piątek, 23 listopada 2012

20 - "Lazy? No. Just slow"






Po dwóch godzinach nieobecności reszty, postanowiłam wcielić mój plan w życie. Zostawiając włączony telewizor, ruszyłam do kuchni.
Gdy otworzyłam lodówkę, aż otworzyłam usta ze zdumienia. Ile tam było żarcia! Starczyłoby na ze trzy lata. Wzięłam co się dało i obładowana na całego wróciłam do salonu. Siadłam jak królowa przed telewizorem, i zaczęłam się obżerać. Po paru minutach usłyszałam dźwięk tłuczonego szkła, i przypomniałam sobie, że na górze jest Niall. Pamiętałam jak Danielle powiedziała " Zajrzyj czasem do tego głodomora".
Postanowiłam, że to zrobię. Wstałam, i poszłam w stronę schodów. Było one strome, ale nie aż tak, żeby spaść. Gdy doszłam na samą górę, trafiam na długaśny korytarz, pełen przeróżnych drzwi. Kolejny raz uderzyło mnie jaki ten dom jest wielki. Ruszyłam przed siebie. Pierwsze drzwi po prawej wskazywały na pokój Zayn'a, wisiała tam karteczka z napisem "I am sex God". Zaczęłam się śmiać. Następne drzwi były chyba Louis'a, wnioskując po wielkiej narysowanej na nich marchewce, i napisem "I love carrots". Potem był pokój Harry'ego. Drzwi były po prostu białe, ale na samym dole w prawym roku widniała liczba 69 napisana jakimś mazakiem. Przedostatnie należały do Liam'a. Nie było na nich nic, kompletnie nic. A ostatnie należały do Horan'a. Była na nich namalowana wielka flaga Irlandii. Podeszłam tam na palcach, i nasłuchiwałam. Nic. Podeszłam jeszcze bliżej, i przyłożyłam ucho do drzwi. Teraz usłyszałam ciche dźwięki gitary. Zapukałam.
- Wchodź Clarie. - Zdziwiłam się, że wie o mojej obecności. Ale zaraz pomyślałam, przecież jest XXI wiek, mogli mu zwyczajnie napisać sms, lub zadzwonić. Westchnęłam, i weszłam do pokoju.
Ściany były bardzo jasno zielone, a większość mebli biała. Na łóżku siedział Niall, i trzymał gitarę. Przypomniała mi się Bonnie.
- Hey, wszystko w porządku? Słyszałam jakby się coś tłukło.
- Nie, wszystko okey. To tylko szklanka, nieważne. - Spuścił wzrok. - Może usiądziesz? Chyba jeszcze nie byłaś w tym pokoju.
Usiadłam na jego łóżku, i przyglądałam się jak gra. Mogłabym tak siedzieć, i słuchać godzinami. Jego palce delikatnie muskały struny. Po chwili nic nie mówienia, spojrzał na mnie, i uśmiechnął się. Odwzajemniłam uśmiech.
- Długo grasz? - Zapytałam.
- No... - Zamyślił się. - Będzie już ze 10 lat. Ale dużo mi jeszcze brakuje.
- Żartujesz?! Jesteś świetny! Ja w dzieciństwie marzyłam, żeby grać chodź w połowie, tak dobrze jak ty.
- To ty grasz? - Był zdziwiony.
- Nie.. Ale zawsze chciałam się nauczyć.
Zmrużył oczy.
- Tak? No to chodź tu.
Przysunął się do mnie, i po chwili trzymałam w ręku gitarę, a on siedział obok. Chwycił delikatnie moje palce, i przesunął je po strunie.
Siedzieliśmy tak, ze dwie godziny. On mnie uczył, a ja rozumiałam coraz więcej. Po tym czasie potrafiłam już zagrać prostą melodię. Byłam mu wdzięczna, że poświęcił mi tyle czasu, że zawsze jak się myliłam, to cierpliwie tłumaczył mi jeszcze raz. Czasami odwracałam głowę, i patrzyłam, w te błękitne oczy, które tak bardzo przypominały barwę bezchmurnego nieba. Dużo się śmialiśmy.
Gdy już zaczynały mnie boleć palce, Niall delikatnie odsunął mnie od siebie.





***

Bez komentarza.






piątek, 16 listopada 2012

19 - "Something special"





***BONNIE

Pogodziłam się  z Clarie, dokładnie dwa tygodnie temu. Od tamtego czasu, jest dobrze. Nie kłócimy się prawie w ogóle. Jeśli jednak do czegoś dochodzi, to zawsze jedna z nas odpuszcza. Nie chcemy powtórki, z tego co było. Za dwa dni będziemy pierwszy dzień w nowej szkole. Chłopaki bardzo nam pomagają. Powiedzieli, że będziemy chodzić do jednej klasy. Bardzo często się z nimi widzimy. Zawsze jak mamy jakiś problem, to wiemy że możemy do nich pójść.
Dzisiaj jestem umówiona ze Scott'em. Właściwie to jesteśmy parą. Zaciąga mnie do kina na jakiś horror. Na początku nie za bardzo uśmiechała mi się wizja siedzenia półtorej godziny w ciemnej sali, do tego jeszcze musząc oglądać coś przerażającego. To były bardziej klimaty Clarie. Czekaj Bonnie? A może zabrać by ją tak ze sobą? Nie. nie mogę, to przecież randka. Na randki nie ciąga się przyjaciółek. Poza tym, z tego co wiem, to spotyka się dzisiaj z chłopakami. W ogóle ostatnio dużo czasu spędzamy razem z nimi.
Ruszyłam w stronę naszego małego pokoiku, po raz kolejny martwiąc się co będzie jak już nas stąd wywalą. Co prawda Scott mówił, że może nas u siebie przenocować, ale przecież on nie mieszka sam. Ma rodziców, i o ile wiem młodszą siostrzyczkę. Nie będziemy mu się wpraszać.
W saloniku znalazłam moją przyjaciółkę.Siedziała, i gapiła się w telewizor.
- Hey mała, spotykasz się dzisiaj z chłopakami? - Zapytałam, podnosząc ze stolika jakieś kolorowe pismo.
- Tak, ale dopiero za pół godziny, wyjdziemy razem. A tak właściwie to gdzie Cię zabiera ten twój "chłoptaś"? - Mocno zaakcentowała ostatnie słowo. Mimo przejścia naszej kłótni do historii, cały czas nie mogła się pogodzić, że z nim chodzę.
- Do kina. A wy co macie zamiar robić, przez cały wieczór?
- A nie wiem. Pewnie obejrzymy coś na DVD jak zazwyczaj, lub wyjdziemy gdzieś na miasto. W każdym razie... - Dodała. -..wolę iść do nich, niż kolejny wieczór spędzić sama. Tym bardziej, że "on" Cię gdzieś zabiera.
Odłożyłam gazetę.
- Clarie, proszę. Nazywajmy rzeczy po imieniu.
- Dobra dobra. - Przyjaciółka wstała, i razem poszłyśmy się przebrać. Ona założyła TO  a ja  TO. Liam dzwonił do mnie, żebym ubrała jakieś dresy, i tyle. Nie warto się stroić.

*** CLARIE

Bonnie poszła w  swoją stronę, a ja w swoją. Co jak co, ale dzisiaj  moja przyjaciółka wyglądała nieziemsko. Ten Scott to prawdziwy szczęściarz. Chociaż nadal nie lubię go za bardzo, to nie mogę za bardzo nic nie mogę zrobić, nie chcę robić jeszcze jednej awantury.
Pchnęłam furtkę, i po chwili znalazłam się w domu chłopaków. Zapukałam trzykrotnie i zaczęłam nasłuchiwać. Nagle w drzwiach pojawił się Louis.
- Cześć Clarie. Wchodź! - Wskazał ręką na głębię domu. - Ja idę do kuchni, ale reszta jest w salonie. Szykują się.
- Szykują? A gdzie?  - Zapytałam zdziwiona, ale Lou już nie było.
Weszłam do salonu. Pierwszy zauważył mnie Liam.
- O hey C. - Czasami tak na mnie mówił. - Co tam u Bonnie? Dawno u nas nie była.
- Aaa dobrze. Znaczy.. jest na randce ze swoim facetem. - Zauważyłam że Harry wyszedł z pokoju. - A wy gdzie wszyscy idziecie?
- A wiesz. Jest sobotni wieczór, a nas nudzi siedzenie w domu, więc idziemy do klubu.
Tak. Byłam zaskoczona.
- Ahh. No okey. - Gdybym wiedziała, że wybierają się na imprezę, to inaczej bym się ubrała. Chciałabym zrobić wrażenie na jednej osobie, ale to nie byłby mój priorytet. Szukałam go wzrokiem, ale nigdzie nie widziałam tej charakterystycznej blond czupryny. Podeszłam do nich, pociągnęłam Liam'a za łokieć, i zapytałam półgłosem.
- A gdzie Niall?
- A wiesz... on... - Zawahał się. -  Źle się czuje. 
Coś czułam, że kręci.
- No ok. A co ty dzisiaj z tym telefonem? Mówiłeś, żebym się ubrała na luzie, a nie na imprezę.
Chłopak był wyraźnie zakłopotany. Nagle zawołała go Danielle, i nie odpowiedział. Ale nie mogłam pozbyć się wrażenia, że jak odchodził, to westchnął z ulgą. Może po prostu nie chciał, żebym z nimi poszła. A może wszyscy nie chcieli? Zrobiłam coś źle? Kurde.
- No to co? Mam teraz wracać? - Zapytałam właściwie sama siebie.
- Nie możesz! - Krzyknęła nagle Danielle. Ale zaraz potem jakby oprzytomniała, i gdy napotkała srogie spojrzenie Lou, natychmiast spuściła głowę. - Chodziło mi o to że..hmm. no..nie musisz. Zostań u nas, pooglądaj sobie telewizję..co tam tylko chcesz. Może....mhmmm...zajrzyj do tego głodomora czasami.
Postanowiłam, że za karę, że mnie nie chcą,  zrobię sobie wbrew, i zostanę.
- Taak. W sumie, to nie chce mi się wracać już.
A gdy już wychodzili krzyknęłam tylko na odchodnym:
- Opróżnię Wam całą lodówkę!



***

Kochani (?)
Notka krótka, ale  to dlatego, że chyba już nikt tego nie czyta. Nie ma ani opinii, ani komentarzy, więc..  po co pisać jak tu nikt nie zagląda??




piątek, 9 listopada 2012

18 - "Again"











***BONNIE

Siedziałam przed telewizorem dobre dwie godziny, ale gdyby mnie ktoś zapytał co teraz leci, za nic nie umiałabym odpowiedzieć. Patrzyłam nieprzytomnie w duży czarny punkt, na którym ruszały się obrazki. Nic szczególnego, nic co wymagałoby mojej uwagi. Włączyłam je tylko po to, żeby coś słyszeć. Żeby nie zostać sama w ciszy. Wtedy na pewno moje myśli powędrowałyby do kłótni z Clarie. A tak, przynajmniej nie myślałam nic. Po prostu się wyłączyłam. Nie ruszając nic w TV wstałam, i wyszłam na balkon. Oparłam się rękami o barierkę, i podziwiałam to niezwykłe miejsce w którym się znalazłam. Tu nie było tak jak w Los Angeles. Tu wszystko było bardziej uporządkowane, rygorystyczne.
Byłyśmy w kropce. Kończyły się pieniądze. Zapłaciłam z góry, a za dwa tygodnie zaczynała się znowu szkoła. Jesteśmy tu już dwa miesiące, kończą się wakacje. Szczerze? Nie wiem co będzie potem. Czy będziemy chodzić do szkoły, ale spać pod mostem?
Wtedy w samochodzie, nie zaczęłabym tego tematu o mieszkaniu z chłopakami, ale nie widziałam co mam robić. Teraz zresztą nie wiem. Bałam się momentu w którym będziemy musiały opuścić to miejsce. W pewnym sensie zaczęłyśmy już czuć się tu jak u siebie. Patrzyłam przez balkon jeszcze krótką chwilę,
Wtedy zobaczyłam dziewczynkę. Miała max. 7 lat. Szła za rączkę z mamą. I wtedy poczułam taki niewyobrażalny ból, o jakim nigdy nawet nie myślałam. W jednej chwili wszystko było okej, a w drugiej moje serce rozpadało się na kawałki. To było silniejsze, od jakiegokolwiek uczucia związanego z Clarie. Zadałam sobie sprawę, że już nigdy w życiu nie przytulę mamy. Nigdy nie powiem jej, jak bardzo ją kocham. Nigdy nie podziękuję za to wszystko, co dla mnie zrobiła. Nosiła mnie w sobie przez 9 miesięcy, zostawała ze mną, kiedy miałam gorączkę, chodziła ze mną do lekarza. Była zawsze przy mnie. A teraz? Bez niej nie mam nic. Nikogo. Dziadków w ogóle nie pamiętam - odeszli jak byłam mała. Kojarzę tylko z fotografii. Rodzice zawsze powtarzali, że bardzo mnie kochali. Co do babci, to jedna mieszkała za granicą, w Grecji, a druga niby nie tak daleko, ale też za często jej nie widziałam. Z babcią Greczynką, widziałam się raz do roku, jak szczęście sprzyjało. Ale nawet wtedy, kiedy w końcu przyjeżdżała do Stanów, to te wizyty nigdy nie były takie jak bym chciała. Jej chodziło tylko o dobre paznokcie, i brwi. Nigdy nie czułam, że przyjeżdża do rodziny, zawsze miała w tym swój cel. Od lat powtarzała, że wraca do US. Jednak, nigdy nic z tego nie wyszło. Tam miała wszystko za darmo. Lekarstwa, prace, po prostu łatwiejsze życie. Tu miałaby na głowie rodzinkę, którą czasami trzeba odwiedzić, i ...syna alkoholika. Tak. Mój ojciec nie był jedynakiem. Ma brata, młodszego. Gdy byli bardzo mali, rodzice się rozwiedli. Ojciec poszedł w swoją stronę, a matka w swoją. Chłopcy zostali przy jej boku. Jednak z ojcem tata się widywał. Raz w tygodniu, ale zawsze coś. Tak naprawdę, to ojciec nauczył go wszystkiego. Jak żyć. Mieli super kontakt. Tylko, że... on wkrótce odszedł. A matka wyjechała do Grecji. Z batem taty stało się coś strasznego. Nie wiem do końca jak to było, ale.. zrobił się inny. Zaczął pić, i tak mu już zostało. Nie był w stanie zarobić, nigdy nie znalazł pracy. Nigdy nie lubiłam się z nim spotykać. Zresztą z z babcią tak samo.
Pomyślałam o tym co mam teraz. Przyjaźń nigdy nie była dla mnie najważniejsza. Zawsze znalazł się ktoś kto wszystko psuł. Jak jeszcze byłam w gimnazjum marzyłam, o takiej prawdziwej, szczerej więzi z jakąś osobą. Ale gdy spotykałam kogoś, to zawsze coś musiało nie wypalić. Tak, widziałam w tym swoją winę. Ale zawsze starałam się być fair. Z czasem, nie było to już priorytetem, zeszło na dalszy plan. Dopiero Clarie, rozumiała mnie tak jak chciałam być rozumiana. To była prawdziwa przyjaźń. Nie wiem, jak mogłam jej to zrobić. Muszę to jakoś naprawić, muszę.

***BONNIE

Powiedziałam Liam'owi WSZYSTKO. Bez najmniejszego ominiętego szczegółu. Wyjawiłam mu wszystkie tajemnice. Poszliśmy na długi spacer, a Borys chyba się wybiegał. Czułam się o niebo lepiej, niż przedtem. Liam poradził mi, żebym porozmawiała z Clarie. Powiedział, że od razu widać, że się dobrze rozumiemy, więc nie ma sensu się kłócić. Zresztą... mnie samą już to męczyło. Jednak kompletnie nie wiedziałam, jak się do tego zabrać.
Drzwi do naszego pokoju nie były zamknięte na klucz, więc wystarczyło tylko je pchnąć. Gdy tylko weszłam do salonu, zobaczyłam Bonnie. Nie widziała mnie. Siedziała na fotelu, i trzymała gitarę. Niemożliwe. 
Gdy jeszcze mieszkałyśmy w LA Bonnie zatrudniła się jako wolontariuszka w szpitalu dla nieuleczalnie chorych dzieci. Tam spotkała siedmioletniego chłopczyka. Był samotny, nie miał rodziców. Bonnie zawsze po lekcjach biegła do domu, brała gitarę, i pędziła do Johna (tak miał na imię). Chłopczyk zawsze się przy niej uspokajał. Ona grała, śpiewała, i była przy nim do późnego wieczora. Przez to często nie dosypiała, i miała jedynki za nieodrobione prace domowe. Zawsze miała w dupie szkołę. Jednak nie sądziła, że John tak szybko odejdzie, że jego chore serduszko tak szybko przestanie bić. Bardzo to przeżyła,. Z dzieckiem łączyła ją niesamowita więź.
Od tego wydarzenia nie grała. Nie dotknęła gitary, dokładnie od pięciu lat. Dlatego bardzo mnie zdziwił ten widok. W oczach mojej przyjaciółki mogłam bez problemu dostrzec ból. Dotknęła struny i wydała z siebie cichy jęk. Widziałam łzy płynące po jej policzkach. Nagle skuliła się, i wstała. Gitarę rzuciła na balkon. Od tak po prostu. Nie odłożyła jej, tylko rzuciła z całej siły. I krzyknęła. Tak głośno że aż podskoczyłam. Spojrzałam na nią. Było ciemno, ale wszystko widziałam. Włosy były poplątane, a cieknące z oczy łzy nie mogły przestać lecieć. Upadła. Zwinęła się w kłębek, i zaczęła się trząść. Postanowiłam, że czas wkroczyć.
Szybkim krokiem weszłam do pokoju, nie zapalając światła. Uklękłam koło Bonnie, odgarnęłam jej włosy z czoła. Wyglądała okropnie.
- No chodź tu. - Powiedziałam. Wzięłam ją w ramiona, i  mocno przytuliłam. Dziewczyna szlochała coraz mocniej.
- Clarie... Ja.. ja ich ciągle... widzę! Wszystkich... mamę... tatę... i  Johna.. - Wymamrotała pomiędzy spazmami płaczu. Nie mogłam jej opanować. - Czemu ja zawsze... muszę wszystko spieprzyć?!

- Bonnie! Nie wolno ci tak mówić! Nie miałaś wpływu na Johna, widziałaś że to się stanie. A z rodzicami, to był wypadek. Nie obwiniaj się. - Próbowałam przemówić jej do rozsądku.
Moja przyjaciółka gwałtownie przestała płakać. Odgarnęła włosy z twarzy, i spojrzała na mnie tymi swoimi pięknym niebieskimi oczyma. Tak bardzo przypominały Niall'a. Clarie! Opanuj się.
- Czy ja jeszcze kiedykolwiek zagram? - Zapytała spokojnie. Nie wiedziałam co jej odpowiedzieć.
- Na pewno. Kiedyś chwycisz gitarę, i zagrasz jak nigdy wcześniej. Jestem pewna że John, i twoi rodzice nad tobą czuwają.
- Kocham Cię... - Bonnie przytuliła mnie z całej siły. - I przepraszam. Naprawdę, z całego serca. Byłam głupia, i teraz to wiem. Dotarło do mnie. Nie wiedziałam czy też mam ją przepraszać, czy nie, więc powiedziałam tylko:
- Też Cię kocham Bonnie.

Nareszcie. Odzyskałam przyjaciółkę.











***

Kochani, nie mogę uwierzyć... Dwa wpisy temu było aż 133 odwiedzin dla jednej notki, a teraz nie ma 20? Wielkie dzięki.

Nie wiem czemu, ale naszło mnie coś na coś smutnego. Poznaliście tu trochę z życia naszej Bonnie. Może po tym zrozumiecie, trochę więcej z jej zachowań, i późniejszych perypetii.
Myślę że nieliczne osoby, które znam w realu, i czytają to opowiadanie zrozumieją coś ważnego, co starałam się przekazać poprzez życie Bonnie. Tyle razy chciałam z wami o tym porozmawiać, i nigdy nie umiałam ubrać tego w słowa.

Dziękuję naprawdę wszystkim którzy komentują i oceniają mojego bloga. To właśnie Wy sprawiacie, że chcę dalej pisać. I chociaż jest Was niewiele, to liczę na Was. Jesteście najlepsi!


//Berry











piątek, 2 listopada 2012

17 - "Little meet"






***BONNIE

Jechałyśmy taksówką w stronę hotelu. Byłam zła, bo Clarie cały czas milczała. Teraz powinna szaleć, być podniecona, w końcu nie tylko widziałyśmy tych jej chłopaków, JEDLIŚMY Z NIMI GRILLA. Powinna być wniebowzięta. Jednak jej twarz nie wyrażała emocji.
- Co myślisz o tym, żebyśmy z nimi zamieszkały? - Zapytałam drżącym głosem.
- Uważam, że to niepotrzebne.
Jasna cholera! Musi być źle z nią.  Przecież dwa tygodnie temu dałaby się pokroić za szansę, choćby zobaczenia jednego z nich, a oni przecież proponują nam mieszkanie! Musiałam szybko coś zrobić, wiedziałam do czego jest zdolna.
- Słuchaj Clarie. Przepraszam Cię, byłam na Ciebie zła, i nie wiedziałam co mówię. Naprawdę tak nie myślę. Przecież to wiesz. Musisz, mi kiedyś wybaczyć.
Znowu nic nie mówiła, nic nie było po niej widać. To milczenie było gorsze, niż gdyby na mnie nakrzyczała. Patrzyła ze spokojem w moje oczy. Chciałam na nią nawrzeszczeć, ale nie wiedziałam jakimi słowami. Nie miałam żadnych argumentów. Miała stuprocentową rację. Tylko bym zrobiła z siebie idiotkę.
- Bonnie tu nie chodzi o to, co powiedziałaś. Tylko JAK to powiedziałaś. Poczułam się jak śmieć. Nie potrzebny, i wyrzucony do kosza. Zrobiłaś to tak, że naprawdę uwierzyłam, że masz racje.
- Przecież dobrze wiesz, to były kłamstwa! - Poczułam ukłucie w sercu. Żałowałam swoich słów. Clarie nie odpowiedziała.

***CLARIE

Nie umiałam się na nią gniewać. Nigdy tak naprawdę nie doszło między nami, do takiej wielkiej kłótni. Zawsze się godziłyśmy po paru godzinach. Teraz było inaczej. Naprawdę byłam na nią wściekła, i nie umiałam mówić tak jak kiedyś. Z jednej strony chciałam, żebyśmy się pogodziły, ale z drugiej to naprawdę czułam się okropnie. Bonnie obraziła nie tylko mnie, i mój gust muzyczny. Obraziła coś o stokroć dla mnie droższego. Mimo wszystko, wiedziałam, że relacje między nami się nie zmieniły.
- A ty co o tym myślisz? - Zapytałam, po dłuższej przerwie.
- O czym? - Moja przyjaciółka była zdziwiona, że się odezwałam, że zaczęłam temat.
- O tym mieszkaniu z nimi. - Powiedziałam niepewnie. Zamyśliła się. Wnioskowałam, że nie wie co o tym myśleć.
- Nie mam zdania. Uważam, że z jednej strony to trochę niepewne, i tak wiesz.. No.. A z drugiej przecież nie musiałybyśmy już płacić za hotel. Miałybyśmy własną kuchnię... - Zawahała się. - Trzymałabyś Horan'a przy sobie.
- Przepraszam. - Rzuciłam do kierowcy. Spojrzałam Bonnie w oczy. - Proszę się zatrzymać.
- Co?! Clarie, nie wygłupiaj się! - Bonnie już zaczynała krzyczeć. - Przestań, to jest niepoważne. Nie zachowuj się jak dziecko.
Lecz ja już wysiadałam z samochodu. Zatrzasnęłam za sobą drzwiczki, i stanęłam na chodniku. Samochód odjechał. Zostałam sama. Znowu? Czy ona musiała to powiedzieć? Musiała znowu do tego wrócić? A już myślałam, że się dzisiaj pogodzimy. Jak to mówiła, to czuć było w jej głosie sarkazm. Gorzki, wyjątkowo obrzydliwy sarkazm. Nie miałam zamiaru się na to godzić.
Usiadłam na murku, niedaleko ulicy. Zastanowiłam się co mogę ze sobą zrobić. Do chłopaków przecież nie pójdę. Jak by to wyglądało? "Hey. Sorry czy mogę u Was przenocować, bo Bonnie jest wredna i mnie obraża?". Teraz mnie samej wydało się to śmieszne. Uśmiechnęłam się do siebie w duchu.
Wtedy podbiegł do mnie jakiś pies. Czarny, nieduży, i pomarszczony.
- Borys! Stój! Borys! - Biegł za nim jakiś chłopak. Rozpoznałam w nim Liam'a. - Clarie?! Co ty tutaj robisz?
- Mogłabym Cię zapytać o to samo. - Szczerze zdziwiłam się na jego widok.
- Ahh... Taak. No bo widzisz. Zayn mnie poprosił, żebym wyszedł z Borysem, bo jemu znowu się nie chce. To taki wielki leniuch. No a przecież piesek nie może cierpieć, więc zazwyczaj wieczorem to ja z nim wychodzę.  - Uśmiechnął się.- A ty?
-Ja.. Ja.. - Nie widziałam jak się wytłumaczyć. Z głowy nagle wyleciały mi wszystkie wymówki, jakich kiedykolwiek używałam. Powiedziałam więc, coś na co każdy głupek mógłby wpaść. - Wyszłam się przejść.
Chłopak zasępił się.
- Czekaj.. Nie mogłaś wyjść się przejść. Przecież, teoretycznie nawet nie dojechałaś jeszcze do hotelu. I gdzie jest Bonnie?
- Dobra. - Postanowiłam, że nie ma sensu tego ukrywać. - Jak pewnie zauważyłeś, jesteśmy z Bonnie w nie najlepszych stosunkach. Przynajmniej jak narazie - Liam skinął głową.- Bo.. To było tak, że ona mi powiedziała, że... - Nie umiałam tego wykrztusić. To graniczyłoby z wyjawieniem tego w kim się bujam, i zdradzeniu najbardziej strzeżonego sekretu. - Mówiła, że... że... - Łzy kręciły mi się w oczach, i za wszelką cenę, starałam się ich nie ujawnić, bo mimo, iż było ciemno, widziałam, że by zauważył.


***
Przepraszam, ze notka się tak skończyła dziwnie, ale nie mam siły nic pisać. To "dzieło" sprzed paru dni. Wiem, że jakbym jeszcze coś dodała, to pojawiłaby się ona jutro. No cóż, za tydzień się wyjaśni :)
Pzdr,

//Berry