sobota, 27 października 2012

16 - "Brain"


***CLARIE

Chłopcy zajęli się nami bardzo dobrze.Oprócz nas i chłopaków były z nami Danielle, Eleanor i Perrie (dziewczyna Zayna - nie zamieniłam z nią ani słowa, bo cały czas wisiała na telefonie). Ja czułam jakbym ich znała od lat, ale Bonnie na początku była trochę sztywna. Jednak po krótkim czasie się rozkręciła. Z tego co widziałam najwięcej czasu spędzała z Harrym. Okazało się, że jak to w Anglii bywa, pogoda pogorszyła się  po pół godzinie. Weszliśmy do środka. Na szczęście Liam zgrillował nam jedzenie wcześniej. Taras mieli zadaszony, więc tam też siedzieliśmy. Nie wiem dokładnie kto urządzał dom chłopaków, ale miałam zamiar zapytać się o to przy najbliższej okazji. Dookoła tarasu, była niewysoka barierka, gdyż był on na naprawdę niezłym podwyższeniu. Przerwę stanowiły, jedynie schodki. Wszystko pomalowane zostało na ciepły ciemny brąz, i przyozdobione różnymi rodzajami kwiatów. Całość tworzyła z tego magiczne miejsce.
Po jednej stronie tarasu chłopcy ustawili stolik, i tam też wszyscy siedzieliśmy. Danielle rozmawiała w większości z nami, ze mną, Bonnie, Harrym, Eleanor (która zmuszona była siedzieć na kolanach u Lou, gdyż zabrakło krzeseł), Louis'em i Liam'em. Perrie mówiła coś do Zayn'a, jednocześnie pisząc sms'a. Tylko nigdzie nie było Niall'a.
Po paru godzinach rozmowy zabrakło nam lemoniady. Danielle już wstawała, aby przynieść nowy dzbanek, ale postanowiłam wyręczyć ją.
- Danielle, czekaj. Może ja przyniosę? - Zaproponowałam.
- Nie. Siadaj. Przecież jesteś naszym gościem.
- Daj spokój. Chętnie zobaczę tą waszą wypasioną kuchnię, tylko powiedzcie mi jak do niej trafić.
Dziewczyna się zaśmiała.
- Wchodzisz tymi drzwiami, idziesz korytarzem do samego końca, i skręcasz w prawo. Może znajdziesz tam Niallerka, to weź go ze sobą.- Liam parsknął śmiechem.
- Okey. - Powiedziałam, i też się zaśmiałam.
Tak więc, ruszyłam korytarzem, pełnym obrazów, w stronę kuchni. Zastanawiałam się, czy naprawdę znajdę tam Niall'a. Z jednej strony chciałam tego, bo odkąd tu jesteśmy nie widziałam go, ale z drugiej, bałam się, że mnie rozpozna i wypatrzy we mnie dziewczynę z wczorajszego nocnego spotkania. Postanowiłam zdać się na los. Poszłam ze wskazówkami Liam'a, i po chwili moim oczom ukazało się obszerne pomieszczenie. Kolorystycznie wszystko było tu biało czarne. Dużo szkła. Takie nowoczesne. Ale puste. Nikogo tu nie zastałam, i nie wiadomo dlaczego, poczułam ulgę.
Ruszyłam w stronę czarnego blatu, stojącego przy oknie, gdzie dostrzegłam dzbanek lemoniady. Podeszłam do niego, i już miałam chwycić za rączkę, gdy za moimi plecami ktoś się odezwał.
- Cześć. Pewnie to ty jesteś tą dziewczyną od Liam'a, co? - Niall, był wyraźnie ciekawy.
- Tak to ja. - Powoli się odwróciłam spuszczając głowę, żeby mnie nie rozpoznał. - Przyszłam po lemoniadę.
- Tak. Właśnie widze. Moze Ci pomóc?
- Nie musisz. Chyba sama mogę podnieść dzbanek, i zanieść go na taras? A tak przy okazji, pytali się o Ciebie. - Zapytałam, trochę ostrzej niż zamierzałam. Nadal nie śmiałam na niego spojrzeć.
Wzięłam w ręce napój, i próbowałam go wyminąć. Lecz gdy stanęłam na równi z nim, chłopak chwycił mnie za rękę.
- Spójrz na mnie, proszę. - Podniósł mój podbródek, i nasze oczy znowu się spotkały... Ten błękit... Jak bezchmurne niebo. Mogłabym się tak na niego gapić godzinami.Odruchowo zapytałam...
- Nosisz soczewki? - I natychmiast poczułam jak się czerwienię.
- Nie. Nie noszę. - Chłopak uśmiechnął szeroko. A potem, jakby coś w moich oczach, przykuło jego uwagę. Popatrzył się jeszcze chwilę, a potem przechylił głowę i powiedział. - To ty... Wczoraj, w parku... To byłaś ty. Wiedziałem, że skądś Cię znam.
Kurde. Zmieszałam się.
- A jednak. Poznałeś mnie. Wiesz w makijażu, ułożonych włosach, i przyzwoitych ciuchach człowiek wygląda inaczej. - Teraz to ja się uśmiechnęłam.
- Wolałem Cię bez makijażu. Ale włosy... - Dotknął samotnego kosmyka, który błąkał się gdzieś przy oczach, i odgarnął go. - ...mogłabyś zostawić. Ciuchy też są w porządku.
A potem szybko zabrał rękę, jakby się na czymś przyłapał, i uśmiechnął się tak szeroko ja tyko mógł. Ja też spróbowałam się ogarnąć. Zauważyłam, że przez tą chwilę, odległość między nami się znacznie zmniejszyła.
- Może chodźmy już do nich. Pewnie zastanawiają się, czy nie wylałam tej lemoniady, i nie musiałam wyciskać cytryny od nowa. - Powiedziałam.
- Okey. - Odpowiedział tylko.
Przeszliśmy przez korytarz, i po chwili bylilśmy wśród reszty.
- No, no. Znalazłaś go. - Pochwaliła mnie Danielle.

***BONNIE

Siedziałam na przeciwko Harry'ego, i szczerze mówić, to nie mogłam od niego oderwać oczu. Nie lubiłam jako tako tego zespołu, ale on przykuł moją uwagę. Czasami przyłapywałam go na tym, że też na mnie spogląda. Wtedy szybko odwracałam wzrok, a on się uśmiechał pod nosem. Ale to nie było nic "ten teges". Miałam teraz Scott'a. O ile mogę powiedzieć, że jesteśmy razem. W pewnym momencie Clarie poszła po lemoniadę. To mnie trochę ocuciło. Rozejrzałam się, i z opóźnieniem zdałam sobie sprawę, że zrobiło się ciemniej, i niebo nad nami jest szare. Ni stąd ni zowąd Zayn zapytał...
- No to jak Bonnie? Co z tym twierdzeniem Clarie, że nie lubisz naszego zespołu? - Nie był zły, anie arogancki. Po prostu ciekawy. Za to ja się zmieszałam. Czemu Clarie im o tym powiedziała?!
- To nie tak, że was nie lubię. Po prostu...
- Wolisz inny gatunek muzyki. - Dokończył z mnie Harry. Spojrzałam na niego.
- Tak. Właśnie to miałam powiedzieć. Ale muszę Wam powiedzieć, że wtedy jak spotkałyśmy was na backstage'u to byłam pod wrażeniem. I chodź nie lubię, tego typu muzyki, to wiem, ze robiliście to z sercem, i to było widać.
Dalej rozmowa się jakoś potoczyła. Dziwnie dobrze było mi w ich towarzystwie. Nie brakowało nam tematów, wszyscy jakoś się otworzyli, było miło. Nagle przyszła Clarie z Niall'em. Wyglądali na szczęśliwych. Ciekawe co się wydarzyło w kuchni. Szkoda, że jestem z nią pokłócona, bo pewnie wszystko by mi wygadała po powrocie do hotelu. Nigdy mnie za bardzo nie obchodziły rozterki miłosne Claire, ale teraz byłam wyjątkowo ciekawa.
- Ej dziewczyny. - Zapytał Liam po godzinie. - To gdzie teraz pomieszkujecie? Znalazłyście jakieś mieszkanko, czy wynajmujecie?
- Mieszkamy w pokoju w hotelu. - Odpowiedziałam. Chłopak spochmurniał.
- Jak to w hotelu?
- No normalnie. Ten cztery przecznice dalej.
- Kurcze. My tu mamy taką willę, a wy w hotelu?!  I to w jednym pokoju z łazienką?
- BRAKIEM KUCHNI?!!! - Przeraził się Niall. Wszyscy się roześmiali. 
- Tak. Tak. - Potwierdziła Clarie.
- Nie no, tak nie może być. - Zaoponował Louis. Chłopcy wymienili spojrzenia między sobą. - Od dzisiaj zostajecie tu.
- Chyba żartujesz? Nawet nie ma tylu pokojów. - Odpowiedziałam.- Wy też musicie gdzieś spać.
- Przecież w jednym pokoju mogę być dwa łóżka. - Louis był podniecony własną genialnością. - Clarie damy do Niall'a, ciebie do Hazzy, i będzie git.
 Stanowczo zaprzeczyłyśmy. Po długim czasie, chłopaki łaskawie "dali nam czas do zastanowienia". Po godzinie przyjechała taksówka.



***

Przepraszam, ze wczoraj się notka nie pojawiła, ale jest dzisiaj. Jak widzicie notka, dzisiaj trochę dłuższa. I co jak co, ale mogę szczerze powidzedzieć, że długo nad nią pracowałam, i jestem z niej dumna.
Pzdr,

//Berry










piątek, 19 października 2012

15 - "First meet"









W Londynie, zazwyczaj trudno o słoneczny dzień.  Deszcz, i ogólna ponurość, może przytępić turystów. Jednak ci którzy mieszkają tutaj, prowadzą zwyczajne życie, wiedzą, że czasami nawet w takie miejsca zagląda słońce. Wtedy na ulicach jest więcej dzieci, ludzie chodzą uśmiechnięci, bardziej niż zwykle. Przystają przy sklepowych wystawach, i patrzą się w szklane szyby, gdzie odbijają się promienie, które, mimo że nie dają ciepła, napawają wszystkich szczęściem. To taki niecodzienny widok.

***BONNIE

Jadąc taksówką patrzyłam w szybę, pooraną maluteńkimi kropelkami wody, i zastanawiałam się czy Clarie jeszcze kiedyś się do mnie odezwie. Co prawda odpowiadała krótkie "tak" lub "nie" ale nic poza to.
Wczoraj, tak się denerwowałam tym, że jej nie ma, że w ogóle nie poszłam spać. Dziewczyna wróciła koło 02:00 w nocy, i od razu się położyła, nie odzywając się do mnie ani słowem. Gdy przechodziła przez korytarz, ja siedziałam w saloniku z poduszą wciśnięta między kolana. I wtedy an krótki moment światło księżyca wpadające przez okno oświetliło jej twarz. Zamarłam. Spodziewałam się złości, smutku, nawet przerażenia, ale to co zobaczyłam zdziwiło mnie. Na jej pięknej twarzyczce malował się niebiański prawie spokój. Wyglądała, jakby spała z tydzień, w ogóle nie wydawała się być zmęczona. Jedynie oczy ją zdradzały. Były podkrążone i czerwone. Widać było że płakała. Poczułam ukłucie w sercu. To przeze mnie. Postanowiłam się odezwać, przerwać tą ciszę jaka zaległa między nami.
- Clarie.. Proszę, ile razy mam Cię przepraszać? Kiedyś będziesz musiała się do mnie o... - Nie dokończyłam, gdyż moja przyjaciółka bezceremonialnie, i bezczelnie włożyła do uszu słuchawki, i włączyła swojego iPoda. Ustawiła muzykę na fulla więc słyszałam każdy dźwięk piosenki. Rozpoznawałam ją. Clarie niedawno o niej mówiła. Live While We're Young, czy jakoś tak. Ta nowa One Direction w każdym razie.-...dezwać - Dokończyłam sama do siebie.

***CLARIE

Gdy zajechaliśmy pod dom chłopaków, minęła 16:00. Zapłaciłam taksówkarzowi, i wyszłam z samochodu. Nie patrzyłam na Bonnie. Miałam w dupie, czy idzie ze mną, czy wróci sobie do hotelu. Wyjęłam słuchawki z uszu.
- Wow. - Właściwie samo mi się wyrwało.
- Dokładnie to samo sobie pomyślałam. - Dodała Bonnie. Zignorowałam ją.
Dom był ogromny. Większy od domu Danielle. Bardzo nowoczesny, właściwie, to było to tylko szkło i biała farba, lecz całości nie widziałyśmy, przez zataczający kolo żywopłot dookoła. Podeszłam do furtki, i nacisnęłam guzik, który zapewne rozdzwonił się w domu. Po chwili z małego głośniczka odezwał się głos.
- Tak? - To był Harry.
- To ja Clarie. Przyszłam z przyjaciółką. - Powiedziałam niepewnie. Nie wiedziałam czy reszta wie, że przychodzimy.
- Aaa. Liam Was zaprosił, tak?
- Tak, tak! - Szybko potwierdziłam. Ścisnęło mnie w żołądku. Kurde, teraz zaczęłam się denerwować? Chyba trochę za późno. Odwróciłam się do Bonnie. Miała tylko zaciśnięte mocno usta, i zacięta minę, jakby szła na ścięcie.




Kochani,
Wróciłam, po dwu tygodniowej nieobecności. Nadrobiłąm trochę pisanie, więc mam nadzieję, że będzie mi łatwiej. Piszcie w komentarzach, co myślicie o tej notce, i zostawiajcie opinie. Wiem, ze notka strasznie krótka, ale OBIECUJĘ że następna będzie dłuższa... właściwie to już jest. Skończyłam ja wczoraj.
Przepraszam, że tak często zmieniam perspektywę, ale po prostu czasami jakieś fragmenty łatwiej idzie pisać, i opisywać myśli kogoś innego. Od razu chcę powiedzieć, ze blog NIE jest tylko o Bonnie. Ona nie jest główną bohaterką. Co prawda to od niej zaczęłam, ale akcja się zagęszcza, wkrótce się dowiecie.

//Berry










środa, 3 października 2012

UWAGA!

Zawieszam!
Na czas nieokreślony. Prawdopodobnie będą to dwa lub trzy tygodnie, nie wiem. Może post pojawi się już za tydzień. W każdym razie, na pewno nie będzie go w ten piątek.
Skłąda się na to parę czynników, między innymi:
* Muszę uporządkować parę spraw prywatnych.
* Na razie nie mam weny.
* Mnóstwo sprawdzianów, i testów.

Przepraszam, nie myślcie, że się Wam tłumaczę, ale po prostu uważam, że skoro tak robię, to osoby, które to czytają, powinny znać powód.

//Berry