piątek, 9 listopada 2012

18 - "Again"











***BONNIE

Siedziałam przed telewizorem dobre dwie godziny, ale gdyby mnie ktoś zapytał co teraz leci, za nic nie umiałabym odpowiedzieć. Patrzyłam nieprzytomnie w duży czarny punkt, na którym ruszały się obrazki. Nic szczególnego, nic co wymagałoby mojej uwagi. Włączyłam je tylko po to, żeby coś słyszeć. Żeby nie zostać sama w ciszy. Wtedy na pewno moje myśli powędrowałyby do kłótni z Clarie. A tak, przynajmniej nie myślałam nic. Po prostu się wyłączyłam. Nie ruszając nic w TV wstałam, i wyszłam na balkon. Oparłam się rękami o barierkę, i podziwiałam to niezwykłe miejsce w którym się znalazłam. Tu nie było tak jak w Los Angeles. Tu wszystko było bardziej uporządkowane, rygorystyczne.
Byłyśmy w kropce. Kończyły się pieniądze. Zapłaciłam z góry, a za dwa tygodnie zaczynała się znowu szkoła. Jesteśmy tu już dwa miesiące, kończą się wakacje. Szczerze? Nie wiem co będzie potem. Czy będziemy chodzić do szkoły, ale spać pod mostem?
Wtedy w samochodzie, nie zaczęłabym tego tematu o mieszkaniu z chłopakami, ale nie widziałam co mam robić. Teraz zresztą nie wiem. Bałam się momentu w którym będziemy musiały opuścić to miejsce. W pewnym sensie zaczęłyśmy już czuć się tu jak u siebie. Patrzyłam przez balkon jeszcze krótką chwilę,
Wtedy zobaczyłam dziewczynkę. Miała max. 7 lat. Szła za rączkę z mamą. I wtedy poczułam taki niewyobrażalny ból, o jakim nigdy nawet nie myślałam. W jednej chwili wszystko było okej, a w drugiej moje serce rozpadało się na kawałki. To było silniejsze, od jakiegokolwiek uczucia związanego z Clarie. Zadałam sobie sprawę, że już nigdy w życiu nie przytulę mamy. Nigdy nie powiem jej, jak bardzo ją kocham. Nigdy nie podziękuję za to wszystko, co dla mnie zrobiła. Nosiła mnie w sobie przez 9 miesięcy, zostawała ze mną, kiedy miałam gorączkę, chodziła ze mną do lekarza. Była zawsze przy mnie. A teraz? Bez niej nie mam nic. Nikogo. Dziadków w ogóle nie pamiętam - odeszli jak byłam mała. Kojarzę tylko z fotografii. Rodzice zawsze powtarzali, że bardzo mnie kochali. Co do babci, to jedna mieszkała za granicą, w Grecji, a druga niby nie tak daleko, ale też za często jej nie widziałam. Z babcią Greczynką, widziałam się raz do roku, jak szczęście sprzyjało. Ale nawet wtedy, kiedy w końcu przyjeżdżała do Stanów, to te wizyty nigdy nie były takie jak bym chciała. Jej chodziło tylko o dobre paznokcie, i brwi. Nigdy nie czułam, że przyjeżdża do rodziny, zawsze miała w tym swój cel. Od lat powtarzała, że wraca do US. Jednak, nigdy nic z tego nie wyszło. Tam miała wszystko za darmo. Lekarstwa, prace, po prostu łatwiejsze życie. Tu miałaby na głowie rodzinkę, którą czasami trzeba odwiedzić, i ...syna alkoholika. Tak. Mój ojciec nie był jedynakiem. Ma brata, młodszego. Gdy byli bardzo mali, rodzice się rozwiedli. Ojciec poszedł w swoją stronę, a matka w swoją. Chłopcy zostali przy jej boku. Jednak z ojcem tata się widywał. Raz w tygodniu, ale zawsze coś. Tak naprawdę, to ojciec nauczył go wszystkiego. Jak żyć. Mieli super kontakt. Tylko, że... on wkrótce odszedł. A matka wyjechała do Grecji. Z batem taty stało się coś strasznego. Nie wiem do końca jak to było, ale.. zrobił się inny. Zaczął pić, i tak mu już zostało. Nie był w stanie zarobić, nigdy nie znalazł pracy. Nigdy nie lubiłam się z nim spotykać. Zresztą z z babcią tak samo.
Pomyślałam o tym co mam teraz. Przyjaźń nigdy nie była dla mnie najważniejsza. Zawsze znalazł się ktoś kto wszystko psuł. Jak jeszcze byłam w gimnazjum marzyłam, o takiej prawdziwej, szczerej więzi z jakąś osobą. Ale gdy spotykałam kogoś, to zawsze coś musiało nie wypalić. Tak, widziałam w tym swoją winę. Ale zawsze starałam się być fair. Z czasem, nie było to już priorytetem, zeszło na dalszy plan. Dopiero Clarie, rozumiała mnie tak jak chciałam być rozumiana. To była prawdziwa przyjaźń. Nie wiem, jak mogłam jej to zrobić. Muszę to jakoś naprawić, muszę.

***BONNIE

Powiedziałam Liam'owi WSZYSTKO. Bez najmniejszego ominiętego szczegółu. Wyjawiłam mu wszystkie tajemnice. Poszliśmy na długi spacer, a Borys chyba się wybiegał. Czułam się o niebo lepiej, niż przedtem. Liam poradził mi, żebym porozmawiała z Clarie. Powiedział, że od razu widać, że się dobrze rozumiemy, więc nie ma sensu się kłócić. Zresztą... mnie samą już to męczyło. Jednak kompletnie nie wiedziałam, jak się do tego zabrać.
Drzwi do naszego pokoju nie były zamknięte na klucz, więc wystarczyło tylko je pchnąć. Gdy tylko weszłam do salonu, zobaczyłam Bonnie. Nie widziała mnie. Siedziała na fotelu, i trzymała gitarę. Niemożliwe. 
Gdy jeszcze mieszkałyśmy w LA Bonnie zatrudniła się jako wolontariuszka w szpitalu dla nieuleczalnie chorych dzieci. Tam spotkała siedmioletniego chłopczyka. Był samotny, nie miał rodziców. Bonnie zawsze po lekcjach biegła do domu, brała gitarę, i pędziła do Johna (tak miał na imię). Chłopczyk zawsze się przy niej uspokajał. Ona grała, śpiewała, i była przy nim do późnego wieczora. Przez to często nie dosypiała, i miała jedynki za nieodrobione prace domowe. Zawsze miała w dupie szkołę. Jednak nie sądziła, że John tak szybko odejdzie, że jego chore serduszko tak szybko przestanie bić. Bardzo to przeżyła,. Z dzieckiem łączyła ją niesamowita więź.
Od tego wydarzenia nie grała. Nie dotknęła gitary, dokładnie od pięciu lat. Dlatego bardzo mnie zdziwił ten widok. W oczach mojej przyjaciółki mogłam bez problemu dostrzec ból. Dotknęła struny i wydała z siebie cichy jęk. Widziałam łzy płynące po jej policzkach. Nagle skuliła się, i wstała. Gitarę rzuciła na balkon. Od tak po prostu. Nie odłożyła jej, tylko rzuciła z całej siły. I krzyknęła. Tak głośno że aż podskoczyłam. Spojrzałam na nią. Było ciemno, ale wszystko widziałam. Włosy były poplątane, a cieknące z oczy łzy nie mogły przestać lecieć. Upadła. Zwinęła się w kłębek, i zaczęła się trząść. Postanowiłam, że czas wkroczyć.
Szybkim krokiem weszłam do pokoju, nie zapalając światła. Uklękłam koło Bonnie, odgarnęłam jej włosy z czoła. Wyglądała okropnie.
- No chodź tu. - Powiedziałam. Wzięłam ją w ramiona, i  mocno przytuliłam. Dziewczyna szlochała coraz mocniej.
- Clarie... Ja.. ja ich ciągle... widzę! Wszystkich... mamę... tatę... i  Johna.. - Wymamrotała pomiędzy spazmami płaczu. Nie mogłam jej opanować. - Czemu ja zawsze... muszę wszystko spieprzyć?!

- Bonnie! Nie wolno ci tak mówić! Nie miałaś wpływu na Johna, widziałaś że to się stanie. A z rodzicami, to był wypadek. Nie obwiniaj się. - Próbowałam przemówić jej do rozsądku.
Moja przyjaciółka gwałtownie przestała płakać. Odgarnęła włosy z twarzy, i spojrzała na mnie tymi swoimi pięknym niebieskimi oczyma. Tak bardzo przypominały Niall'a. Clarie! Opanuj się.
- Czy ja jeszcze kiedykolwiek zagram? - Zapytała spokojnie. Nie wiedziałam co jej odpowiedzieć.
- Na pewno. Kiedyś chwycisz gitarę, i zagrasz jak nigdy wcześniej. Jestem pewna że John, i twoi rodzice nad tobą czuwają.
- Kocham Cię... - Bonnie przytuliła mnie z całej siły. - I przepraszam. Naprawdę, z całego serca. Byłam głupia, i teraz to wiem. Dotarło do mnie. Nie wiedziałam czy też mam ją przepraszać, czy nie, więc powiedziałam tylko:
- Też Cię kocham Bonnie.

Nareszcie. Odzyskałam przyjaciółkę.











***

Kochani, nie mogę uwierzyć... Dwa wpisy temu było aż 133 odwiedzin dla jednej notki, a teraz nie ma 20? Wielkie dzięki.

Nie wiem czemu, ale naszło mnie coś na coś smutnego. Poznaliście tu trochę z życia naszej Bonnie. Może po tym zrozumiecie, trochę więcej z jej zachowań, i późniejszych perypetii.
Myślę że nieliczne osoby, które znam w realu, i czytają to opowiadanie zrozumieją coś ważnego, co starałam się przekazać poprzez życie Bonnie. Tyle razy chciałam z wami o tym porozmawiać, i nigdy nie umiałam ubrać tego w słowa.

Dziękuję naprawdę wszystkim którzy komentują i oceniają mojego bloga. To właśnie Wy sprawiacie, że chcę dalej pisać. I chociaż jest Was niewiele, to liczę na Was. Jesteście najlepsi!


//Berry











Brak komentarzy:

Prześlij komentarz