piątek, 23 listopada 2012
20 - "Lazy? No. Just slow"
Po dwóch godzinach nieobecności reszty, postanowiłam wcielić mój plan w życie. Zostawiając włączony telewizor, ruszyłam do kuchni.
Gdy otworzyłam lodówkę, aż otworzyłam usta ze zdumienia. Ile tam było żarcia! Starczyłoby na ze trzy lata. Wzięłam co się dało i obładowana na całego wróciłam do salonu. Siadłam jak królowa przed telewizorem, i zaczęłam się obżerać. Po paru minutach usłyszałam dźwięk tłuczonego szkła, i przypomniałam sobie, że na górze jest Niall. Pamiętałam jak Danielle powiedziała " Zajrzyj czasem do tego głodomora".
Postanowiłam, że to zrobię. Wstałam, i poszłam w stronę schodów. Było one strome, ale nie aż tak, żeby spaść. Gdy doszłam na samą górę, trafiam na długaśny korytarz, pełen przeróżnych drzwi. Kolejny raz uderzyło mnie jaki ten dom jest wielki. Ruszyłam przed siebie. Pierwsze drzwi po prawej wskazywały na pokój Zayn'a, wisiała tam karteczka z napisem "I am sex God". Zaczęłam się śmiać. Następne drzwi były chyba Louis'a, wnioskując po wielkiej narysowanej na nich marchewce, i napisem "I love carrots". Potem był pokój Harry'ego. Drzwi były po prostu białe, ale na samym dole w prawym roku widniała liczba 69 napisana jakimś mazakiem. Przedostatnie należały do Liam'a. Nie było na nich nic, kompletnie nic. A ostatnie należały do Horan'a. Była na nich namalowana wielka flaga Irlandii. Podeszłam tam na palcach, i nasłuchiwałam. Nic. Podeszłam jeszcze bliżej, i przyłożyłam ucho do drzwi. Teraz usłyszałam ciche dźwięki gitary. Zapukałam.
- Wchodź Clarie. - Zdziwiłam się, że wie o mojej obecności. Ale zaraz pomyślałam, przecież jest XXI wiek, mogli mu zwyczajnie napisać sms, lub zadzwonić. Westchnęłam, i weszłam do pokoju.
Ściany były bardzo jasno zielone, a większość mebli biała. Na łóżku siedział Niall, i trzymał gitarę. Przypomniała mi się Bonnie.
- Hey, wszystko w porządku? Słyszałam jakby się coś tłukło.
- Nie, wszystko okey. To tylko szklanka, nieważne. - Spuścił wzrok. - Może usiądziesz? Chyba jeszcze nie byłaś w tym pokoju.
Usiadłam na jego łóżku, i przyglądałam się jak gra. Mogłabym tak siedzieć, i słuchać godzinami. Jego palce delikatnie muskały struny. Po chwili nic nie mówienia, spojrzał na mnie, i uśmiechnął się. Odwzajemniłam uśmiech.
- Długo grasz? - Zapytałam.
- No... - Zamyślił się. - Będzie już ze 10 lat. Ale dużo mi jeszcze brakuje.
- Żartujesz?! Jesteś świetny! Ja w dzieciństwie marzyłam, żeby grać chodź w połowie, tak dobrze jak ty.
- To ty grasz? - Był zdziwiony.
- Nie.. Ale zawsze chciałam się nauczyć.
Zmrużył oczy.
- Tak? No to chodź tu.
Przysunął się do mnie, i po chwili trzymałam w ręku gitarę, a on siedział obok. Chwycił delikatnie moje palce, i przesunął je po strunie.
Siedzieliśmy tak, ze dwie godziny. On mnie uczył, a ja rozumiałam coraz więcej. Po tym czasie potrafiłam już zagrać prostą melodię. Byłam mu wdzięczna, że poświęcił mi tyle czasu, że zawsze jak się myliłam, to cierpliwie tłumaczył mi jeszcze raz. Czasami odwracałam głowę, i patrzyłam, w te błękitne oczy, które tak bardzo przypominały barwę bezchmurnego nieba. Dużo się śmialiśmy.
Gdy już zaczynały mnie boleć palce, Niall delikatnie odsunął mnie od siebie.
***
Bez komentarza.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz