piątek, 2 listopada 2012

17 - "Little meet"






***BONNIE

Jechałyśmy taksówką w stronę hotelu. Byłam zła, bo Clarie cały czas milczała. Teraz powinna szaleć, być podniecona, w końcu nie tylko widziałyśmy tych jej chłopaków, JEDLIŚMY Z NIMI GRILLA. Powinna być wniebowzięta. Jednak jej twarz nie wyrażała emocji.
- Co myślisz o tym, żebyśmy z nimi zamieszkały? - Zapytałam drżącym głosem.
- Uważam, że to niepotrzebne.
Jasna cholera! Musi być źle z nią.  Przecież dwa tygodnie temu dałaby się pokroić za szansę, choćby zobaczenia jednego z nich, a oni przecież proponują nam mieszkanie! Musiałam szybko coś zrobić, wiedziałam do czego jest zdolna.
- Słuchaj Clarie. Przepraszam Cię, byłam na Ciebie zła, i nie wiedziałam co mówię. Naprawdę tak nie myślę. Przecież to wiesz. Musisz, mi kiedyś wybaczyć.
Znowu nic nie mówiła, nic nie było po niej widać. To milczenie było gorsze, niż gdyby na mnie nakrzyczała. Patrzyła ze spokojem w moje oczy. Chciałam na nią nawrzeszczeć, ale nie wiedziałam jakimi słowami. Nie miałam żadnych argumentów. Miała stuprocentową rację. Tylko bym zrobiła z siebie idiotkę.
- Bonnie tu nie chodzi o to, co powiedziałaś. Tylko JAK to powiedziałaś. Poczułam się jak śmieć. Nie potrzebny, i wyrzucony do kosza. Zrobiłaś to tak, że naprawdę uwierzyłam, że masz racje.
- Przecież dobrze wiesz, to były kłamstwa! - Poczułam ukłucie w sercu. Żałowałam swoich słów. Clarie nie odpowiedziała.

***CLARIE

Nie umiałam się na nią gniewać. Nigdy tak naprawdę nie doszło między nami, do takiej wielkiej kłótni. Zawsze się godziłyśmy po paru godzinach. Teraz było inaczej. Naprawdę byłam na nią wściekła, i nie umiałam mówić tak jak kiedyś. Z jednej strony chciałam, żebyśmy się pogodziły, ale z drugiej to naprawdę czułam się okropnie. Bonnie obraziła nie tylko mnie, i mój gust muzyczny. Obraziła coś o stokroć dla mnie droższego. Mimo wszystko, wiedziałam, że relacje między nami się nie zmieniły.
- A ty co o tym myślisz? - Zapytałam, po dłuższej przerwie.
- O czym? - Moja przyjaciółka była zdziwiona, że się odezwałam, że zaczęłam temat.
- O tym mieszkaniu z nimi. - Powiedziałam niepewnie. Zamyśliła się. Wnioskowałam, że nie wie co o tym myśleć.
- Nie mam zdania. Uważam, że z jednej strony to trochę niepewne, i tak wiesz.. No.. A z drugiej przecież nie musiałybyśmy już płacić za hotel. Miałybyśmy własną kuchnię... - Zawahała się. - Trzymałabyś Horan'a przy sobie.
- Przepraszam. - Rzuciłam do kierowcy. Spojrzałam Bonnie w oczy. - Proszę się zatrzymać.
- Co?! Clarie, nie wygłupiaj się! - Bonnie już zaczynała krzyczeć. - Przestań, to jest niepoważne. Nie zachowuj się jak dziecko.
Lecz ja już wysiadałam z samochodu. Zatrzasnęłam za sobą drzwiczki, i stanęłam na chodniku. Samochód odjechał. Zostałam sama. Znowu? Czy ona musiała to powiedzieć? Musiała znowu do tego wrócić? A już myślałam, że się dzisiaj pogodzimy. Jak to mówiła, to czuć było w jej głosie sarkazm. Gorzki, wyjątkowo obrzydliwy sarkazm. Nie miałam zamiaru się na to godzić.
Usiadłam na murku, niedaleko ulicy. Zastanowiłam się co mogę ze sobą zrobić. Do chłopaków przecież nie pójdę. Jak by to wyglądało? "Hey. Sorry czy mogę u Was przenocować, bo Bonnie jest wredna i mnie obraża?". Teraz mnie samej wydało się to śmieszne. Uśmiechnęłam się do siebie w duchu.
Wtedy podbiegł do mnie jakiś pies. Czarny, nieduży, i pomarszczony.
- Borys! Stój! Borys! - Biegł za nim jakiś chłopak. Rozpoznałam w nim Liam'a. - Clarie?! Co ty tutaj robisz?
- Mogłabym Cię zapytać o to samo. - Szczerze zdziwiłam się na jego widok.
- Ahh... Taak. No bo widzisz. Zayn mnie poprosił, żebym wyszedł z Borysem, bo jemu znowu się nie chce. To taki wielki leniuch. No a przecież piesek nie może cierpieć, więc zazwyczaj wieczorem to ja z nim wychodzę.  - Uśmiechnął się.- A ty?
-Ja.. Ja.. - Nie widziałam jak się wytłumaczyć. Z głowy nagle wyleciały mi wszystkie wymówki, jakich kiedykolwiek używałam. Powiedziałam więc, coś na co każdy głupek mógłby wpaść. - Wyszłam się przejść.
Chłopak zasępił się.
- Czekaj.. Nie mogłaś wyjść się przejść. Przecież, teoretycznie nawet nie dojechałaś jeszcze do hotelu. I gdzie jest Bonnie?
- Dobra. - Postanowiłam, że nie ma sensu tego ukrywać. - Jak pewnie zauważyłeś, jesteśmy z Bonnie w nie najlepszych stosunkach. Przynajmniej jak narazie - Liam skinął głową.- Bo.. To było tak, że ona mi powiedziała, że... - Nie umiałam tego wykrztusić. To graniczyłoby z wyjawieniem tego w kim się bujam, i zdradzeniu najbardziej strzeżonego sekretu. - Mówiła, że... że... - Łzy kręciły mi się w oczach, i za wszelką cenę, starałam się ich nie ujawnić, bo mimo, iż było ciemno, widziałam, że by zauważył.


***
Przepraszam, ze notka się tak skończyła dziwnie, ale nie mam siły nic pisać. To "dzieło" sprzed paru dni. Wiem, że jakbym jeszcze coś dodała, to pojawiłaby się ona jutro. No cóż, za tydzień się wyjaśni :)
Pzdr,

//Berry












1 komentarz:

  1. Mam wyrzuty sumienia.
    Przepraszam, naprawdę przepraszam, że nie wpadałam ostatnio. Trochę się pogubiłam w Twoim opowiadaniu, opuściłam rozdziały, zaraz wrócę do tych starszych i przeczytam.
    x

    OdpowiedzUsuń