piątek, 19 października 2012

15 - "First meet"









W Londynie, zazwyczaj trudno o słoneczny dzień.  Deszcz, i ogólna ponurość, może przytępić turystów. Jednak ci którzy mieszkają tutaj, prowadzą zwyczajne życie, wiedzą, że czasami nawet w takie miejsca zagląda słońce. Wtedy na ulicach jest więcej dzieci, ludzie chodzą uśmiechnięci, bardziej niż zwykle. Przystają przy sklepowych wystawach, i patrzą się w szklane szyby, gdzie odbijają się promienie, które, mimo że nie dają ciepła, napawają wszystkich szczęściem. To taki niecodzienny widok.

***BONNIE

Jadąc taksówką patrzyłam w szybę, pooraną maluteńkimi kropelkami wody, i zastanawiałam się czy Clarie jeszcze kiedyś się do mnie odezwie. Co prawda odpowiadała krótkie "tak" lub "nie" ale nic poza to.
Wczoraj, tak się denerwowałam tym, że jej nie ma, że w ogóle nie poszłam spać. Dziewczyna wróciła koło 02:00 w nocy, i od razu się położyła, nie odzywając się do mnie ani słowem. Gdy przechodziła przez korytarz, ja siedziałam w saloniku z poduszą wciśnięta między kolana. I wtedy an krótki moment światło księżyca wpadające przez okno oświetliło jej twarz. Zamarłam. Spodziewałam się złości, smutku, nawet przerażenia, ale to co zobaczyłam zdziwiło mnie. Na jej pięknej twarzyczce malował się niebiański prawie spokój. Wyglądała, jakby spała z tydzień, w ogóle nie wydawała się być zmęczona. Jedynie oczy ją zdradzały. Były podkrążone i czerwone. Widać było że płakała. Poczułam ukłucie w sercu. To przeze mnie. Postanowiłam się odezwać, przerwać tą ciszę jaka zaległa między nami.
- Clarie.. Proszę, ile razy mam Cię przepraszać? Kiedyś będziesz musiała się do mnie o... - Nie dokończyłam, gdyż moja przyjaciółka bezceremonialnie, i bezczelnie włożyła do uszu słuchawki, i włączyła swojego iPoda. Ustawiła muzykę na fulla więc słyszałam każdy dźwięk piosenki. Rozpoznawałam ją. Clarie niedawno o niej mówiła. Live While We're Young, czy jakoś tak. Ta nowa One Direction w każdym razie.-...dezwać - Dokończyłam sama do siebie.

***CLARIE

Gdy zajechaliśmy pod dom chłopaków, minęła 16:00. Zapłaciłam taksówkarzowi, i wyszłam z samochodu. Nie patrzyłam na Bonnie. Miałam w dupie, czy idzie ze mną, czy wróci sobie do hotelu. Wyjęłam słuchawki z uszu.
- Wow. - Właściwie samo mi się wyrwało.
- Dokładnie to samo sobie pomyślałam. - Dodała Bonnie. Zignorowałam ją.
Dom był ogromny. Większy od domu Danielle. Bardzo nowoczesny, właściwie, to było to tylko szkło i biała farba, lecz całości nie widziałyśmy, przez zataczający kolo żywopłot dookoła. Podeszłam do furtki, i nacisnęłam guzik, który zapewne rozdzwonił się w domu. Po chwili z małego głośniczka odezwał się głos.
- Tak? - To był Harry.
- To ja Clarie. Przyszłam z przyjaciółką. - Powiedziałam niepewnie. Nie wiedziałam czy reszta wie, że przychodzimy.
- Aaa. Liam Was zaprosił, tak?
- Tak, tak! - Szybko potwierdziłam. Ścisnęło mnie w żołądku. Kurde, teraz zaczęłam się denerwować? Chyba trochę za późno. Odwróciłam się do Bonnie. Miała tylko zaciśnięte mocno usta, i zacięta minę, jakby szła na ścięcie.




Kochani,
Wróciłam, po dwu tygodniowej nieobecności. Nadrobiłąm trochę pisanie, więc mam nadzieję, że będzie mi łatwiej. Piszcie w komentarzach, co myślicie o tej notce, i zostawiajcie opinie. Wiem, ze notka strasznie krótka, ale OBIECUJĘ że następna będzie dłuższa... właściwie to już jest. Skończyłam ja wczoraj.
Przepraszam, że tak często zmieniam perspektywę, ale po prostu czasami jakieś fragmenty łatwiej idzie pisać, i opisywać myśli kogoś innego. Od razu chcę powiedzieć, ze blog NIE jest tylko o Bonnie. Ona nie jest główną bohaterką. Co prawda to od niej zaczęłam, ale akcja się zagęszcza, wkrótce się dowiecie.

//Berry










1 komentarz: