poniedziałek, 2 lipca 2012

4 - "Someone who will love me"

Ten rozdział dedykuję Susanne Styles, dzięki której wcześniejszy wpis i cały blog zyskał taką popularność. Komentarzy tez przybyło czy się bardzo cieszę.. :)


Weszłam na lotnisko pewnym krokiem. Rozejrzałam się dokoła załzawionymi oczami, gdy nagle jakiś starszy pan trącił mnie w ramię. Szedł w kierunku kas, i było widać po nim że się śpieszy. Nie zastanawiając się długo, poszłam z nim. Kolejka nie była długa, więc czekałam tylko chwilę. Po chwili przewał mi głos. Spokojny, opanowany.
- Przynajmniej wiesz gdzie lecimy? - Zapytała Clarie.
Nie odpowiedziałam. Już w kawiarni, gdzie poszłam aby jej wszytko wyjaśnić wiedziałam, że nie znam mety.
Wzruszyłam ramionami.
Pan przede mną chrząknął, i poprosił o bilet. Specjalnie zatkałam sobie uszy, żeby nie słyszeć dokąd leci.
Po chwili podeszłam do okienka, i powiedziałam.
- Ja poproszę dwa bilety na ten lot co pan przede mną. 
- Czyli do...  - Zaczęła.
- Nie. Proszę nie mówić, chcę aby to była... niespodzianka.- Powiedziałam z sarkazmem.
- Dobrze. - Powiedziała ekspedientka.
Podała mi bilety, na które celowo nie spojrzałam.
- Dziękuję - Mruknęłam, ciągnąc Clarie za sobą.
Po paru godzinach weszłyśmy do samolotu. Wszyscy pracownicy lotniska w Los Angeles byli mocno zdziwieni, gdy mówiłam, że nie chce aby zdradzali cel podróży. Pewnie uznali, że jestem jakąś wariatką.
Gdy tylko stanęłam na samym tyle samolotu, i miałam przed sobą z 20 rzędów czteroosobowych foteli, spojrzałam na przyjaciółkę. Wyglądała na mocno zaniepokojoną.
- Wszystko w porządku? - Zapytała.
- Jasne. - Odpowiedziałam oschle. Nie miałam ochoty rozmawiać.
Wgramoliłyśmy się do rzędu 15. Ja usiadłam przy samym oknie, po mojej lewej usadowiła się Clarie. Dwa miejsca obok niej pozostały wolne. Ale i je po chwili zajęła para zakochanych. Nie dużo starszych od nas. Mieli może z 25 lat? Może mniej.
Rozległ się głos z głośników.
 " Uwaga pasażerowie! Dzisiejszy lot do Londynu może zająć około 10 godzin. Co godzinę, między fotelami będą przechodzić stewardessy z wózkami z napojami, i przekąskami.Życzę udanej podróży,
Kapitan"
No tak. Czyli Londyn. Tu akurat nie dało się poprosić, o nie wymawianie celu. Wiadomość, że to miasto z teoretycznie tym samym językiem, wywołała u mnie coś na kształt uśmiechu, który jednak znikł tak szybko jak się pojawił. Wcześniej trochę się bałam, że wyląduję w jakiś Chinach, lub w Rosji. Kompletnie nie umiałabym się porozumieć. A tutaj... chociaż inny akcent, to przecież podobne.
- Kochanie, na pewno wszytko okej? - Clarie się o mnie martwiła.
Pokręciłam tylko głową, i włożyłam słuchawki w uszy. Chciałam się całkowicie odciąć od wszystkiego. Od niej, od całującej się pary na prawo fotela przyjaciółki, od stewardess chodzących po przedziale.
I po raz kolejny przekonałam się, że muzyka działa na mnie jak balsam. Uspokajająco. Czułam się, jakby to co wydarzyło się w przeciągu dwóch ostatnich dni, nigdy się nie miało miejsca. Jakby rodzice nie zginęli.
Ciekawe co by sobie teraz pomyśleli. Ich córka, lecąca do Londynu, bez żadnej perspektywy do zamieszkania, z walizką, spakowaną na jeden dzień. To wszytko było na kocią łapę. Tak na prawdę, to nie wiedziałam co się stanie, gdy wreszcie wylądujemy.
Czy moje życie się odmieni? Czy jeszcze kiedykolwiek szczerze się zaśmieję? Czy będę miała dach nad głową? Czy Anglia jest tym azylem, którego tak rozpaczliwie poszukiwałam? - Te pytania mnie nurtowały, jednak na żadne z nich nie znałam odpowiedzi.
Czas pokaże, pomyślałam. Zamknęłam oczy, i wsłuchałam się w dźwięki Leave Me Alone, Micheal'a Jackson'a. Tak teraz tak jak on, chciałam być sama. Poukładać sobie wszytko w głowie. Miałam przeczucie, że tak jak w jego teledysku, lepiej zrozumiały by mnie zwierzęta, niż zwyczajni ludzie. Oczywiście, byłam wdzięczna Clarie, za to że mnie nie olała, i nie zostawiła, w tak dla mnie załamującym momencie, ale... To nie było to czego chciałam, nie rozumiałam, dlaczego Bóg zrobił mi coś takiego? Dlaczego odebrał mi całe moje życie? Czemu szczęście uleciało ze mnie jak z pękniętego balonika? Co to wszytko ma na celu? Czego mogę się przez to jeszcze nauczyć?
Spojrzałam na Clarie. Czytała jakiś modowy magazyn. Tak jak ja kiedyś bym próbowała, starła się jakoś zabić czas. Nie chciała mnie dręczyć pytaniami, wiedziała, że nie mam nastroju.
Po prostu była, i to mi wystarczało. Poczułam, że mam jeszcze na świecie kogoś, na kogo mogę liczyć.

//Berry

8 komentarzy:

  1. Dzięęęęęęęękuję! <3333 Boski rozdzial. :3

    OdpowiedzUsuń
  2. `.zajebisteeeee..!;*****.:).. kiedy kolejny.?!! ;>..

    OdpowiedzUsuń
  3. Witaj!
    Rozdział jest fantastyczny, widać, że wkładasz z to dużo wysiłku.
    Co do fabuły, świetny pomysł z lotem. A ten Londyn... No cóż, przypuszczam, że zawróci jej w głowie... :]
    Ściskam i życzę duuuuużo weny.

    OdpowiedzUsuń
  4. Świetne. :3 Jeszcze nigdy nie czytałam tak fantastycznego opowiadania. <3

    OdpowiedzUsuń
  5. Proszę... ;'( Daj już kolejny rozdział... ;'CC Nie moge sie poprostu doczeka nooo.. Plissss.Dasz.? ;"**

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Okey, nowa notka w robocie :)
      P.S. Fajny nick :xxx

      Usuń