- Może dlatego, że to ja jestem taka... - Teatralnym gestem przerzuciłam swoje długie czarne włosy. - genialna?
- Tak. A po Twoim zachowaniu, wnioskuję też, że bardzo skromna? - Dała mi kuksańca w bok, i mrugnęła do mnie, z wielkim bananem na twarzy.
- Dobra, dobra. My tu gadu gadu. a taxi już pewnie pod domem stoi.
Clarie wybiegła z pokoju pędem do łazienki, a ja tylko na korytarzu słyszałam jej "Aaaaaa!". Wiedziałam jak czekała na ten wieczór. Jeszcze w US mówiła, jak bardzo chciałaby być tego dnia w Londynie. Lecz rodzice, mama adwokat, tata biznesmen, oczywiście nie chcieli jej puścić samej tak daleko, więc biedaczka nie miała szans. Kiedy jednak dowiedzieli się, co się stało z moimi rodzicami, to... po prostu puścili ją bez słowa.
Rodzice... Łzy zaszkliły się w moich oczach, w tym samym momencie, w którym Clarie przybiegła się pożegnać. Jej uśmiech zamarł. Podeszła do mnie i chwyciła mnie za ramiona.
- Kochanie, co się dzieje? - W jej oczach było widać troskę. Spanikowałam, i szybkim ruchem ręki, otarłam twarz rękawem.
- Nic. - Powiedziałam.
Clarie zrobiła zdziwiona minę, ale powiedziała tylko:
- Okey.. To ja już... Już idę. Ale trzymasz się?
- Tak tak. Oczywiście. - Spróbowałam się uśmiechnąć, ale wyszedł z tego raczej dziwny grymas. Zawsze miałam problemy z ukrywaniem uczuć.
Clarie puściła mnie, i ruszyła w kierunku szafki na buty. Wzięła czarne koturny, płaszyczyk w tym samym kolorze i wychodząc tylko uśmiechnęła się blado.Gdy już drzwi się za nią zamknęły, tylko westchnęłam, i ruszyłam w stronę łazienki.
Weszłam do niej, i stanęłam przy umywalce, na przeciwko której wisiało duże lustro. Oparłam dłonie na brzegach, i spojrzałam na swoje odbicie. Zmęczona, nie umalowana, smutna twarz. Widziałam siebie, jakby za mgłą.Odkręciłam kran, i obmyłam twarz zimną wodą. Potem szyję, i ramiona. W końcu poddałam się, i weszłam pod prysznic. Zawsze to działało na mnie jak balsam. Myślałam przy tym o życiu. Woda zawsze dawała mi siłę. Może śmierć rodziców, to był znak? Może pora coś zmienić? Dorosnąć? Takie myśli przychodziły z czasem. Nagle do głowy wpadło mi zdanie, które kiedyś powiedziałam Clarie, jak była smutna. "Żeby było dobrze, najpierw musi być cholernie źle". Może to prawda? Czy muszę po prostu przeczekać, i mieć nadzieję, że będzie okej? Nie. Nigdy nie wierzyłam w takie rzeczy. Nic nie dzieje się samo z siebie. Przeznaczenie jest przereklamowane. Sami podejmujemy ważne dla nas decyzje.Nikt nie decyduje za nas. W końcu mamy wolną wolę.
Wyszłam z kabiny prysznicowej, i wytarłam się dokładnie. Już w dużym puchatym szlafroku wyszłam z łazienki, i ruszyłam w stronę saloniku. Był malutki,, jak to w hotelu. W rogu przy oknie stał telewizor. Naprzeciwko niego zamszowa kanapa, i stolik na kawę. My położyłyśmy na nim stosik gazet, różnego typu. Były tam czasopisma modowe, plotkarskie, o zdrowym stylu życia, i nawet poradnik jak być "dobrą mamą"! (nie wiem, skąd się tam wziął, swoją drogą).
Włączyłam TV, i poszłam po coś do chrupania. Niestety, nie mieszkałyśmy tutaj za długo, więc nasz prowiant, nie był za dobrze zaopatrzony. Znalazłam tylko jakieś solone orzeszki, i colę. Tak obładowana usiadłam na kanapie. Orzeszki przesypałam do miseczki, a colę w puszce otworzyłam.
Piętnaście minut później, byłam już zdenerwowana, przedłużającymi się reklamami.Gdy już wyklinałam ta telewizję, i obiecywałam sobie , że więcej na tym kanale nic nie obejrzę, usłyszałam głośne pukanie do drzwi.
Zawinęłam się dokładniej w szlafrok, i popędziłam otworzyć, zobaczyć kto mi przeszkadza, z zamiarem opieprzenia całkowitego. Gdy juz nabierałam w płuca powietrze, żeby zacząć krzyczeć, okazało się, że za drzwiami stoi nie kto inny jak...
- Clarie?! A co ty tu do cholery robisz?! Nie jesteś na koncercie? - Zapytałam zszokowana.
- Wiesz... Bez mojej najlepszej przyjaciółki to nie to samo. Postanowiłam, że dołączę do niej. Co ty na to?
Zawahałam się... Tak jej na tym zależało.Tak bardzo chciała tam pójść. Decyzję podjęłam w sekundę.
- Zbieraj się. Idę z tobą. - Powiedziałam tylko.
- Co? Jak to?! Przecież...
- Nie gadaj, i powiedz mi w co mam się ubrać zanim się rozmyślę.
- Aaaaaaaaaaaa! - Clarie wbiegając do pokoju, zaczęła krzyczeć jak wariatka z podekscytowania. A ja? Tak naprawdę wcale nie chciałam iść na ten koncert. Tylko głośna muzyka, i tłum ludzi. Jeszcze miesiąc temu dałabym się za to pokroić, ale teraz... po tym co się wydarzyło to nie było takie proste. Zresztą! Nawet nie miałam warunków. Moje oczy od płakania były podkrążone, cera nabrała niezdrowego odcienia z braku pielęgnacji. Na co dzień chodziłam w dresach, i rozciągniętym podkoszulku. Prawie nie wychodziłam z domu, a teraz.. mam iść na koncert? Czy to nie za dużo?
- Słuchaj, nie musisz być jakoś wystrzałowo ubrana. Wystarczą dżinsy i bluzka z jakimś fajnym nadrukiem.
- Clarie, spójrz do mojej szafy.
Dziewczyna posłuchała, i po chwili powiedziała tylko...
- Okey. Coś Ci pożyczę.
***
Kochani, nareszcie notka! Przepraszam, że tak długo czekaliście. :) Ale miałam problemy z internetem. Teraz już proszę tylko o komentarze i opinie. Od tej notki, w każdej będą się pojawiały po 2 gify z chłopakami :) Dała mi taki pomysł jedna z czytelniczek. Jak się podoba - Piszcie. Okey, to chyba na tyle. Powiem tylko, że teraz dopiero akcja będzie się rozkręcać :)
//Berry

Świetne, genialne, cudne... JEJCIU, tyle słów a tego i tak się nie da opisać *.*Czekam na next.
OdpowiedzUsuńKochana!
OdpowiedzUsuńDoczekałam się kolejnego rozdziału i szczerze muszę przyznać, że nie takiej kontynuacji oczekiwałam. Sądziłam, że Clarie pójdzie na koncert, ale na pewno sama. A tu taka miła niespodzianka! Tak, teraz zdecydowanie zacznie się coś dziać! Nie mogę się doczekać, bo Twoja historia jest taka... realistyczna. W życiu też coś takiego może się wydarzyć, więc to kolejny plus dla Ciebie :)
Życzę Ci dużo weny oraz mnóstwa komentarzy!
Ściskam,