takie myśli przychodziły z czasem. Nagle do głowy wpadło mi zdanie, które kiedyś powiedziałam Clarie, jak była smutna. "Żeby było dobrze, najpierw musi być cholernie źle". Może to prawda? Czy muszę po prostu przeczekać, i mieć nadzieję, że będzie okej? Nie. Nigdy nie wierzyłam w takie rzeczy. Nic nie dzieje się samo z siebie. Przeznaczenie jest przereklamowane. Sami podejmujemy ważne dla nas decyzje.Nikt nie decyduje za nas. W końcu mamy wolną wolę.
Wyszłam z kabiny prysznicowej, i wytarłam się dokładnie. Już w dużym puchatym szlafroku wyszłam z łazienki, i ruszyłam w stronę saloniku. Był malutki,, jak to w hotelu. W rogu przy oknie stał telewizor. Naprzeciwko niego zamszowa kanapa, i stolik na kawę. My położyłyśmy na nim stosik gazet, różnego typu. Były tam czasopisma modowe, plotkarskie, o zdrowym stylu życia, i nawet poradnik jak być "dobrą mamą"! (nie wiem, skąd się tam wziął, swoją drogą).
Włączyłam TV, i poszłam po coś do chrupania. Niestety, nie mieszkałyśmy tutaj za długo, więc nasz prowiant, nie był za dobrze zaopatrzony. Znalazłam tylko jakieś solone orzeszki, i colę. Tak obładowana usiadłam na kanapie. Orzeszki przesypałam do miseczki, a colę w puszce otworzyłam.
Piętnaście minut później, byłam już zdenerwowana, przedłużającymi się reklamami.Gdy już wyklinałam ta telewizję, i obiecywałam sobie , że więcej na tym kanale nic nie obejrzę, usłyszałam głośne pukanie do drzwi.
Zawinęłam się dokładniej w szlafrok, i popędziłam otworzyć, zobaczyć kto mi przeszkadza, z zamiarem opieprzenia całkowitego. Gdy juz nabierałam w płuca powietrze, żeby zacząć krzyczeć, okazało się, że za drzwiami stoi nie kto inny jak...
- Clarie?! A co ty tu do cholery robisz?! Nie jesteś na koncercie? - Zapytałam zszokowana.
- Wiesz... Bez mojej najlepszej przyjaciółki to nie to samo. Postanowiłam, że dołączę do niej. Co ty na to?
Zawahałam się... Tak jej na tym zależało.Tak bardzo chciała tam pójść. Decyzję podjęłam w sekundę.
- Zbieraj się. Idę z tobą. - Powiedziałam tylko.
- Co? Jak to?! Przecież...
- Nie gadaj, i powiedz mi w co mam się ubrać zanim się rozmyślę.
- Aaaaaaaaaaaa! - Clarie wbiegając do pokoju, zaczęła krzyczeć jak wariatka z podekscytowania. A ja? Tak naprawdę wcale nie chciałam iść na ten koncert. Tylko głośna muzyka, i tłum ludzi. Jeszcze miesiąc temu dałabym się za to pokroić, ale teraz... po tym co się wydarzyło to nie było takie proste. Zresztą! Nawet nie miałam warunków. Moje oczy od płakania były podkrążone, cera nabrała niezdrowego odcienia z braku pielęgnacji. Na co dzień chodziłam w dresach, i rozciągniętym podkoszulku. Prawie nie wychodziłam z domu, a teraz.. mam iść na koncert? Czy to nie za dużo?
- Słuchaj, nie musisz być jakoś wystrzałowo ubrana. Wystarczą dżinsy i bluzka z jakimś fajnym nadrukiem.
- Clarie, spójrz do mojej szafy.
Dziewczyna posłuchała, i po chwili powiedziała tylko...
- Okey. Coś Ci pożyczę.


***


Kochani, nareszcie notka! Przepraszam, że tak długo czekaliście. :) Ale miałam problemy z internetem. Teraz już proszę tylko o komentarze i opinie. Od tej notki, w każdej będą się pojawiały po 2 gify z chłopakami :) Dała mi taki pomysł jedna z czytelniczek. Jak się podoba - Piszcie. Okey, to chyba na tyle. Powiem tylko, że teraz dopiero akcja będzie się rozkręcać :)

//Berry