piątek, 14 września 2012

12 - "Just fight"






- Wiesz...Chyba czas już wracać. Wiesz, nie ma mnie jakiś czas. Clarie na pewno się zastanawia, czy nie jesteś jakimś zboczeńcem, który czekał na mnie z siekierą. - Powiedziałam.
Zaśmiał się. Jego śmiech był taki zaraźliwy, że już po chwili oboje zwijaliśmy się ze śmiechu. Trzymając się za brzuchy, wstaliśmy i ruszyliśmy w kierunku bramy. Przeleźliśmy przez mur, i po chwili Scott przyciągnął mnie do siebie, i objął ramieniem. Ja włożyłam mu dłoń do tylnej kieszeni spodni, i szliśmy. Szliśmy, szliśmy, szliśmy. Dużo nie rozmawialiśmy, raczej cieszyliśmy się swoją obecnością. Przemierzaliśmy ulice Bradford w milczeniu, to nam wystarczało.
Weszliśmy do hotelu, i pojechaliśmy windą na piętnaste piętro. Przed drzwiami numer 269*.
- No.. - Zaczęłam. - To dziękuję, za miło spędzony wieczór, i w ogó...
- Nie gadaj, tylko mnie pocałuj.
Z uśmiechem na ustach, i radością dotknęłam jego wargi swoimi. W smaku był słodki, i ...pomarańczowy? Jak połączenie truskawek z pomarańczą. To było baaaardzo dobre. Przyciągnął mnie do siebie jeszcze bliżej. Przycisnął mnie do ściany, a ja napawałam się jego zapachem. Wanilia, i orzeźwiająca cytryna. Przy nim czułam się taka bezbronna. Był umięśniony, i silny. Wydawałam się mała i krucha. Nagle jak gdyby nigdy nic cofnął się o krok.
- No to do zobaczenia. - Powiedział, i wszedł do windy.
 Zostawił mnie taką rozpaloną, i zdezorientowaną. W głowie mi się kręciło po tym pocałunku, nie wiedziałam jak się nazywam, ale byłam bardzo szczęśliwa.
Otworzyłam drzwi, i z uśmiechem na ustach zdjęłam buty, w chodzie do saloniku. Clarie siedziała na fotelu. Na kolanach miała przekrzywiony laptop, a włosy potargane.
- No? Jak było? - Zapytała, nie odrywając wzroku od monitora.
- Dobrze. Chyba mam nowego chłopaka. - Powiedziałam zaciskając powieki, i czekając na jej reakcję. Ona miała nosa do facetów. Potrafiła rozszyfrować ich ukryte intencje. Kiedyś przedstawiłam jej chłopaka, który mi wyjawił, że bardzo mnie lubi. Najpierw go spławiła, a potem powiedziała mi, że jest strasznym kobieciarzem, i żebym sobie nim nawet nie zawracała głowy. Rzeczywiście, tydzień później przyłapałam kolesia, całującego się z jakąś blond tapetą pod kinem. Płakałam przez równy tydzień. Ale była wspaniałą przyjaciółką, i nie odwróciła się ode mnie ze słowami "A nie mówiłam!", tylko cierpliwie pocieszała mnie, i tłumaczyła, ze kiedyś "swojego Horan'a". Tak, właśnie. Nazwisko tego jej wymarzonego blondynka z One Direction. Lubiłam to porównanie, chociaż chłopaków nie za bardzo.
- Jak zrobicie przy mnie to co zrobiliście 5 minut temu na korytarzu, to się porzygam!
- Podglądałaś! - Udałam obrażoną, i rzuciłam w nią poduszką.
Zaczęła się śmiać.
- Nie, tylko...  bardzo ......głośno....  dyszeliście wiesz? - Powiedziała, w przerwach między atakami śmiechu.
- Nie śmiej się! Ty nigdy się nie...? - Nie dokończyłam. Wiedziała o co mi chodzi.
- Nie. - Odparła z powagą. - I jestem z tego dumna! Mam zamiar to zrobić z właściwą osobą.
- Dobra, dobra. Masz na myśli jednego z tych typków z 1D?
- Mhm.. A masz coś do tego?
- To wiedz, że to raczej niemożliwe. Musisz się z tym pogodzić, a nie żyć marzeniami. 
- Nie żyję marzeniami. A poza tym nie podoba mi się ten chłopak. - Zmrużyła oczy, i wkurzyła mnie niesamowicie, nie zna kolesia, a już osądza. Jakby tylko ten cały Niall był ideałem, a wszyscy inni beznadziejni. To nie fair.
- A całowanie plakatów?! To jest żałosne. Jak w ogóle tak można?! To przecież PAPIER. A Scott jest bardzo fajny, dla Twojej wiadomości.
- Serio? A ty to niby co?! Całujesz się z jakimś przypadkowym kolesiem, którego ledwo znasz! A jesteś przecież ciągle w związku! Co ze Smithem?! Dzwoniłaś do niego chociaż raz, odkąd tu jesteś? Zobaczysz przejedziesz się, na tym Scott'cie.Nie żartuję.
- Słuchaj. - Podeszła do mnie celując palcem wskazującym w moje serce. - Nie będzie mi o związku pieprzyć jakaś małolata, która nigdy nie była zakochana! Nie masz w tym najmniejszego doświadczenia, więc się nie wypowiadaj, jasne?! Zresztą..- machnęła ręką. - Jesteś taka chamska, i brzydka, że żaden by cię nie zechciał, więc się nie martw.
Zobaczyłam jak jej twarz się zmienia. Najpierw trzymała w sobie ten sam uśmiech, potem widziałam niedowierzanie. Następnie złość, smutek, i wtedy spojrzałam w jej oczy. Były pełne łez.
- Żaden by mnie nie zechciał, tak? - Powiedziała głosem pozbawionym emocji.
Następnie odłożyła laptop, wzięła tą poduszkę, którą w nią rzuciłam, i pieprznęła nią o podłogę. Weszła do przedpokoju, zarzuciła trampki i pierwszą z brzegu bejsbolówkę. Trzasnęła drzwiami.
Ja przyglądałam się temu wszystkiemu z otwartymi ustami.
Jak mogłam?! Czy ja to naprawdę powiedziałam?! O kurwa.
- Clarie! Clarie zaczekaj! Przepraszam! Clarie, przecież mnie znasz! Najpierw mówię, a potem myślę Stój Clarie!
Wbiegłam do lobby, i oparłam się o ścianę.
- Czy nie widziała tu pani dziewczyny w niebieskich rurkach i brązowej bejsbolówce? - Zapytałam recepcjonistkę. Popatrzyła na mnie pytającym wzrokiem.
- Blond włosy do pasa!
- Ach..tak. Wybiegła stąd jakieś 2 minuty temu.
Nawet nie podziękowałam, tylko pośpiesznie wyszłam przed hotel. Jednak po mojej przyjaciółce nie zostało śladu. 



* Tak wiem 269. Szkoda, że Harry tego nie widzi.



3 komentarze: