Na miejsce doleciałyśmy w samo południe. Niby jeszcze cały dzień do nocy, ale musimy znaleźć jakiś nocleg. Przecież nie możemy spać pod Big Ben'em.
Już w samolocie postanowiłam, że pierwszym co zrobię po wyjściu z lotniska, będzie ruszenie do centrum w celu znalezienia jakiegoś niedrogiego hotelu. Cholera! Zapomniałam, że przecież muszę wstąpić jeszcze do kantoru - nadal miałam wyłącznie amerykańskie dolary, które tutaj chyba nie za bardzo mi się przydadzą.
***
Gdy już wyszłam z budynku, w którym mieścił się kantor, z garścią funtów, podeszłam do Clarie, która stanowczo broniła się, że chce poczekać na zewnątrz.
- Pomyślałam sobie, że de fakto nie wiem ile tu pobędę, więc wymieniłam wszystko.
Uniosła brwi.
- Dziewczyno, powiedziałam "pobędę" a nie "pobędziemy". Nikt ci tu ze mną nie każe siedzieć. - Powiedziałam trochę histerycznym głosem w jej kierunku.
- Bonnie... Nie zostawię cię tutaj. Samej w obcym mieście. - To samo mówiła w samolocie.
- Wiesz, że cię kocham? - Rzuciłam tylko w jej kierunku.
- Wiesz, że ja ciebie też? - Odpowiedziała pytaniem na pytanie.
- Wyobraź sobie że wiem! No przecież... jak można mnie nie kochać?!
Zaśmiała się.
- Widzę że wrócił ci humor.
Miała rację. Na chwilę całkowicie zapomniałam o tym co się stało zaledwie dzień temu. Przypomniała. I znów otoczył mnie ból, i cierpienie.
- Tak. Ja... - Zaczęłam się jąkać. Oczy zaszły mi łzami. - Clarie..
- Chodź tu kochanie. - Przyciągnęła mnie do siebie, i mocno przytuliła. Rozpłakałam się na dobre w jej koszulę. Wiedziałam że cierpi razem ze mną. Byłam jej wdzięczna po raz setny, że mnie nie zostawiła. Była moją podporą w tym trudnym okresie. - Wiesz co Bonnie? Zabieram cię do Starbucksa. Jest tu niedaleko. Na wielgachnego shake'a. To ci na pewno poprawi humor, co?
Pokiwałam głową cała zapłakana, z rozmazanym tuszem do rzęs, i cieniem uśmiechu.
Szłyśmy powoli, ciągnąc walizki za sobą. Nagle zza rogu wyłonił się ogromny Starbucks. Mimowolnie uśmiechnęłam się. To było nasze miejsce. Tu zapoczątkowała się nasza przyjaźń, i to właśnie tu przychodziłyśmy gdy chciałyśmy się spotkać, lub poplotkować. Coś mnie jednak zastanowiło.
- Carie, powiedz mi skąd wiedziałaś że tu jest Starbucks? Przecież, o ile dobrze rozumiem jesteś tu po raz pierwszy? - Zapytałam marszcząc brwi.
- Ach to.. No wiesz. Jak ty siedziałaś w samolocie, i słuchałaś muzyki, to ja sobie googlowałam. Wiedziałam, że prędzej czy później nastąpi taki moment, że będziesz się musiała wygadać, więc sprawdziłam który jest najbliżej lotniska.
- Aha. - Pokiwałam głową, pchając drzwi kawiarni.Zbyt dobrze ją znałam, powinnam to przewidzieć.
***
- No więc... - Zaczęła Clarie. - Jakbyś jeszcze nie zauważyła, jesteśmy w Londynie.
- No wiem. - Powiedziałam z sarkazmem, popijając od czasu do czasu czekoladowego shake'a. - I co w związku z tym?
- Wiesz... no.. nie mówiłam wcześniej, bo widziałam że nie masz humoru, ale po tym chyba ci lepiej?
- Jezu Clarie, mów o co chodzi! - Podniosłam głos.
- Już, już... One Direction! - Na jej twarzy pojawił się ogromny banan.
- Co do cholery?
- No One Direction! Ten zespół o którym tyle ci..
- Już kumam. Nie zaczynaj znowu. Pewnie ich nawet nie ma tu teraz. - Wywróciłam oczami. - Są w jakiś Stanach czy gdzieś. To przecież "wielkie gwiazdy". - Zakreśliłam w powietrzu znak cudzysłowowia.
Prychnęła.
- Tak jasne. Wiesz! I tu cię zaskoczę, bo jak ty tak sobie "zbierałaś myśli", - Teraz to ona zrobiła palcami cudzysłów. - ... w samolocie to ja nie tylko Starbucks'a szukałam. I tak się składa, że akurat są w LONDYNIE.
- Jezus, nie krzycz. Nie jestem głucha. Słyszałam. - Byłam trochę zirytowana. Zresztą kto by nie był. W Stanach nawijała o tym całym boy's bandzie 24/7. Nie można jej było on nich oderwać. Na początku mi to nie przeszkadzało. Potem z trudem to znosiłam. W końcu trzeba znać umiar. - No i co z tego, że są tu? Pewnie odwiedzają rodzinę, czy coś. To się nazywa spotkanie prywatne. Pewnie mają dosyć fanek.
- A właśnie, że nie. W piątek odbywa się koncert charytatywny w Brent Cross*. I wystąpią tam właśnie.
- A ty mi to mówisz ponieważ...?
- Nie chcesz, żebyśmy poszły? - Zapytała.
Pokręciłam głową.
- Clarie. - Zaczęłam, odkładając łyżkę, i krzyżując ręce na piersi. - Nie widzisz w jakim jestem stanie? Moi rodzice nie żyją. Jestem załamana. - Łzy tak łatwo napływały mi do oczu. - Od parunastu godzin nie wiem co ze sobą zrobić. Cieszę się, że jesteś ze mną, ale... - Zakrztusiłam się łzami.
- Spokojnie, niepotrzebnie pieprze o tym całym One Direction. Powinnam cie teaz wspierać, a nie dopiekać. Pewnie myślisz że nie mam uczuć, albo co...
- Nie. - Przerwałam jej. - Wcale tak nie myślę, tylko... - Trudno mi było wydobyć z siebie głos.
- Rozumiem. - Powiedziała. Widziałam że jest jej przykro.
- Ale przecież mówię o sobie. Ty oczywiście idź. Ja cię nie zatrzymuję. Posiedzę sobie sama w pokoju, o ile znajdziemy jakiś hotel. Słyszałam że w piątek akurat leci "Titanic". Będę go oglądać setny raz i rozczulać się jakie to moje życie jest beznadziejne.
- Chyba zwariowałaś.
- Nie chcesz mnie zostawiać? - Zapytałam z nadzieją w głosie.
- Nie no coś ty! Nie o to chodzi. Wiesz.. Titanic to kultowy film. Nie przegapię takiej okazji, żeby go jeszcze raz zobaczyć.
Uśmiechnęłam się przez łzy, i dałam jej kuksańca w bok.
- Ej! - Ona też się zaczęła śmiać. - To prawda!
Poprawiła mi humor. Po chwili, jednak zapytała już poważnym tonem.
- Bonnie, a tak serio.. to może chodźmy już poszukać jakiegoś noclegu? Robi się ciemno.
No tak. Spojrzałam na duży okrągły zegar wiszący w rogu ściany na przeciwko. Dochodziła osiemnasta. Wypadałoby gdzieś znaleźć coś do spania.
- Okej. - Powiedziałam, po czym wstałam i ruszyłam w stronę wyjścia.
No więc tak. Jakoś wyszło, i powiem Wam, że nie podoba mi sie ta notka. Jakbym mogła jeszcze coś w niej poprawić.
Przypominam też, że od niedawna, możecie każdy wpis oceniać, pod spodem.
* Brent Cross - Centrum handlowe w Londynie.
Buziaki,
//Berry
Witaj!
OdpowiedzUsuńDawno Cię nie było, nad czym bardzo ubolewałam. Ogromnie się cieszę, że dziewczyny są już w tym Londynie. Wątpię, żeby z Titanic'owego szaleństwa coś wyszło, przecież 1D będą w okolicy, no, chyba, że jakimś cudem spotkają się jeszcze raz. W każdym bądź razie rozdział jest bardzo interesujący i nie mogę doczekać się kolejnej części.
Ściskam
PS możesz zagłosować na mój blog na stronie
http://wymarzony-swiat-z-1d-official.blogspot.com/ ankieta po prawej stronie, głosowanie na blog miesiąca. Szanse są marne, ale każdy głos się liczy.
Weny :)
Jasne, już głosuję :) Tobie też życzę weny :)
Usuń//Berry
Zajebisty bloog! Załuje ze dopiero teraz go znalazlam ;) Czekam nn rozdzial!
OdpowiedzUsuńPS http://take-me-to-wonderland-onedirection.blogspot.com/