wtorek, 26 czerwca 2012

3- "One life. One love. One dream."

Woda którą właśnie piłam, wylądowała na podłodze. Chwilowo ogłuchłam. Nic do mnie nie docierało. Nie widziałam grającego ciągle telewizora, szumu ulicy, ani niczego innego. W pewnym momencie usłyszałam jakby ktoś przejechał czymś ostrym po szybie i nagle wszystko wróciło.
Rzuciłam się po pilota żeby zrobić głośniej. Może się tylko przesłyszałam. Może nie chodziło o Melanie i Josha Blue. Nadstawiłam uszy.
"... i ich samochód wyślizgnął się z zakrętu. Para wylądowała w pobliskim jeziorze. Szczegóły nie są znane. Od policji, która przybyła na miejsce wypadku w ciągu pół godziny wiadomo, iż oboje nie przeżyli. Nie jest powiedziane, czy w wypadku utonięcia, czy raczej wstrząsu samochodem..."
Na ekranie pojawiło się zdjęcie moich rodziców. Tak, nie było wątpliwości że to oni.
"...Zostali przewiezieni do pobliskiego St.John's Hospitalian..."
Drogę dzielącą mnie od kanapy do stolika z telefonem stacjonarnym pokonałam z zawrotną szybkością. Szybko wystukałam numer który pojawił się w telewizorze, i odliczałam sygnały. Jeden...Drugi...Trzeci...
- Tu St.John's Hospitalian. W czym mogę pomóc?
- Przepraszam. - Powiedziałam histerycznie. W oczach miałam łzy. - Chciałabym się dowiedzieć czy w tym szpitalu leżą państwo Melanie i Josh Blue?
- Chwileczkę, już sprawdzam.
Słyszałam jak przewraca kartkami, przebierając szybko nogami.
- Tak, zostali przywiezieni dziś rano. Czy jest pani...
Nie dałam jej dokończyć.Rzuciłam telefonem. Wzięłam kurtkę, kluczyki do samochodu i wybiegłam z domu.
Szybko odpaliłam auto, i pół godziny późnej byłam w połowie drogi do St.John. W radiu pierwszy raz odkąd dostałam ten samochód (prezent na zeszłoroczne urodziny) nie leciała muzyka. A była ona czymś dla mnie bardzo istotnym. Zawsze była mi bliska, i zawsze mnie otaczała. Już jako dziecko codziennie śpiewałam po 2-3 godziny.  Nie z przymusu, ale z własnej woli. Kochałam to. Kochałam, że z prostych przedmiotów nawet codziennego użytku wydobywały się dźwięki. Że powiedzeni czegoś przeponowo, włączając w to melodię, tworzy śpiew.
Te dwie rzeczy w odpowiedni połączeniu, stanowiły niezwykły efekt. W moim akurat przypadku trudno było nie zauważyć tej różnicy, między mną, a  rówieśnikami. Od zawsze czułam się odmienna. Nie tylko moi rodzice dostrzegli to we mnie. Chodziłam wszędzie ze słuchawkami w uszach i mp3. W TV bajki zastępowały koncerty Michaela Jacksona, i Madonny. Tak więc na siódme urodziny od rodziców chrzestnych dostałam mini gitarę. Na dziesiąte keyboard od dziadków. Na piętnaste już prawdziwą dorosłą gitarę, od koleżanek które się na to wspólnie złożyły. No i w końcu na siedemnaste perkusję od rodziców.
Dziś były moje 19 urodziny, a ja nadal używałam wszystkich instrumentów regularnie. Podobno byłam muzycznie uzdolniona. Jednak nie zwracałam uwagi na te przypuszczenia - robiłam to z dla własnej przyjemności, nie żeby zadowolić innych.
Pierwszy raz muzyka była dla mnie obca. Nie włączałam, nie dlatego że zapomniałam, tylko dlatego że nie chciałam tego zrobić. Ktoś kto mnie zna z pewnością by się zdziwił.
Po pół godziny byłam w szpitalu. Wpadłam tam jak burza, i nie zastanawiając się wiele, rzuciłam się w stronę pielęgniarki.
- Przepraszam, dzwoniłam tutaj półtorej godziny temu. Szukam państwa Blue.
- A tak. To w tą stronę. - Wskazała mi korytarz po prawej.
- Dziękuję bardzo, proszę pani, jak oni się czują?
- A czy jest pani kimś z rodziny?
- Tak, jestem... - Zawahałam się. - jestem córką. - wydusiłam z siebie.
Pielęgniarka zakryła usta rękoma. Wskazała ręką żebym poszła za nią.
Po chwili weszliśmy do sali która zamiast ścian miała wielkie oszklone szyby. W środku nie było nic oprócz dwóch szpitalnych łóżek, na których leżały ciała. Nie było widać kto to, ponieważ oba były przykryte białym prześcieradłem.
Łzy popłynęły po moich policzkach całkiem niekontrolowanie. Podeszłam do łóżek, i drżącymi rękami chwyciłam prześcieradło po lewej stronie.
To co zobaczyłam, przeraziło mnie tak bardzo, że momentalnie odskoczyłam, zatkałam usta rękami, i zaczęłam ryczeć. Maksymalnie.
Mama. to była moja mama. Wyglądała jak topielica. Miała bladą jak śnieg cerę, całą pomarszczoną od wody. Włosy w nieładzie leżały porozwalane na wszystkie strony. Niewidzące oczy, tępo biły w sufit, ubrania były podarte.
Podeszła do mnie pielęgniarka, i objęła mnie ramieniem.
- To ona?
Nie odpowiedziałam, tylko pokiwałam głową.
- Nie płacz kochanie. Chodź, dam ci coś na uspokojenie.
Poszłam za nią, nie odwracając się ani razu. Nie chciałam widzieć już taty. Właściwie to nawet nie miałabym jak. Wszystko było zamazane, przez łzy. W tej chwili ufałam pielęgniarce. Szczerze, to nie obchodziło mnie czy idziemy do pokoju, czy do wesołego miasteczka. Moje serce się rozpadło. Dusza była rozrzucona na maluteńkie kawałki. Byłam zrozpaczona.
Po chwili weszłyśmy do pomieszczenia, które było oświetlone jednynie lampką nocną, stojacą na szerokim biurku. Pielęgniarka posadziła mnie na kanapie, a sama zaczęła parzyć herbatę, i wyjmować jakieś proszki.
Połknęłam, nawet nie patrząc co to jest.
- Kochanie, ja teraz muszę iść. Mam nocny dyżur. Ale zajrzę do ciebie później dobrze? Nigdzie się nie ruszaj.
Przytaknęłam. I tak nie miałaby siły. Odstawiłam kubek na stolik, i położyłam się na danej mi kanapie. Zamknęłam oczy, i momentalnie zasnęłam.


 ***


Miałam jakiś dziwny sen. Nieznajomy uratował mnie przed zbiegami. Były moje urodziny. Rodzice zginęli...
To było okropne. Zaraz miałam wstać, iść na dół i jak co dzień rano zjeść naleśniki z dżemem mandarynkowym.
Otworzyłam oczy, i zdałam sobie sprawę z tego, że to nie by sen.  To rzeczywistość.
W moich oczach znowu zaszkliły się łzy. Pielęgniarki jeszcze nie było. Postanowiłam, że nie mogę zajmować jej czasu, więc wstałam. Poszukiwanie karteczki i długopisu nie zajęło mi dużo czasu. Napisałam

Droga,  pielęgniarko!
Dziękuję, że wczoraj się mną zajęłaś, ale nie mogę zajmować ci cennego czasu. Jesteś w racy, a potem na pewno chcesz wrócić do domu. Do rodziny. Odpocząć. Jak nie należę do niej. 
Ty pewnie śmierć przeżywasz codziennie, jak wręcz przeciwnie. Przepraszam, że się wczoraj tak rozkleiłam,
Bonnie.

Ruszyłam w stronę samochodu. Miałam plan gdzie jechać. Sprawdziłam tylko czy mam pieniądze. No tak, jak jechałam z domu to wzięłam wszystko.
Zadzwoniłam do Clarie.
- Wyjeżdżam. - Tak zaczęłam rozmowę. Wyjaśniłam wszystko po kolei, i ze szczegółami.
- Nie ruszaj się stamtąd. Zaraz będę. -Powiedziała, i rozłączyła się.
Nowe życie.
Lotnisko.
Cel: Zapomnieć o przeszłości.




Wiem, ze krótkie, ale nie mam weny. ):


//Berry


















25 komentarzy:

  1. Boooooskie *o* Ryczec mi sie chce. :c

    OdpowiedzUsuń
  2. A no i... Czekam na kolejny <3

    OdpowiedzUsuń
  3. zgadzam sie z pania styles zajebisteeeeeeeeeeeeeee ♥

    OdpowiedzUsuń
  4. Kocham to! ♥.♥ ~Cesa.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Łohohoh. Kogo ja tu widzę. :O Ceśka <3 Taak, też się jaram. <3

      Usuń
  5. I love it.. Bosko piszesz..! <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jejku, dziękuję Wam bardzo, nie spodziewałam się tak licznych komentarzy :)

      Usuń
    2. To pewnie jeszcze nie koniec wyslalam mojim kolerzankom..;)<3 Zajebiste.!!

      Usuń
    3. popełniłaś parę błędów :P moim, koleżankom* :)

      Usuń
  6. Zgadzam się z powyższymi osobami. ;) Jest tu kilka rozdziałów, a do bloga już ciągnie jak magnes. Cudne opowiadanie. :) Brakuje mi słów żeby je ocenić. Całkiem fajnie się czyta, ciekawa treść. Mogłoby być więcej takich blogów jak ten. :D Pozdrawiam i czekam z niecierpliwością na kolejne rozdziały.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jezus, dziękuję bardzo, strasznie się ucieszyłam z tego komantarza! :)

      Usuń
    2. Dobrze napisane. ^^

      Usuń
  7. JA CHCĘ WIEDZIEĆ CO JEST DALEEEEEEEEEEEEJ!!!! *_______________________________________*

    OdpowiedzUsuń
  8. Kiedy dodasz kolejny rozdział ??? xx

    OdpowiedzUsuń
  9. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  10. suuper!!!!juź się nie mogę doczekać następnej części....pisz kochana szybciutko:)

    OdpowiedzUsuń
  11. NIESAMOWITEEEEEEEEEEEe

    OdpowiedzUsuń
  12. świetne . ♥.♥ + zapraszam do mnie : http://the-vampires-secrets.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  13. Witaj!
    Opowiadanie jest świetne. Nawet nie zdajesz sobie sprawy, jak się ucieszyłam, że w sieci można jeszcze znaleźć coś porządnego. Niestety, mało komu chce się tworzyć coś starannego i przejrzystego. Będę tutaj zaglądać, zapowiada się ciekawie. Sama chciałabym spotkać kolegę po latach :]
    Czekam na kolejną część,
    pozdrawiam :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To ja ci powiem, że że najbardziej cieszę się właśnie z takich komentarzy. Które nie mówią tylko "Super, daj następny" ale niosą jakąś treść.
      Wiesz też nie lubię opowiadań, w których już w prologu dziewczyna spotyka One Directuin i się całują. Chcę dojść do tego po kolei. Pokazać kawałek życia tej dziewczyny, a nie zrobić wszytko w jednej notce.
      Dziękuję bardzo, nawet nie wiesz ja mi się poprawił humor po przeczytaniu tego komentarza :)

      Usuń
  14. Nie mogę się doczekać kolejnego rozdziału.;) Kiedy bedzie.?;)

    OdpowiedzUsuń