Nie miałam siły i nerwów, do zastanawiania się dlaczego zrobiłam takie głupstwo. Przecież to Clarie, moja najlepsza przyjaciółka. Jak ja w ogóle mogłam? Ona tylko wyraziła swoje zadnie, i tym chciała mi pomóc. A ja jej nawrzucałam. W ogóle od jakiegoś czasu czułam się jak tykająca bomba. Wiedziałam, że najmniejsza rzecz może sprawić, że wybuchnie. Clarie, tylko przelała miarkę, to nie była jej wina. Dobrze o tym wiedziałam.
*** CLARIE
Wybiegłam z hotelu, prawie nic nie widząc. Łzy przesłaniały mi wszystko, i widziałam tylko jakieś rozmazane kształty, i kolory. Szłam przed siebie, nie zważając na nic dookoła. Ludzie mijali mnie, i kompletnie olewali. Było mi to w zasadzie na rękę. Nie wiedzieli, jak się czuję. Ból rozsadzał mi serce. Bonnie była jedyną osobą, na którą mogłam liczyć w każdej sytuacji, i mogłam do niej przyjść z każdym problemem. Ale zawiodła mnie na całej linii. Nie wiedziałam, ze jest do tego zdolna. Matka nigdy się mną nie interesowała, byłam dla niej jak przedmiot. Dla niej ważna była tylko i wyłącznie praca. Każdą wolną chwilę poświęcała na dopracowywanie projektów, i spraw swoich klientów. Może dlatego często dostawała premię.
Ojciec z kolei w ogóle nie bywał w domu. Wychodził rano, koło siódmej, a wracał jak spałam. Nie mogę powiedzieć, że byłam zaniedbywana fizycznie. Byłam bogata. Miałam wodne łózko, i podgrzewaną scenę w piwnicy. To było jak marzenie, każda chciałaby być mną. Nigdy mi to nie przeszkadzało, aż do teraz. Czułam się bardziej samotna niż kiedykolwiek. Potrzebowałam kogoś kto by mnie przytulił, kto by powiedział, że będzie dobrze. Że trzeba tylko przeczekać.
Nagle poczułam, że wpadam na coś, albo raczej na kogoś. Podniosłam wzrok, i zobaczyłam jakiegoś blondyna. Mój mózg, kompletnie nie rejestrował jego wyglądu. Oprócz włosów widziałam jedynie blask bijący od jego pięknych niebieskich oczu. Przeprosiłam, go i chciałam iść dalej, ale zatrzymał mnie ręką w pasie.
- Czekaj. - Odwrócił mnie ku sobie bez problemu. - Wszystko okey?
- Tak, ja... Wszytko jest w porządku! - Wykrzyczałam. Odwróciłam się napięcie, i wbiegłam prosto na ulicę.
Zobaczyłam błysk świateł, i pisk opon. Krzyknęłam.
W następnej minucie tkwiłam już w objęciach nieznajomego blondyna. Chyba nie chciał wzbudzać mojej histerii, więc zapytał tylko...
- Może odprowadzić cię do domu? - W jego oczach było zatroskanie. Na słowo "dom" zareagowałam zbyt przesadnie.
- Nie! Nie nie nie nie. To nie... jest dobry pomysł. Nie. Nie...
- Już spokojnie. Nie płacz.
Po tych słowach już kompletnie się rozkleiłam. Zaczęłam tak gwałtownie szlochać, że aż dostałam drgawek. Trwaliśmy tak koło piętnastu minut. Ja wtulona w niego, i rycząca na całego, a on obejmujący mnie czule, i klepiący leciutko po plecach. Nie przeszkadzało mu to chyba, bo nic nie mówił, pozwalał mi wypłakać z siebie emocje. W końcu lekko odsunął mnie od siebie, i powiedział...
- Nie jest ci zimno?
- Nie, jest okey. - Wychrypiałam.
- To może pójdziemy do parku? Wiesz usiąść, skoro nie chcesz wracać. Wyjaśnisz mi co się stało.
- A ty.. Szedłeś gdzieś. Pewnie miałeś jakąś sprawę do załatwienia. Nie chcę Ci krzyżować planów.
- Nie spokojnie. Wyszedłem po prostu się przejść.
W odpowiedzi, tylko głośno zapłakałam. Rany były jeszcze świeże. Blondyn wziął mnie za rękę, i poszedł do parku. Ja cały czas szlochałam w jego ramię, wtulona, a on mnie prowadził. Niby się nie znaliśmy, ale czułam się przy nim bezpiecznie.
***
Przepraszam, że notka taka krótka, ale mała ilośc komentarzy mnie demotywjue. Kurde, nawet opinii jest mało..
//Berry


Ciekawa notka :3
OdpowiedzUsuńChce juz nastepną !
Booooskie!<333333333333333333
OdpowiedzUsuńkocham to:)) xx
OdpowiedzUsuńubóstwiam <333333
OdpowiedzUsuńzajebiste <3
OdpowiedzUsuńllove love love1 <33333
OdpowiedzUsuńLove!.<3
OdpowiedzUsuńKocham Twojego bloga. Jesteś najlepsza! : - )
OdpowiedzUsuń