piątek, 16 listopada 2012

19 - "Something special"





***BONNIE

Pogodziłam się  z Clarie, dokładnie dwa tygodnie temu. Od tamtego czasu, jest dobrze. Nie kłócimy się prawie w ogóle. Jeśli jednak do czegoś dochodzi, to zawsze jedna z nas odpuszcza. Nie chcemy powtórki, z tego co było. Za dwa dni będziemy pierwszy dzień w nowej szkole. Chłopaki bardzo nam pomagają. Powiedzieli, że będziemy chodzić do jednej klasy. Bardzo często się z nimi widzimy. Zawsze jak mamy jakiś problem, to wiemy że możemy do nich pójść.
Dzisiaj jestem umówiona ze Scott'em. Właściwie to jesteśmy parą. Zaciąga mnie do kina na jakiś horror. Na początku nie za bardzo uśmiechała mi się wizja siedzenia półtorej godziny w ciemnej sali, do tego jeszcze musząc oglądać coś przerażającego. To były bardziej klimaty Clarie. Czekaj Bonnie? A może zabrać by ją tak ze sobą? Nie. nie mogę, to przecież randka. Na randki nie ciąga się przyjaciółek. Poza tym, z tego co wiem, to spotyka się dzisiaj z chłopakami. W ogóle ostatnio dużo czasu spędzamy razem z nimi.
Ruszyłam w stronę naszego małego pokoiku, po raz kolejny martwiąc się co będzie jak już nas stąd wywalą. Co prawda Scott mówił, że może nas u siebie przenocować, ale przecież on nie mieszka sam. Ma rodziców, i o ile wiem młodszą siostrzyczkę. Nie będziemy mu się wpraszać.
W saloniku znalazłam moją przyjaciółkę.Siedziała, i gapiła się w telewizor.
- Hey mała, spotykasz się dzisiaj z chłopakami? - Zapytałam, podnosząc ze stolika jakieś kolorowe pismo.
- Tak, ale dopiero za pół godziny, wyjdziemy razem. A tak właściwie to gdzie Cię zabiera ten twój "chłoptaś"? - Mocno zaakcentowała ostatnie słowo. Mimo przejścia naszej kłótni do historii, cały czas nie mogła się pogodzić, że z nim chodzę.
- Do kina. A wy co macie zamiar robić, przez cały wieczór?
- A nie wiem. Pewnie obejrzymy coś na DVD jak zazwyczaj, lub wyjdziemy gdzieś na miasto. W każdym razie... - Dodała. -..wolę iść do nich, niż kolejny wieczór spędzić sama. Tym bardziej, że "on" Cię gdzieś zabiera.
Odłożyłam gazetę.
- Clarie, proszę. Nazywajmy rzeczy po imieniu.
- Dobra dobra. - Przyjaciółka wstała, i razem poszłyśmy się przebrać. Ona założyła TO  a ja  TO. Liam dzwonił do mnie, żebym ubrała jakieś dresy, i tyle. Nie warto się stroić.

*** CLARIE

Bonnie poszła w  swoją stronę, a ja w swoją. Co jak co, ale dzisiaj  moja przyjaciółka wyglądała nieziemsko. Ten Scott to prawdziwy szczęściarz. Chociaż nadal nie lubię go za bardzo, to nie mogę za bardzo nic nie mogę zrobić, nie chcę robić jeszcze jednej awantury.
Pchnęłam furtkę, i po chwili znalazłam się w domu chłopaków. Zapukałam trzykrotnie i zaczęłam nasłuchiwać. Nagle w drzwiach pojawił się Louis.
- Cześć Clarie. Wchodź! - Wskazał ręką na głębię domu. - Ja idę do kuchni, ale reszta jest w salonie. Szykują się.
- Szykują? A gdzie?  - Zapytałam zdziwiona, ale Lou już nie było.
Weszłam do salonu. Pierwszy zauważył mnie Liam.
- O hey C. - Czasami tak na mnie mówił. - Co tam u Bonnie? Dawno u nas nie była.
- Aaa dobrze. Znaczy.. jest na randce ze swoim facetem. - Zauważyłam że Harry wyszedł z pokoju. - A wy gdzie wszyscy idziecie?
- A wiesz. Jest sobotni wieczór, a nas nudzi siedzenie w domu, więc idziemy do klubu.
Tak. Byłam zaskoczona.
- Ahh. No okey. - Gdybym wiedziała, że wybierają się na imprezę, to inaczej bym się ubrała. Chciałabym zrobić wrażenie na jednej osobie, ale to nie byłby mój priorytet. Szukałam go wzrokiem, ale nigdzie nie widziałam tej charakterystycznej blond czupryny. Podeszłam do nich, pociągnęłam Liam'a za łokieć, i zapytałam półgłosem.
- A gdzie Niall?
- A wiesz... on... - Zawahał się. -  Źle się czuje. 
Coś czułam, że kręci.
- No ok. A co ty dzisiaj z tym telefonem? Mówiłeś, żebym się ubrała na luzie, a nie na imprezę.
Chłopak był wyraźnie zakłopotany. Nagle zawołała go Danielle, i nie odpowiedział. Ale nie mogłam pozbyć się wrażenia, że jak odchodził, to westchnął z ulgą. Może po prostu nie chciał, żebym z nimi poszła. A może wszyscy nie chcieli? Zrobiłam coś źle? Kurde.
- No to co? Mam teraz wracać? - Zapytałam właściwie sama siebie.
- Nie możesz! - Krzyknęła nagle Danielle. Ale zaraz potem jakby oprzytomniała, i gdy napotkała srogie spojrzenie Lou, natychmiast spuściła głowę. - Chodziło mi o to że..hmm. no..nie musisz. Zostań u nas, pooglądaj sobie telewizję..co tam tylko chcesz. Może....mhmmm...zajrzyj do tego głodomora czasami.
Postanowiłam, że za karę, że mnie nie chcą,  zrobię sobie wbrew, i zostanę.
- Taak. W sumie, to nie chce mi się wracać już.
A gdy już wychodzili krzyknęłam tylko na odchodnym:
- Opróżnię Wam całą lodówkę!



***

Kochani (?)
Notka krótka, ale  to dlatego, że chyba już nikt tego nie czyta. Nie ma ani opinii, ani komentarzy, więc..  po co pisać jak tu nikt nie zagląda??




1 komentarz:

  1. Nominacja do Lieber Award.
    http://my-dreams-will-come-alive.blogspot.com/

    xx

    OdpowiedzUsuń