Będzie mały szantażyk. Na następną notkę, musi być min. 6 komentów (moje się nie liczą) i 8 wrażeń ( To co oceniacie pod każdą notką). Przepraszam, że to piszę, wiem że to dla Was nie fajne - sama nie lubie tego czytać na innych blogach, ale jak widzę, taką małą aktywność na tym blogu, i że mało osób komentuje, to mi się odechciewa pisać. Więc proszę, jak przeczytaliście, to zostawicie opinię chociaż. Dla mnie to też się liczy. Dla was to parę kliknięć myszką, a dla mnie wiadomość, że to co pisze jest czytane. :) Liczę na Was.
Kocham. A teraz przejdźmy do notki.
^^^
Wyszłyśmy z budynku w którym mieścił się Starbucks, w ciemny Londyn. Niby ta sama ulica, ale w ciemności nocy, gdzie jedynym oświetleniem były gwiazdy prezentowała się o wiele bardziej groźnie i tajemniczo. Pociągnęłam Clarie za i rękę ruszyłyśmy w stronę oświetlonej części miasta. Lawirowałyśmy między starymi domami, i brukowanymi uliczkami, bezskutecznie szukając jakiegoś wielkiego budynku z szyldem "HOTEL". Jednak dookoła nas była tylko głucha cisza, przerywana co jakiś czas naszymi oddechami. Niby Londyn w nocy powinien być oświetlony, ale w tym miejscu zdecydowanie brakowało czegoś takiego jak chociażby świeczka. Wszystko spowite było ciemną mgłą. I wtedy to zobaczyłam.
Paru facetów. Pijanych facetów, zmierzających w moim kierunku. Chcących ode mnie czegoś czego nie byłam w stanie im dać. Wołali moje imię. Zrobiło mi się słabo.
- Clarie.. - Wyszeptałam. Oparłam się plecami o ścianę jakiegoś budynku, i powoli osuwałam w dół.
Mężczyźni byli już blisko mnie. Chciałam krzyczeć, ale nie mogłam wydobyć z siebie głosu. Strach mnie paraliżował. Całkowicie. Nie byłam w stanie wydusić z siebie żadnego dźwięku, słowa, a co dopiero podnieść głos.
Wszystko zniknęło.
Siedziałam na ziemi, plecami nadal oparta o ten sam budynek. Nade mną pochylała się moja przyjaciółka. Ruszała ustami, ale z jej wnętrza nie wydobywał się żaden dźwięk. Nie. To ja nic nie słyszałam. Zacisnęłam powieki.
- Bonnie! Bonnie odezwij się! Jezu... Bonnie słyszysz mnie? Patrz na mnie! Pomocy! Bonnie powiedz coś! Pomocy!
Dopiero gdy usłyszałam jej zaniepokojone krzyki, zrozumiałam jak bardzo boli mnie głowa. To było chyba tylko złudzenie. To nie działo się naprawdę, tylko w mojej głowie. Przecież jak by to było w realu to Clarie też by ich zobaczyła. Zareagowała by. Zrobiłaby cokolwiek.
- Już. Spokojnie. Nic mi nie jest, żyję. - Wychrypiałam, a mój głos brzmiał jakbym długo nic nie mówiła.
- Matko Boska, Jezusie Święty... - Dziewczyna opadła na ziemię, i usiadła obok mnie też opierając się plecami o budynek. - Bonnie co się stało?!
- Chyba mi się coś wydawało. - Moje przemyślenia się potwierdziły. To działo się tylko w mojej głowie. Nagle uświadomiłam sobie jak to musiało wyglądać, i moje policzki zapłonęły rumieńcem. - Przepraszam.
Clarie zamknęła oczy, i po chwili jej oddech wrócił do normy.
- Już okej? - Zapytałam ją.
- Jasne, jasne. - Powiedziała nie otwierając oczu.
- To może chodźmy już? - Zaproponowałam. - Porozmawiamy jak będę miała pewność, że nie zginiemy podczas pierwszej fazy mrozu, która nas zastanie pod mostem, jak nie znajdziemy miejsca do spania.
Dziewczyna tylko przytaknęła.
W końcu, po pół godzinnej przechadzce doszłyśmy do tabliczki na której było napisane że znajdujemy się w Bradford. Zastałyśmy oświetlone budynki, i kolorowe napisy pojawiające się znikąd. Hoteli było tu od groma. Do wyboru do koloru. Nam zależało na czymś nie drogim, ale nie niechlujnym. Wybrałyśmy więc ten o nazwie "White Lands". Recepcjonistka była bardzo uprzejma, więc z chęcią zapłaciłyśmy za miesiąc. Płatne z góry.
***
Tydzień minął nam na załatwianiu spraw związanych z pobytem w Anglii. Zapisałyśmy się do szkoły (musiałyśmy skończyć 3 lata liceum, a w Stanach zrobiłyśmy półtora roku), poszłyśmy do ambasady, ale przede wszystkim szukałyśmy jakiegoś małego mieszkanka, lub chociaż pokoiku, do wynajęcia. Na razie bezskutecznie. Ale nie chciałyśmy półtora roku mieszkać w hotelu, wiec nie przestawaliśmy szukać.
W końcu nadszedł wymarzony piątek. Clarie wybierała się na koncert tych swoich One Seriction, czy jak im tam było. Ja tak jak planowałam wcześniej, miałam zamiar zadzwonić po pizze i oglądać zapowiadanego Titanica, który był puszczany o godzinie dwudziestej. Dwie części pod rząd. Koncert był o tej samej godzinie, więc nie było mowy o pogodzeniu dwóch spraw. Na początku Clarie mówiła, że zostanie ze mną, że nie powinnam być sama, i jeszcze oglądać taki smutny i dołujący film. Zapierała się ale postawiłam na swoim. Wiedziałam, że od paru lat ten koncert był jej wielkim marzeniem, a ja nie chciałam jej pozbawiać takiej szansy. Ale tu chyba nie chodziło tylko o nią. W głębi duszy chciałam sobie samej udowodnić, że potrafię żyć tak, jakby nic się nie stało. Cieszyć się chwilą.
Tak więc od godziny osiemnastej Clarie się stroiła, i malowała. Dziesięć razy mnie pytała, czy może założyć jakiś ciuch, przeglądała się w lustrze, a gdy ja jej mówiłam że jest okej, to ona zdejmowała to co miała na sobie, i zakładała coś innego. Około dziewiętnastej trzydzieści była już trochę zdenerwowana. Ja przyglądałam się jej żmudnym poszukiwaniom podirytowana. W końcu powiedziałam
- Clarie stop! Słuchaj kobieto opanuj się trochę. Bierz. - Podałam jej mój telefon. - I dzwoń po taksówkę, a ja ci wybiorę coś do ubrania.
Ta tylko pokiwała głową, i po chwili usłyszałam jej głos w przedpokoju...
- Tak... Taksówkę na Bridge Street.... tak tak...
Westchnęłam i zajrzałam do jej szafy. Praktycznie znajdowało się w niej niewiele, gdyż większa część była porozwalana wszędzie indziej. W końcu znalazłam jej coś odpowiedniego. Wybrałam granatowe jeansy, białą bluzkę z krótkim rękawem, do tego ciemniejszy sweterek do pępka w kolorze spodni, i czarne balerinki. Elegancko, ale z luzem.Poszłam w kierunku przyjaciółki z zamiarem pokazania jej co wybrałam, lecz wpadłam na nią w drzwiach. Spojrzała na to co trzymam w ręce, i wydyszała tylko
- Czemu sama na to nie wpadłam?! Idealnie!
^^^
Czytajcie, to co na górze. Proszę. Love Ya!
Uwielbiam, uwielbiam, uwielbiaaaaam. <3 Świetne. Fajnie się czyta. Czekam na kolejny rozdział
OdpowiedzUsuń@Susanne98x
swietne ;')
OdpowiedzUsuńWitaj Kochana!
OdpowiedzUsuńDoczekałam się kolejnego świetnego rozdziału! Oby tak dalej, nawet nie wiesz, jak lubię czytać Twoje opowiadanie.
Faktycznie, szantaże niektórych irytują, ale rozumiem Cię - mam ten sam problem. Niby siedem czy sześć komentarzy, ale w tym dwa moje etc.
Kurde, ucięłaś rozdział w takim ciekawym momencie!
Nie wiem, czy przeczytałaś moją notkę pod rozdziałem, w której proponowałam Wam napisanie wspólnego bloga. Temat dowolny, chociaż pewnie będzie o 1D. Jeżeli kiedykolwiek miałabyś ochotę na wydłubanie czegoś ze mną, pisz.
Pytałaś o dodatek u mnie - myślę, że pojawi się tak co 4 - 5 rozdziałów.
Ściskam, pisz dalej, nawet, jak nie uzbierasz tych komentarzy!
jejku! wszyscy ucinają rodzial w takim momencie..:( nie moge sie doczekac kolejnego rozdzailu. strasznieu mnie to wciagnelo... ciekawe jak potoczy sie dalej akcja.. nie kaz mi czekac dlugo,prosze cie:* swietnie opowiadanie.!
OdpowiedzUsuńrozdzialu*
Usuństrasznie*
ale bledow narobilam..heh..sorki.;-)
Usuńboskie s
OdpowiedzUsuńGenialny blog. Chciałabym żeby wszystkie opowiadania takie były. Zero błędów, powtórzeń... (Bynajmniej nie doszukałam się tutaj takiego czegoś]. Czekam z niecierpliwością na kolejne rozdziały.
OdpowiedzUsuńPrzypadkiem trafiłam na Twojego bloga wczoraj i siedziałam całą noc i czytałam Twoje opowiadanie. Jest boskie. Nic dodać nic ująć.
OdpowiedzUsuńhi. i love your blog. this story is awesome!
OdpowiedzUsuńSuper mi się to czyta . Naprawdę gratulacje talentu ;>
OdpowiedzUsuńŚwietny rozdział.
OdpowiedzUsuń