czwartek, 27 grudnia 2012

21 - "Beautiful Day"


***BONNIE


Szłam Baker Street, i zastanawiałam się czy bardzo będę się nudziła, na tym filmie....
Kogo ja oszukuję? Bałam się jak cholera! Właściwie byłam przerażona! W Stanach nigdy nie chodziłam na horrory, to był temat tabu. Jak Scott zaproponował mi to wyjście, to bardzo chciałam umieć mu odmówić. Jednak coś mi nie pozwalało. Przy nim czułam się inaczej, bałam się, że mu się coś odwidzi, i że przestanie mnie lubić. Nie chciałam go stracić.
Stanęłam niedaleko miejsca naszego spotkania, ale Scott'a jeszcze nie było więc wzięłam telefon, i wybrałam numer do Harry'ego. Od jakiegoś czasu, to on był mi najbliższy, poza Clarie rzecz jasna.
- Hey Bonnie, co tam? - Odebrał po pierwszym sygnale, ale jego głos nie był zbyt wesoły.
- Cześć Harry, masz chwilkę?
- Jasne. - Nie było to powiedziane z większym entuzjazmem. - O co chodzi?
- Mógłbyś... - Nie wiedziałam, co powiedzieć. - .. hmm.. no.. gdzie jesteś?
- A z chłopakami na mieście. A ty przypadkiem nie masz randki? - Zdawał się zirytowany. Nie wiedziałam o co mu chodzi.
- Scott się spóźnia, więc, jak na razie to nie. - Zaczynało mi się robić trochę zimno, bo wieczór był, wyjątkowo chłodny, a ja miałam na sobie tylko jakąś bluzkę, z krótkim rękawem. Zastanowiło mnie jak Harry dowiedział się o mojej randce. - A skąd ty taki poinformowany?
- Od Clarie. A gdzie idziecie?
- Mieliśmy do kina, ale na horror, więc strasznie się boję. N...nie lubię t.. takich filmów. - Zaczęłam szczękać zębami z zimna.
- Ej, aż tak się boisz, czy Ci zimno? - Zaśmiał się.
- I to i to. - Stwierdziłam.
- Czekaj, a gdzie jesteś? Tzn na jakiej ulicy?
- Baker Street.
Rozłączył się. Ej! Tak się nie robi. Ja tu chciałam pogadać, żeby mnie jakoś pocieszył, a on się rozłącza.
Nagle poczułam jak ktoś zasłania mi oczy.
- Scott? Spóźniłeś się.
- To nie Scott, Bonnie. -Poznałam ten głos od razu.
- Harry?! Jasna cholera, a ty tu skąd?
- A byliśmy ekipą niedaleko, a ty wspominałaś, że Ci zimno. - Mówiąc to, podał mi swoją skórzaną kurtkę.
- Kurcze, nie trzeba, Hazza...
- Trzeba, trzeba! - Przerwał mi. - A teraz, zbierajmy się stąd.
- Ale ja nie mogę. - Zaprzeczyłam. - Idę ze Scott'em do kina. - Zrobiłam smutną minę, bo szczerze mówiąc, chętnie bym z nim poszła. Gdziekolwiek.
- Tak? A widzisz go gdzieś w pobliżu? Bo ja nie bardzo. - Odparł. Poczułam, że jeszcze parę argumentów, i się zgodzę. - Zresztą, chcesz iść gdzieś z facetem który się spóźnia na randkę, którą sam zaproponował? No co? - Dodał szybko, widząc moją zdziwioną minę. - Ty raczej byś nie wyskoczyła z propozycją, pójścia na horror.
- No też prawda. - Podjęłam decyzję.
I w tym momencie lunął deszcz. Z całą mocą. Po minucie zrobiliśmy się cali mokrzy. Loczek chwycił mnie za rękę, i razem zaczęliśmy biec poprzez mokry Londyn. Nie wiedziałam gdzie. Nie obchodziło mnie. Po prostu rozkoszowałam się chwilą, gdy nie myślałam o niczym. O rodzicach, o szkole, o moim chłopaku. Wtedy Harry stanął, i najzwyczajniej w świecie zaczął się śmiać. Głośno i wyraźnie. Na ulicy nie było nikogo, oprócz nas. Spojrzał na mnie, i po chwili kopnął kałużę, która prysnęła na jego pożyczoną kurtkę, mocząc mi jedyne suche nitki. Wtedy stało się coś, czego bym się nie spodziewała - zaczęłam się śmiać razem z nim. Deszcz lał się na nas strumieniami, a ja nie dbałam o nic. Ani o torebkę, która przemokła i pewnie zmoczyła mój telefon, ani o to, że woda zniszczyła moje idealnie wyprostowane włosy, tyko w takiej postaci tolerowane przez Scott'a, które teraz falowały się lekko, ani nawet o to, że zamiast na randce, z kimś na kim mi zależało, chlapię się wodą z przyjacielem, nie dadząc nawet znać, że mnie nie będzie. Po prostu cieszyłam się tą chwilą, kiedy mogłam po prostu być sobą. Nie musiałam przywoływać na twarz tego codziennego sztucznego uśmiechu, bo teraz był prawdziwy. Na mojej twarzy nie było ani grama maski dziewczyny szczęśliwej, którą przyjmowałam zawsze rano, dla świętego spokoju. Można tam było dostrzec jedynie nastolatkę, która cieszy się chwilą.
Harry ponownie chwycił mnie za rękę, i pomknęliśmy do domu. Chłopak szybko wpisał kod do furtki, i po chwili byliśmy już w przedpokoju. Z głębi domu słychać było głosy dwóch osób. Spojrzałam pytająco na Styles'a.
- Bonnie i Nialler.
Zdziwiłam się.


***

Hey kochani, postanowiłam już nie wracać do tego co było. Zaczynamy nowy rok, wszystko będzie inne. (:
Chciałam złożyć Wam jak najserdeczniejsze życzenia, z okazji zarówno Bożego narodzenia, jak i Nowego Roku. Chciałabym, żeby ten rok 2013 był dla Was rokiem zmian. Oczywiście na lepsze (: Hey przeżyliśmy koniec świata! To coś oznacza, nie?
Okey, ale tak na serio, pewnie większość z Was wie, a jak nie to powiem, że w wigilię, to jest 24 grudnia, nasz kochany Louis Tommo Tomlinson miał 21 urodziny. Chciałam z Wami się podzielić, moimi ulubionymi momentami, z życia tego cudownego chłopak, dlatego przygotowałam coś w rodzaju komiksu z właśnie naszym fanem marchewki (: Miłego oglądania.

Reakcja Lou na wiadomość, że KEVIN WRÓCIŁ:

Gdy dowiaduje się, że chodzi o "Kevin sam w domu"










Moje ulubione:





Happy B'Day Tommo <3 ^^

//Berry














czwartek, 6 grudnia 2012

Sorry

Nie wiem jak mam Was prosić. To naprawdę dla mnie ważne, a widzę ile odwiedzin mam wpisu. Niewiele, ale zawsze. A z kolei komentarzy zupełnie brak!
Postanowiłam, że jak na razie blog nie będzie funkcjonował. Jak zobaczę, chociaż 3 komentarze i 5 opinii to będzie dalej działał. Ja chcę wiedzieć,że piszę to dla kogoś, że ktoś to wgl czyta, poza mną. A jak nie ma ani opinii, ani komentów, to serio odechciewa mi się czytać.
Wy po prostu wchodzicie, wychodzicie, i nic. Nie zostawiacie śladu.
Wiele blogów, gorszych od tego ma o wiele więcej komentarzy. TO jest efekt.
Sami zdecydujcie, czy chcecie poznać dalsze losy Bonnie, i Clarie.

A już zaczynało być ciekawie...

//Berry

piątek, 23 listopada 2012

20 - "Lazy? No. Just slow"






Po dwóch godzinach nieobecności reszty, postanowiłam wcielić mój plan w życie. Zostawiając włączony telewizor, ruszyłam do kuchni.
Gdy otworzyłam lodówkę, aż otworzyłam usta ze zdumienia. Ile tam było żarcia! Starczyłoby na ze trzy lata. Wzięłam co się dało i obładowana na całego wróciłam do salonu. Siadłam jak królowa przed telewizorem, i zaczęłam się obżerać. Po paru minutach usłyszałam dźwięk tłuczonego szkła, i przypomniałam sobie, że na górze jest Niall. Pamiętałam jak Danielle powiedziała " Zajrzyj czasem do tego głodomora".
Postanowiłam, że to zrobię. Wstałam, i poszłam w stronę schodów. Było one strome, ale nie aż tak, żeby spaść. Gdy doszłam na samą górę, trafiam na długaśny korytarz, pełen przeróżnych drzwi. Kolejny raz uderzyło mnie jaki ten dom jest wielki. Ruszyłam przed siebie. Pierwsze drzwi po prawej wskazywały na pokój Zayn'a, wisiała tam karteczka z napisem "I am sex God". Zaczęłam się śmiać. Następne drzwi były chyba Louis'a, wnioskując po wielkiej narysowanej na nich marchewce, i napisem "I love carrots". Potem był pokój Harry'ego. Drzwi były po prostu białe, ale na samym dole w prawym roku widniała liczba 69 napisana jakimś mazakiem. Przedostatnie należały do Liam'a. Nie było na nich nic, kompletnie nic. A ostatnie należały do Horan'a. Była na nich namalowana wielka flaga Irlandii. Podeszłam tam na palcach, i nasłuchiwałam. Nic. Podeszłam jeszcze bliżej, i przyłożyłam ucho do drzwi. Teraz usłyszałam ciche dźwięki gitary. Zapukałam.
- Wchodź Clarie. - Zdziwiłam się, że wie o mojej obecności. Ale zaraz pomyślałam, przecież jest XXI wiek, mogli mu zwyczajnie napisać sms, lub zadzwonić. Westchnęłam, i weszłam do pokoju.
Ściany były bardzo jasno zielone, a większość mebli biała. Na łóżku siedział Niall, i trzymał gitarę. Przypomniała mi się Bonnie.
- Hey, wszystko w porządku? Słyszałam jakby się coś tłukło.
- Nie, wszystko okey. To tylko szklanka, nieważne. - Spuścił wzrok. - Może usiądziesz? Chyba jeszcze nie byłaś w tym pokoju.
Usiadłam na jego łóżku, i przyglądałam się jak gra. Mogłabym tak siedzieć, i słuchać godzinami. Jego palce delikatnie muskały struny. Po chwili nic nie mówienia, spojrzał na mnie, i uśmiechnął się. Odwzajemniłam uśmiech.
- Długo grasz? - Zapytałam.
- No... - Zamyślił się. - Będzie już ze 10 lat. Ale dużo mi jeszcze brakuje.
- Żartujesz?! Jesteś świetny! Ja w dzieciństwie marzyłam, żeby grać chodź w połowie, tak dobrze jak ty.
- To ty grasz? - Był zdziwiony.
- Nie.. Ale zawsze chciałam się nauczyć.
Zmrużył oczy.
- Tak? No to chodź tu.
Przysunął się do mnie, i po chwili trzymałam w ręku gitarę, a on siedział obok. Chwycił delikatnie moje palce, i przesunął je po strunie.
Siedzieliśmy tak, ze dwie godziny. On mnie uczył, a ja rozumiałam coraz więcej. Po tym czasie potrafiłam już zagrać prostą melodię. Byłam mu wdzięczna, że poświęcił mi tyle czasu, że zawsze jak się myliłam, to cierpliwie tłumaczył mi jeszcze raz. Czasami odwracałam głowę, i patrzyłam, w te błękitne oczy, które tak bardzo przypominały barwę bezchmurnego nieba. Dużo się śmialiśmy.
Gdy już zaczynały mnie boleć palce, Niall delikatnie odsunął mnie od siebie.





***

Bez komentarza.






piątek, 16 listopada 2012

19 - "Something special"





***BONNIE

Pogodziłam się  z Clarie, dokładnie dwa tygodnie temu. Od tamtego czasu, jest dobrze. Nie kłócimy się prawie w ogóle. Jeśli jednak do czegoś dochodzi, to zawsze jedna z nas odpuszcza. Nie chcemy powtórki, z tego co było. Za dwa dni będziemy pierwszy dzień w nowej szkole. Chłopaki bardzo nam pomagają. Powiedzieli, że będziemy chodzić do jednej klasy. Bardzo często się z nimi widzimy. Zawsze jak mamy jakiś problem, to wiemy że możemy do nich pójść.
Dzisiaj jestem umówiona ze Scott'em. Właściwie to jesteśmy parą. Zaciąga mnie do kina na jakiś horror. Na początku nie za bardzo uśmiechała mi się wizja siedzenia półtorej godziny w ciemnej sali, do tego jeszcze musząc oglądać coś przerażającego. To były bardziej klimaty Clarie. Czekaj Bonnie? A może zabrać by ją tak ze sobą? Nie. nie mogę, to przecież randka. Na randki nie ciąga się przyjaciółek. Poza tym, z tego co wiem, to spotyka się dzisiaj z chłopakami. W ogóle ostatnio dużo czasu spędzamy razem z nimi.
Ruszyłam w stronę naszego małego pokoiku, po raz kolejny martwiąc się co będzie jak już nas stąd wywalą. Co prawda Scott mówił, że może nas u siebie przenocować, ale przecież on nie mieszka sam. Ma rodziców, i o ile wiem młodszą siostrzyczkę. Nie będziemy mu się wpraszać.
W saloniku znalazłam moją przyjaciółkę.Siedziała, i gapiła się w telewizor.
- Hey mała, spotykasz się dzisiaj z chłopakami? - Zapytałam, podnosząc ze stolika jakieś kolorowe pismo.
- Tak, ale dopiero za pół godziny, wyjdziemy razem. A tak właściwie to gdzie Cię zabiera ten twój "chłoptaś"? - Mocno zaakcentowała ostatnie słowo. Mimo przejścia naszej kłótni do historii, cały czas nie mogła się pogodzić, że z nim chodzę.
- Do kina. A wy co macie zamiar robić, przez cały wieczór?
- A nie wiem. Pewnie obejrzymy coś na DVD jak zazwyczaj, lub wyjdziemy gdzieś na miasto. W każdym razie... - Dodała. -..wolę iść do nich, niż kolejny wieczór spędzić sama. Tym bardziej, że "on" Cię gdzieś zabiera.
Odłożyłam gazetę.
- Clarie, proszę. Nazywajmy rzeczy po imieniu.
- Dobra dobra. - Przyjaciółka wstała, i razem poszłyśmy się przebrać. Ona założyła TO  a ja  TO. Liam dzwonił do mnie, żebym ubrała jakieś dresy, i tyle. Nie warto się stroić.

*** CLARIE

Bonnie poszła w  swoją stronę, a ja w swoją. Co jak co, ale dzisiaj  moja przyjaciółka wyglądała nieziemsko. Ten Scott to prawdziwy szczęściarz. Chociaż nadal nie lubię go za bardzo, to nie mogę za bardzo nic nie mogę zrobić, nie chcę robić jeszcze jednej awantury.
Pchnęłam furtkę, i po chwili znalazłam się w domu chłopaków. Zapukałam trzykrotnie i zaczęłam nasłuchiwać. Nagle w drzwiach pojawił się Louis.
- Cześć Clarie. Wchodź! - Wskazał ręką na głębię domu. - Ja idę do kuchni, ale reszta jest w salonie. Szykują się.
- Szykują? A gdzie?  - Zapytałam zdziwiona, ale Lou już nie było.
Weszłam do salonu. Pierwszy zauważył mnie Liam.
- O hey C. - Czasami tak na mnie mówił. - Co tam u Bonnie? Dawno u nas nie była.
- Aaa dobrze. Znaczy.. jest na randce ze swoim facetem. - Zauważyłam że Harry wyszedł z pokoju. - A wy gdzie wszyscy idziecie?
- A wiesz. Jest sobotni wieczór, a nas nudzi siedzenie w domu, więc idziemy do klubu.
Tak. Byłam zaskoczona.
- Ahh. No okey. - Gdybym wiedziała, że wybierają się na imprezę, to inaczej bym się ubrała. Chciałabym zrobić wrażenie na jednej osobie, ale to nie byłby mój priorytet. Szukałam go wzrokiem, ale nigdzie nie widziałam tej charakterystycznej blond czupryny. Podeszłam do nich, pociągnęłam Liam'a za łokieć, i zapytałam półgłosem.
- A gdzie Niall?
- A wiesz... on... - Zawahał się. -  Źle się czuje. 
Coś czułam, że kręci.
- No ok. A co ty dzisiaj z tym telefonem? Mówiłeś, żebym się ubrała na luzie, a nie na imprezę.
Chłopak był wyraźnie zakłopotany. Nagle zawołała go Danielle, i nie odpowiedział. Ale nie mogłam pozbyć się wrażenia, że jak odchodził, to westchnął z ulgą. Może po prostu nie chciał, żebym z nimi poszła. A może wszyscy nie chcieli? Zrobiłam coś źle? Kurde.
- No to co? Mam teraz wracać? - Zapytałam właściwie sama siebie.
- Nie możesz! - Krzyknęła nagle Danielle. Ale zaraz potem jakby oprzytomniała, i gdy napotkała srogie spojrzenie Lou, natychmiast spuściła głowę. - Chodziło mi o to że..hmm. no..nie musisz. Zostań u nas, pooglądaj sobie telewizję..co tam tylko chcesz. Może....mhmmm...zajrzyj do tego głodomora czasami.
Postanowiłam, że za karę, że mnie nie chcą,  zrobię sobie wbrew, i zostanę.
- Taak. W sumie, to nie chce mi się wracać już.
A gdy już wychodzili krzyknęłam tylko na odchodnym:
- Opróżnię Wam całą lodówkę!



***

Kochani (?)
Notka krótka, ale  to dlatego, że chyba już nikt tego nie czyta. Nie ma ani opinii, ani komentarzy, więc..  po co pisać jak tu nikt nie zagląda??




piątek, 9 listopada 2012

18 - "Again"











***BONNIE

Siedziałam przed telewizorem dobre dwie godziny, ale gdyby mnie ktoś zapytał co teraz leci, za nic nie umiałabym odpowiedzieć. Patrzyłam nieprzytomnie w duży czarny punkt, na którym ruszały się obrazki. Nic szczególnego, nic co wymagałoby mojej uwagi. Włączyłam je tylko po to, żeby coś słyszeć. Żeby nie zostać sama w ciszy. Wtedy na pewno moje myśli powędrowałyby do kłótni z Clarie. A tak, przynajmniej nie myślałam nic. Po prostu się wyłączyłam. Nie ruszając nic w TV wstałam, i wyszłam na balkon. Oparłam się rękami o barierkę, i podziwiałam to niezwykłe miejsce w którym się znalazłam. Tu nie było tak jak w Los Angeles. Tu wszystko było bardziej uporządkowane, rygorystyczne.
Byłyśmy w kropce. Kończyły się pieniądze. Zapłaciłam z góry, a za dwa tygodnie zaczynała się znowu szkoła. Jesteśmy tu już dwa miesiące, kończą się wakacje. Szczerze? Nie wiem co będzie potem. Czy będziemy chodzić do szkoły, ale spać pod mostem?
Wtedy w samochodzie, nie zaczęłabym tego tematu o mieszkaniu z chłopakami, ale nie widziałam co mam robić. Teraz zresztą nie wiem. Bałam się momentu w którym będziemy musiały opuścić to miejsce. W pewnym sensie zaczęłyśmy już czuć się tu jak u siebie. Patrzyłam przez balkon jeszcze krótką chwilę,
Wtedy zobaczyłam dziewczynkę. Miała max. 7 lat. Szła za rączkę z mamą. I wtedy poczułam taki niewyobrażalny ból, o jakim nigdy nawet nie myślałam. W jednej chwili wszystko było okej, a w drugiej moje serce rozpadało się na kawałki. To było silniejsze, od jakiegokolwiek uczucia związanego z Clarie. Zadałam sobie sprawę, że już nigdy w życiu nie przytulę mamy. Nigdy nie powiem jej, jak bardzo ją kocham. Nigdy nie podziękuję za to wszystko, co dla mnie zrobiła. Nosiła mnie w sobie przez 9 miesięcy, zostawała ze mną, kiedy miałam gorączkę, chodziła ze mną do lekarza. Była zawsze przy mnie. A teraz? Bez niej nie mam nic. Nikogo. Dziadków w ogóle nie pamiętam - odeszli jak byłam mała. Kojarzę tylko z fotografii. Rodzice zawsze powtarzali, że bardzo mnie kochali. Co do babci, to jedna mieszkała za granicą, w Grecji, a druga niby nie tak daleko, ale też za często jej nie widziałam. Z babcią Greczynką, widziałam się raz do roku, jak szczęście sprzyjało. Ale nawet wtedy, kiedy w końcu przyjeżdżała do Stanów, to te wizyty nigdy nie były takie jak bym chciała. Jej chodziło tylko o dobre paznokcie, i brwi. Nigdy nie czułam, że przyjeżdża do rodziny, zawsze miała w tym swój cel. Od lat powtarzała, że wraca do US. Jednak, nigdy nic z tego nie wyszło. Tam miała wszystko za darmo. Lekarstwa, prace, po prostu łatwiejsze życie. Tu miałaby na głowie rodzinkę, którą czasami trzeba odwiedzić, i ...syna alkoholika. Tak. Mój ojciec nie był jedynakiem. Ma brata, młodszego. Gdy byli bardzo mali, rodzice się rozwiedli. Ojciec poszedł w swoją stronę, a matka w swoją. Chłopcy zostali przy jej boku. Jednak z ojcem tata się widywał. Raz w tygodniu, ale zawsze coś. Tak naprawdę, to ojciec nauczył go wszystkiego. Jak żyć. Mieli super kontakt. Tylko, że... on wkrótce odszedł. A matka wyjechała do Grecji. Z batem taty stało się coś strasznego. Nie wiem do końca jak to było, ale.. zrobił się inny. Zaczął pić, i tak mu już zostało. Nie był w stanie zarobić, nigdy nie znalazł pracy. Nigdy nie lubiłam się z nim spotykać. Zresztą z z babcią tak samo.
Pomyślałam o tym co mam teraz. Przyjaźń nigdy nie była dla mnie najważniejsza. Zawsze znalazł się ktoś kto wszystko psuł. Jak jeszcze byłam w gimnazjum marzyłam, o takiej prawdziwej, szczerej więzi z jakąś osobą. Ale gdy spotykałam kogoś, to zawsze coś musiało nie wypalić. Tak, widziałam w tym swoją winę. Ale zawsze starałam się być fair. Z czasem, nie było to już priorytetem, zeszło na dalszy plan. Dopiero Clarie, rozumiała mnie tak jak chciałam być rozumiana. To była prawdziwa przyjaźń. Nie wiem, jak mogłam jej to zrobić. Muszę to jakoś naprawić, muszę.

***BONNIE

Powiedziałam Liam'owi WSZYSTKO. Bez najmniejszego ominiętego szczegółu. Wyjawiłam mu wszystkie tajemnice. Poszliśmy na długi spacer, a Borys chyba się wybiegał. Czułam się o niebo lepiej, niż przedtem. Liam poradził mi, żebym porozmawiała z Clarie. Powiedział, że od razu widać, że się dobrze rozumiemy, więc nie ma sensu się kłócić. Zresztą... mnie samą już to męczyło. Jednak kompletnie nie wiedziałam, jak się do tego zabrać.
Drzwi do naszego pokoju nie były zamknięte na klucz, więc wystarczyło tylko je pchnąć. Gdy tylko weszłam do salonu, zobaczyłam Bonnie. Nie widziała mnie. Siedziała na fotelu, i trzymała gitarę. Niemożliwe. 
Gdy jeszcze mieszkałyśmy w LA Bonnie zatrudniła się jako wolontariuszka w szpitalu dla nieuleczalnie chorych dzieci. Tam spotkała siedmioletniego chłopczyka. Był samotny, nie miał rodziców. Bonnie zawsze po lekcjach biegła do domu, brała gitarę, i pędziła do Johna (tak miał na imię). Chłopczyk zawsze się przy niej uspokajał. Ona grała, śpiewała, i była przy nim do późnego wieczora. Przez to często nie dosypiała, i miała jedynki za nieodrobione prace domowe. Zawsze miała w dupie szkołę. Jednak nie sądziła, że John tak szybko odejdzie, że jego chore serduszko tak szybko przestanie bić. Bardzo to przeżyła,. Z dzieckiem łączyła ją niesamowita więź.
Od tego wydarzenia nie grała. Nie dotknęła gitary, dokładnie od pięciu lat. Dlatego bardzo mnie zdziwił ten widok. W oczach mojej przyjaciółki mogłam bez problemu dostrzec ból. Dotknęła struny i wydała z siebie cichy jęk. Widziałam łzy płynące po jej policzkach. Nagle skuliła się, i wstała. Gitarę rzuciła na balkon. Od tak po prostu. Nie odłożyła jej, tylko rzuciła z całej siły. I krzyknęła. Tak głośno że aż podskoczyłam. Spojrzałam na nią. Było ciemno, ale wszystko widziałam. Włosy były poplątane, a cieknące z oczy łzy nie mogły przestać lecieć. Upadła. Zwinęła się w kłębek, i zaczęła się trząść. Postanowiłam, że czas wkroczyć.
Szybkim krokiem weszłam do pokoju, nie zapalając światła. Uklękłam koło Bonnie, odgarnęłam jej włosy z czoła. Wyglądała okropnie.
- No chodź tu. - Powiedziałam. Wzięłam ją w ramiona, i  mocno przytuliłam. Dziewczyna szlochała coraz mocniej.
- Clarie... Ja.. ja ich ciągle... widzę! Wszystkich... mamę... tatę... i  Johna.. - Wymamrotała pomiędzy spazmami płaczu. Nie mogłam jej opanować. - Czemu ja zawsze... muszę wszystko spieprzyć?!

- Bonnie! Nie wolno ci tak mówić! Nie miałaś wpływu na Johna, widziałaś że to się stanie. A z rodzicami, to był wypadek. Nie obwiniaj się. - Próbowałam przemówić jej do rozsądku.
Moja przyjaciółka gwałtownie przestała płakać. Odgarnęła włosy z twarzy, i spojrzała na mnie tymi swoimi pięknym niebieskimi oczyma. Tak bardzo przypominały Niall'a. Clarie! Opanuj się.
- Czy ja jeszcze kiedykolwiek zagram? - Zapytała spokojnie. Nie wiedziałam co jej odpowiedzieć.
- Na pewno. Kiedyś chwycisz gitarę, i zagrasz jak nigdy wcześniej. Jestem pewna że John, i twoi rodzice nad tobą czuwają.
- Kocham Cię... - Bonnie przytuliła mnie z całej siły. - I przepraszam. Naprawdę, z całego serca. Byłam głupia, i teraz to wiem. Dotarło do mnie. Nie wiedziałam czy też mam ją przepraszać, czy nie, więc powiedziałam tylko:
- Też Cię kocham Bonnie.

Nareszcie. Odzyskałam przyjaciółkę.











***

Kochani, nie mogę uwierzyć... Dwa wpisy temu było aż 133 odwiedzin dla jednej notki, a teraz nie ma 20? Wielkie dzięki.

Nie wiem czemu, ale naszło mnie coś na coś smutnego. Poznaliście tu trochę z życia naszej Bonnie. Może po tym zrozumiecie, trochę więcej z jej zachowań, i późniejszych perypetii.
Myślę że nieliczne osoby, które znam w realu, i czytają to opowiadanie zrozumieją coś ważnego, co starałam się przekazać poprzez życie Bonnie. Tyle razy chciałam z wami o tym porozmawiać, i nigdy nie umiałam ubrać tego w słowa.

Dziękuję naprawdę wszystkim którzy komentują i oceniają mojego bloga. To właśnie Wy sprawiacie, że chcę dalej pisać. I chociaż jest Was niewiele, to liczę na Was. Jesteście najlepsi!


//Berry











piątek, 2 listopada 2012

17 - "Little meet"






***BONNIE

Jechałyśmy taksówką w stronę hotelu. Byłam zła, bo Clarie cały czas milczała. Teraz powinna szaleć, być podniecona, w końcu nie tylko widziałyśmy tych jej chłopaków, JEDLIŚMY Z NIMI GRILLA. Powinna być wniebowzięta. Jednak jej twarz nie wyrażała emocji.
- Co myślisz o tym, żebyśmy z nimi zamieszkały? - Zapytałam drżącym głosem.
- Uważam, że to niepotrzebne.
Jasna cholera! Musi być źle z nią.  Przecież dwa tygodnie temu dałaby się pokroić za szansę, choćby zobaczenia jednego z nich, a oni przecież proponują nam mieszkanie! Musiałam szybko coś zrobić, wiedziałam do czego jest zdolna.
- Słuchaj Clarie. Przepraszam Cię, byłam na Ciebie zła, i nie wiedziałam co mówię. Naprawdę tak nie myślę. Przecież to wiesz. Musisz, mi kiedyś wybaczyć.
Znowu nic nie mówiła, nic nie było po niej widać. To milczenie było gorsze, niż gdyby na mnie nakrzyczała. Patrzyła ze spokojem w moje oczy. Chciałam na nią nawrzeszczeć, ale nie wiedziałam jakimi słowami. Nie miałam żadnych argumentów. Miała stuprocentową rację. Tylko bym zrobiła z siebie idiotkę.
- Bonnie tu nie chodzi o to, co powiedziałaś. Tylko JAK to powiedziałaś. Poczułam się jak śmieć. Nie potrzebny, i wyrzucony do kosza. Zrobiłaś to tak, że naprawdę uwierzyłam, że masz racje.
- Przecież dobrze wiesz, to były kłamstwa! - Poczułam ukłucie w sercu. Żałowałam swoich słów. Clarie nie odpowiedziała.

***CLARIE

Nie umiałam się na nią gniewać. Nigdy tak naprawdę nie doszło między nami, do takiej wielkiej kłótni. Zawsze się godziłyśmy po paru godzinach. Teraz było inaczej. Naprawdę byłam na nią wściekła, i nie umiałam mówić tak jak kiedyś. Z jednej strony chciałam, żebyśmy się pogodziły, ale z drugiej to naprawdę czułam się okropnie. Bonnie obraziła nie tylko mnie, i mój gust muzyczny. Obraziła coś o stokroć dla mnie droższego. Mimo wszystko, wiedziałam, że relacje między nami się nie zmieniły.
- A ty co o tym myślisz? - Zapytałam, po dłuższej przerwie.
- O czym? - Moja przyjaciółka była zdziwiona, że się odezwałam, że zaczęłam temat.
- O tym mieszkaniu z nimi. - Powiedziałam niepewnie. Zamyśliła się. Wnioskowałam, że nie wie co o tym myśleć.
- Nie mam zdania. Uważam, że z jednej strony to trochę niepewne, i tak wiesz.. No.. A z drugiej przecież nie musiałybyśmy już płacić za hotel. Miałybyśmy własną kuchnię... - Zawahała się. - Trzymałabyś Horan'a przy sobie.
- Przepraszam. - Rzuciłam do kierowcy. Spojrzałam Bonnie w oczy. - Proszę się zatrzymać.
- Co?! Clarie, nie wygłupiaj się! - Bonnie już zaczynała krzyczeć. - Przestań, to jest niepoważne. Nie zachowuj się jak dziecko.
Lecz ja już wysiadałam z samochodu. Zatrzasnęłam za sobą drzwiczki, i stanęłam na chodniku. Samochód odjechał. Zostałam sama. Znowu? Czy ona musiała to powiedzieć? Musiała znowu do tego wrócić? A już myślałam, że się dzisiaj pogodzimy. Jak to mówiła, to czuć było w jej głosie sarkazm. Gorzki, wyjątkowo obrzydliwy sarkazm. Nie miałam zamiaru się na to godzić.
Usiadłam na murku, niedaleko ulicy. Zastanowiłam się co mogę ze sobą zrobić. Do chłopaków przecież nie pójdę. Jak by to wyglądało? "Hey. Sorry czy mogę u Was przenocować, bo Bonnie jest wredna i mnie obraża?". Teraz mnie samej wydało się to śmieszne. Uśmiechnęłam się do siebie w duchu.
Wtedy podbiegł do mnie jakiś pies. Czarny, nieduży, i pomarszczony.
- Borys! Stój! Borys! - Biegł za nim jakiś chłopak. Rozpoznałam w nim Liam'a. - Clarie?! Co ty tutaj robisz?
- Mogłabym Cię zapytać o to samo. - Szczerze zdziwiłam się na jego widok.
- Ahh... Taak. No bo widzisz. Zayn mnie poprosił, żebym wyszedł z Borysem, bo jemu znowu się nie chce. To taki wielki leniuch. No a przecież piesek nie może cierpieć, więc zazwyczaj wieczorem to ja z nim wychodzę.  - Uśmiechnął się.- A ty?
-Ja.. Ja.. - Nie widziałam jak się wytłumaczyć. Z głowy nagle wyleciały mi wszystkie wymówki, jakich kiedykolwiek używałam. Powiedziałam więc, coś na co każdy głupek mógłby wpaść. - Wyszłam się przejść.
Chłopak zasępił się.
- Czekaj.. Nie mogłaś wyjść się przejść. Przecież, teoretycznie nawet nie dojechałaś jeszcze do hotelu. I gdzie jest Bonnie?
- Dobra. - Postanowiłam, że nie ma sensu tego ukrywać. - Jak pewnie zauważyłeś, jesteśmy z Bonnie w nie najlepszych stosunkach. Przynajmniej jak narazie - Liam skinął głową.- Bo.. To było tak, że ona mi powiedziała, że... - Nie umiałam tego wykrztusić. To graniczyłoby z wyjawieniem tego w kim się bujam, i zdradzeniu najbardziej strzeżonego sekretu. - Mówiła, że... że... - Łzy kręciły mi się w oczach, i za wszelką cenę, starałam się ich nie ujawnić, bo mimo, iż było ciemno, widziałam, że by zauważył.


***
Przepraszam, ze notka się tak skończyła dziwnie, ale nie mam siły nic pisać. To "dzieło" sprzed paru dni. Wiem, że jakbym jeszcze coś dodała, to pojawiłaby się ona jutro. No cóż, za tydzień się wyjaśni :)
Pzdr,

//Berry












sobota, 27 października 2012

16 - "Brain"


***CLARIE

Chłopcy zajęli się nami bardzo dobrze.Oprócz nas i chłopaków były z nami Danielle, Eleanor i Perrie (dziewczyna Zayna - nie zamieniłam z nią ani słowa, bo cały czas wisiała na telefonie). Ja czułam jakbym ich znała od lat, ale Bonnie na początku była trochę sztywna. Jednak po krótkim czasie się rozkręciła. Z tego co widziałam najwięcej czasu spędzała z Harrym. Okazało się, że jak to w Anglii bywa, pogoda pogorszyła się  po pół godzinie. Weszliśmy do środka. Na szczęście Liam zgrillował nam jedzenie wcześniej. Taras mieli zadaszony, więc tam też siedzieliśmy. Nie wiem dokładnie kto urządzał dom chłopaków, ale miałam zamiar zapytać się o to przy najbliższej okazji. Dookoła tarasu, była niewysoka barierka, gdyż był on na naprawdę niezłym podwyższeniu. Przerwę stanowiły, jedynie schodki. Wszystko pomalowane zostało na ciepły ciemny brąz, i przyozdobione różnymi rodzajami kwiatów. Całość tworzyła z tego magiczne miejsce.
Po jednej stronie tarasu chłopcy ustawili stolik, i tam też wszyscy siedzieliśmy. Danielle rozmawiała w większości z nami, ze mną, Bonnie, Harrym, Eleanor (która zmuszona była siedzieć na kolanach u Lou, gdyż zabrakło krzeseł), Louis'em i Liam'em. Perrie mówiła coś do Zayn'a, jednocześnie pisząc sms'a. Tylko nigdzie nie było Niall'a.
Po paru godzinach rozmowy zabrakło nam lemoniady. Danielle już wstawała, aby przynieść nowy dzbanek, ale postanowiłam wyręczyć ją.
- Danielle, czekaj. Może ja przyniosę? - Zaproponowałam.
- Nie. Siadaj. Przecież jesteś naszym gościem.
- Daj spokój. Chętnie zobaczę tą waszą wypasioną kuchnię, tylko powiedzcie mi jak do niej trafić.
Dziewczyna się zaśmiała.
- Wchodzisz tymi drzwiami, idziesz korytarzem do samego końca, i skręcasz w prawo. Może znajdziesz tam Niallerka, to weź go ze sobą.- Liam parsknął śmiechem.
- Okey. - Powiedziałam, i też się zaśmiałam.
Tak więc, ruszyłam korytarzem, pełnym obrazów, w stronę kuchni. Zastanawiałam się, czy naprawdę znajdę tam Niall'a. Z jednej strony chciałam tego, bo odkąd tu jesteśmy nie widziałam go, ale z drugiej, bałam się, że mnie rozpozna i wypatrzy we mnie dziewczynę z wczorajszego nocnego spotkania. Postanowiłam zdać się na los. Poszłam ze wskazówkami Liam'a, i po chwili moim oczom ukazało się obszerne pomieszczenie. Kolorystycznie wszystko było tu biało czarne. Dużo szkła. Takie nowoczesne. Ale puste. Nikogo tu nie zastałam, i nie wiadomo dlaczego, poczułam ulgę.
Ruszyłam w stronę czarnego blatu, stojącego przy oknie, gdzie dostrzegłam dzbanek lemoniady. Podeszłam do niego, i już miałam chwycić za rączkę, gdy za moimi plecami ktoś się odezwał.
- Cześć. Pewnie to ty jesteś tą dziewczyną od Liam'a, co? - Niall, był wyraźnie ciekawy.
- Tak to ja. - Powoli się odwróciłam spuszczając głowę, żeby mnie nie rozpoznał. - Przyszłam po lemoniadę.
- Tak. Właśnie widze. Moze Ci pomóc?
- Nie musisz. Chyba sama mogę podnieść dzbanek, i zanieść go na taras? A tak przy okazji, pytali się o Ciebie. - Zapytałam, trochę ostrzej niż zamierzałam. Nadal nie śmiałam na niego spojrzeć.
Wzięłam w ręce napój, i próbowałam go wyminąć. Lecz gdy stanęłam na równi z nim, chłopak chwycił mnie za rękę.
- Spójrz na mnie, proszę. - Podniósł mój podbródek, i nasze oczy znowu się spotkały... Ten błękit... Jak bezchmurne niebo. Mogłabym się tak na niego gapić godzinami.Odruchowo zapytałam...
- Nosisz soczewki? - I natychmiast poczułam jak się czerwienię.
- Nie. Nie noszę. - Chłopak uśmiechnął szeroko. A potem, jakby coś w moich oczach, przykuło jego uwagę. Popatrzył się jeszcze chwilę, a potem przechylił głowę i powiedział. - To ty... Wczoraj, w parku... To byłaś ty. Wiedziałem, że skądś Cię znam.
Kurde. Zmieszałam się.
- A jednak. Poznałeś mnie. Wiesz w makijażu, ułożonych włosach, i przyzwoitych ciuchach człowiek wygląda inaczej. - Teraz to ja się uśmiechnęłam.
- Wolałem Cię bez makijażu. Ale włosy... - Dotknął samotnego kosmyka, który błąkał się gdzieś przy oczach, i odgarnął go. - ...mogłabyś zostawić. Ciuchy też są w porządku.
A potem szybko zabrał rękę, jakby się na czymś przyłapał, i uśmiechnął się tak szeroko ja tyko mógł. Ja też spróbowałam się ogarnąć. Zauważyłam, że przez tą chwilę, odległość między nami się znacznie zmniejszyła.
- Może chodźmy już do nich. Pewnie zastanawiają się, czy nie wylałam tej lemoniady, i nie musiałam wyciskać cytryny od nowa. - Powiedziałam.
- Okey. - Odpowiedział tylko.
Przeszliśmy przez korytarz, i po chwili bylilśmy wśród reszty.
- No, no. Znalazłaś go. - Pochwaliła mnie Danielle.

***BONNIE

Siedziałam na przeciwko Harry'ego, i szczerze mówić, to nie mogłam od niego oderwać oczu. Nie lubiłam jako tako tego zespołu, ale on przykuł moją uwagę. Czasami przyłapywałam go na tym, że też na mnie spogląda. Wtedy szybko odwracałam wzrok, a on się uśmiechał pod nosem. Ale to nie było nic "ten teges". Miałam teraz Scott'a. O ile mogę powiedzieć, że jesteśmy razem. W pewnym momencie Clarie poszła po lemoniadę. To mnie trochę ocuciło. Rozejrzałam się, i z opóźnieniem zdałam sobie sprawę, że zrobiło się ciemniej, i niebo nad nami jest szare. Ni stąd ni zowąd Zayn zapytał...
- No to jak Bonnie? Co z tym twierdzeniem Clarie, że nie lubisz naszego zespołu? - Nie był zły, anie arogancki. Po prostu ciekawy. Za to ja się zmieszałam. Czemu Clarie im o tym powiedziała?!
- To nie tak, że was nie lubię. Po prostu...
- Wolisz inny gatunek muzyki. - Dokończył z mnie Harry. Spojrzałam na niego.
- Tak. Właśnie to miałam powiedzieć. Ale muszę Wam powiedzieć, że wtedy jak spotkałyśmy was na backstage'u to byłam pod wrażeniem. I chodź nie lubię, tego typu muzyki, to wiem, ze robiliście to z sercem, i to było widać.
Dalej rozmowa się jakoś potoczyła. Dziwnie dobrze było mi w ich towarzystwie. Nie brakowało nam tematów, wszyscy jakoś się otworzyli, było miło. Nagle przyszła Clarie z Niall'em. Wyglądali na szczęśliwych. Ciekawe co się wydarzyło w kuchni. Szkoda, że jestem z nią pokłócona, bo pewnie wszystko by mi wygadała po powrocie do hotelu. Nigdy mnie za bardzo nie obchodziły rozterki miłosne Claire, ale teraz byłam wyjątkowo ciekawa.
- Ej dziewczyny. - Zapytał Liam po godzinie. - To gdzie teraz pomieszkujecie? Znalazłyście jakieś mieszkanko, czy wynajmujecie?
- Mieszkamy w pokoju w hotelu. - Odpowiedziałam. Chłopak spochmurniał.
- Jak to w hotelu?
- No normalnie. Ten cztery przecznice dalej.
- Kurcze. My tu mamy taką willę, a wy w hotelu?!  I to w jednym pokoju z łazienką?
- BRAKIEM KUCHNI?!!! - Przeraził się Niall. Wszyscy się roześmiali. 
- Tak. Tak. - Potwierdziła Clarie.
- Nie no, tak nie może być. - Zaoponował Louis. Chłopcy wymienili spojrzenia między sobą. - Od dzisiaj zostajecie tu.
- Chyba żartujesz? Nawet nie ma tylu pokojów. - Odpowiedziałam.- Wy też musicie gdzieś spać.
- Przecież w jednym pokoju mogę być dwa łóżka. - Louis był podniecony własną genialnością. - Clarie damy do Niall'a, ciebie do Hazzy, i będzie git.
 Stanowczo zaprzeczyłyśmy. Po długim czasie, chłopaki łaskawie "dali nam czas do zastanowienia". Po godzinie przyjechała taksówka.



***

Przepraszam, ze wczoraj się notka nie pojawiła, ale jest dzisiaj. Jak widzicie notka, dzisiaj trochę dłuższa. I co jak co, ale mogę szczerze powidzedzieć, że długo nad nią pracowałam, i jestem z niej dumna.
Pzdr,

//Berry










piątek, 19 października 2012

15 - "First meet"









W Londynie, zazwyczaj trudno o słoneczny dzień.  Deszcz, i ogólna ponurość, może przytępić turystów. Jednak ci którzy mieszkają tutaj, prowadzą zwyczajne życie, wiedzą, że czasami nawet w takie miejsca zagląda słońce. Wtedy na ulicach jest więcej dzieci, ludzie chodzą uśmiechnięci, bardziej niż zwykle. Przystają przy sklepowych wystawach, i patrzą się w szklane szyby, gdzie odbijają się promienie, które, mimo że nie dają ciepła, napawają wszystkich szczęściem. To taki niecodzienny widok.

***BONNIE

Jadąc taksówką patrzyłam w szybę, pooraną maluteńkimi kropelkami wody, i zastanawiałam się czy Clarie jeszcze kiedyś się do mnie odezwie. Co prawda odpowiadała krótkie "tak" lub "nie" ale nic poza to.
Wczoraj, tak się denerwowałam tym, że jej nie ma, że w ogóle nie poszłam spać. Dziewczyna wróciła koło 02:00 w nocy, i od razu się położyła, nie odzywając się do mnie ani słowem. Gdy przechodziła przez korytarz, ja siedziałam w saloniku z poduszą wciśnięta między kolana. I wtedy an krótki moment światło księżyca wpadające przez okno oświetliło jej twarz. Zamarłam. Spodziewałam się złości, smutku, nawet przerażenia, ale to co zobaczyłam zdziwiło mnie. Na jej pięknej twarzyczce malował się niebiański prawie spokój. Wyglądała, jakby spała z tydzień, w ogóle nie wydawała się być zmęczona. Jedynie oczy ją zdradzały. Były podkrążone i czerwone. Widać było że płakała. Poczułam ukłucie w sercu. To przeze mnie. Postanowiłam się odezwać, przerwać tą ciszę jaka zaległa między nami.
- Clarie.. Proszę, ile razy mam Cię przepraszać? Kiedyś będziesz musiała się do mnie o... - Nie dokończyłam, gdyż moja przyjaciółka bezceremonialnie, i bezczelnie włożyła do uszu słuchawki, i włączyła swojego iPoda. Ustawiła muzykę na fulla więc słyszałam każdy dźwięk piosenki. Rozpoznawałam ją. Clarie niedawno o niej mówiła. Live While We're Young, czy jakoś tak. Ta nowa One Direction w każdym razie.-...dezwać - Dokończyłam sama do siebie.

***CLARIE

Gdy zajechaliśmy pod dom chłopaków, minęła 16:00. Zapłaciłam taksówkarzowi, i wyszłam z samochodu. Nie patrzyłam na Bonnie. Miałam w dupie, czy idzie ze mną, czy wróci sobie do hotelu. Wyjęłam słuchawki z uszu.
- Wow. - Właściwie samo mi się wyrwało.
- Dokładnie to samo sobie pomyślałam. - Dodała Bonnie. Zignorowałam ją.
Dom był ogromny. Większy od domu Danielle. Bardzo nowoczesny, właściwie, to było to tylko szkło i biała farba, lecz całości nie widziałyśmy, przez zataczający kolo żywopłot dookoła. Podeszłam do furtki, i nacisnęłam guzik, który zapewne rozdzwonił się w domu. Po chwili z małego głośniczka odezwał się głos.
- Tak? - To był Harry.
- To ja Clarie. Przyszłam z przyjaciółką. - Powiedziałam niepewnie. Nie wiedziałam czy reszta wie, że przychodzimy.
- Aaa. Liam Was zaprosił, tak?
- Tak, tak! - Szybko potwierdziłam. Ścisnęło mnie w żołądku. Kurde, teraz zaczęłam się denerwować? Chyba trochę za późno. Odwróciłam się do Bonnie. Miała tylko zaciśnięte mocno usta, i zacięta minę, jakby szła na ścięcie.




Kochani,
Wróciłam, po dwu tygodniowej nieobecności. Nadrobiłąm trochę pisanie, więc mam nadzieję, że będzie mi łatwiej. Piszcie w komentarzach, co myślicie o tej notce, i zostawiajcie opinie. Wiem, ze notka strasznie krótka, ale OBIECUJĘ że następna będzie dłuższa... właściwie to już jest. Skończyłam ja wczoraj.
Przepraszam, że tak często zmieniam perspektywę, ale po prostu czasami jakieś fragmenty łatwiej idzie pisać, i opisywać myśli kogoś innego. Od razu chcę powiedzieć, ze blog NIE jest tylko o Bonnie. Ona nie jest główną bohaterką. Co prawda to od niej zaczęłam, ale akcja się zagęszcza, wkrótce się dowiecie.

//Berry










środa, 3 października 2012

UWAGA!

Zawieszam!
Na czas nieokreślony. Prawdopodobnie będą to dwa lub trzy tygodnie, nie wiem. Może post pojawi się już za tydzień. W każdym razie, na pewno nie będzie go w ten piątek.
Skłąda się na to parę czynników, między innymi:
* Muszę uporządkować parę spraw prywatnych.
* Na razie nie mam weny.
* Mnóstwo sprawdzianów, i testów.

Przepraszam, nie myślcie, że się Wam tłumaczę, ale po prostu uważam, że skoro tak robię, to osoby, które to czytają, powinny znać powód.

//Berry

piątek, 28 września 2012

14 - "Two Perspectives"





CLARIE***

Usiedliśmy na ławce, niedaleko jeziorka w parku. Ja cały czas byłam roztrzęsiona. Cicho jeszcze łkałam, a nieznajomy przytulał mnie do siebie. Siedziałam mu na kolanach.
Przestawałam płakać, i czułam tylko, że niedawny potok łez drażni moje oczy.
- Już lepiej? - Odezwał się nieznajomy, podając mi butelkę wody. Kurde, skądś znałam ten głos.
I wtedy spojrzałam mu w oczy. Jasna cholera! Przecież to Niall Horan. Że też wcześniej nie zauważyłam, przecież jestem Directionerką. Ale miałam tyle łez w oczach, że nie miałam szans na ocenienie kim ten gościu jest.
- Tak, już.. le.. lepiej mi. - Wydukałam.
- To dobrze.
Wypiłam łyk wody, i nagle zdałam sobie sprawę, że to nie jest Niall z 1D. To zwykły Niall. Zakrztusiłam się wodą, i znowu łzy zaczęły mi cieknąć po policzkach. Załkałam.
- Boże, co się stało? - Usłyszałam głos chłopaka.
Co się stało? Właściwie sama nie potrafiłam tego wytłumaczyć. Z jednej strony, bolało mnie serce, i było mi niesamowicie smutno, ale z drugiej spotkałam chłopaka z moich marzeń. Kogoś, przez kogo płakałam w nocy, kogoś kto był w moim sercu chociaż nie wiedział o moim istnieniu, kogoś komu zawdzięczałam tyle z mojego życia.
- Nie nie, nic... Po prostu coś mi się przypomniało. - Ogarnęłam się. - Ale już jest okey.
- Na pewno?
- Tak.. tak. - Otarłam rękawem wilgotne oczy, i spojrzałam na Niall'a. - Już nie będę płakać. Obiecuję. - Uśmiechnęłam się blado.
Spojrzał na mnie zatroskanymi oczami.
- Teraz powiesz co się stało?
- Ja... Dobra. - Westchnełam. - Pokłóciłam się z przyjaciółką. Wiem, ze możesz uważąć że to banalna sprawa, ale ona jest kimś bardzo ważnym. Wiedziałam, że zawsze mogę na nią liczyć, aż do teraz.
- Nie uważam, że to banalna sprawa. A o co Wam w ogóle poszło?
- O to, że... - Nie wiedziałam jak to powiedzieć. Że co? Że miała do mnie pretensje o to że lubię zespół w którym on gra?-  Nie lubię jej nowego chłopaka.
W pewnym sensie nie kłamałam. To co mówiłam, było prawdziwe. Milczał.
- Przepraszam Cię. Nie chcę Ci zajmować wolnego czasu. Pójdę już. - Powiedziałam.
- Nie spokojnie. Wyszedłem się tylko przejść, bez konkretnego celu. Nie idź. - Chwycił moją rękę. - Jejku dziewczyno, ale masz lodowate ręce.
Dopiero wtedy zdałam sobie sprawę, że stoję w samej bejsbolówce, i bluzce na ramiączka, a na dworze jest zimno, jakby co najmniej była zima. Włożyłam dłonie pod pachy, i usiadłam z powrotem na ławkę.


BONNIE ***

Podkuliłam kolana pod brodę, i włożyłam pomiędzy je ręce. Co ja najlepszego zrobiłam? Nie powinnam tak jej tego wygarniać. Nawet jeżeli  było prawdą to co powiedziałam, to ona nie powinna się o tym dowiedzieć w taki sposób.
Człowiek w złości, mówi za dużo niepotrzebnych słów, których nierzadko później żałuje. Tak było w tym przypadku. Tak naprawdę, to zabrakło mi argumentów, bo w głębi serca wiedziałam, że Clarie ma rację. Odkąd przyjechałam do Londynu, ani razu nie dałam znaku życia Smith'owi. Ba! Nawet o nim nie pomyślałam. Czułam, jakbym się właśnie tu urodziła. Jakbym nie miała styczności, z Los Angeles. Miałam wrażenie, że to wszystko działo się w innym życiu. Albo był to wpływ tego magicznego miejsca, albo jeszcze nie do końca zdążyłam w to wszystko uwierzyć.



Hey! Kurcze, to nie jest takie łatwe prosić Was o komentarze, lub chociaż opinię. Ale proszę, jak widzę ile odwiedzin ma jeden wpis, a komentarzy trzy razy mniej, to mi smutno. Proszę, piszecie że się podoba, a jednak opinii nie ma... ): Proszę.. P.S. Zmieniam postać rzeczy, a ponieważ nie mam kontaktu z tym drugim kontem na fb, to zakładam, że nikt z fb tu nie zagląda. Nie mogę juz powiedzieć, że blog będzie o Zayn'ie. To się okaże.



piątek, 21 września 2012

13 - " Hmm..."





Nie miałam siły i nerwów, do zastanawiania się dlaczego zrobiłam takie głupstwo. Przecież to Clarie, moja najlepsza przyjaciółka. Jak ja w ogóle mogłam? Ona tylko wyraziła swoje zadnie, i tym chciała mi pomóc. A ja jej nawrzucałam. W ogóle od jakiegoś czasu czułam się jak tykająca bomba. Wiedziałam, że najmniejsza rzecz może sprawić, że wybuchnie. Clarie, tylko przelała miarkę, to nie była jej wina. Dobrze o tym wiedziałam.


*** CLARIE

Wybiegłam z hotelu, prawie nic nie widząc. Łzy przesłaniały mi wszystko, i widziałam tylko jakieś rozmazane kształty, i kolory. Szłam przed siebie, nie zważając na nic dookoła. Ludzie mijali mnie, i kompletnie olewali. Było mi to w zasadzie na rękę. Nie wiedzieli, jak się czuję. Ból rozsadzał mi serce. Bonnie była jedyną osobą, na którą mogłam liczyć w każdej sytuacji, i mogłam do niej przyjść z każdym problemem. Ale zawiodła mnie na całej linii. Nie wiedziałam, ze jest do tego zdolna. Matka nigdy się mną nie interesowała, byłam dla niej jak przedmiot. Dla niej ważna była tylko i wyłącznie praca. Każdą wolną chwilę poświęcała na dopracowywanie projektów, i spraw swoich klientów. Może dlatego często dostawała premię.
Ojciec z kolei w ogóle nie bywał w domu. Wychodził rano, koło siódmej, a wracał jak spałam. Nie mogę powiedzieć, że byłam zaniedbywana fizycznie. Byłam bogata. Miałam wodne łózko, i podgrzewaną scenę w piwnicy. To było jak marzenie, każda chciałaby być mną. Nigdy mi to nie przeszkadzało, aż do teraz. Czułam się bardziej samotna niż kiedykolwiek. Potrzebowałam kogoś kto by mnie przytulił, kto by powiedział, że będzie dobrze. Że trzeba tylko przeczekać.
Nagle poczułam, że wpadam na coś, albo raczej na kogoś. Podniosłam wzrok, i zobaczyłam jakiegoś blondyna. Mój mózg, kompletnie nie rejestrował jego wyglądu. Oprócz włosów widziałam jedynie blask bijący od jego pięknych niebieskich oczu. Przeprosiłam, go i chciałam iść dalej, ale zatrzymał mnie ręką w pasie.
- Czekaj. - Odwrócił mnie ku sobie bez problemu. - Wszystko okey?
- Tak, ja... Wszytko jest w porządku! - Wykrzyczałam. Odwróciłam się napięcie, i wbiegłam prosto na ulicę.
Zobaczyłam błysk świateł, i pisk opon. Krzyknęłam.
W następnej minucie tkwiłam już w objęciach nieznajomego blondyna. Chyba nie chciał wzbudzać mojej histerii, więc zapytał tylko...
- Może odprowadzić cię do domu? - W jego oczach było zatroskanie. Na słowo "dom" zareagowałam zbyt przesadnie.
- Nie! Nie nie nie nie. To nie...  jest dobry pomysł. Nie. Nie...
- Już spokojnie. Nie płacz.
Po tych słowach już kompletnie się rozkleiłam. Zaczęłam tak gwałtownie szlochać, że aż dostałam drgawek. Trwaliśmy tak koło piętnastu minut. Ja wtulona w niego, i rycząca na całego, a on obejmujący mnie czule, i klepiący leciutko po plecach. Nie przeszkadzało mu to chyba, bo nic nie mówił, pozwalał mi wypłakać z siebie emocje. W końcu lekko odsunął mnie od siebie, i powiedział...
- Nie jest ci zimno?
- Nie, jest okey. - Wychrypiałam.
- To może pójdziemy do parku? Wiesz usiąść, skoro nie chcesz wracać. Wyjaśnisz mi co się stało.
- A ty.. Szedłeś gdzieś. Pewnie miałeś jakąś sprawę do załatwienia. Nie chcę Ci krzyżować planów.
- Nie spokojnie. Wyszedłem po prostu się przejść.
W odpowiedzi, tylko głośno zapłakałam. Rany były jeszcze świeże. Blondyn wziął mnie za rękę, i poszedł do parku. Ja cały czas szlochałam w jego ramię, wtulona, a on mnie prowadził. Niby się nie znaliśmy, ale czułam się przy nim bezpiecznie.


***

Przepraszam, że notka taka krótka, ale mała ilośc komentarzy mnie demotywjue. Kurde, nawet opinii jest mało..

//Berry






piątek, 14 września 2012

DODATEK

Dziewczyny, znalazłam GENIALNY komiks z chłopakami. Od razu podają, ze nie jest mój. Pochodzi ze strone Niall Horan POLAND na fejsie. Ale tak się przy nim uśmiałam, że muszę się tym z wami podzielić. (:

KIEDY CHŁOPCY Z 1D ODWIEDZĄ TWOJĄ KLASĘ ..

ja zanim chłopcy wejdą :
http://media.tumblr.com/tumblr_lm57b3faj31qckflo.gif

ktoś puka do drzwi :
http://media.tumblr.com/tumblr_m3ewestPAL1rnp8l5.gif

wchodzą :
1. http://media.tumblr.com/tumblr_m3ewhbdSvV1rnp8l5.gif
2. http://media.tumblr.com/tumblr_m3d5ozADBs1rv2v57o1_500.gif

mój przyjaciel na to :
1. http://media.tumblr.com/tumblr_lxz30z0oBh1r12q6j.gif
2. http://media.tumblr.com/tumblr_lxrlreKoCr1qjzzyw.gif

moja reakcja :
1. http://media.tumblr.com/tumblr_lpmgg83Cu21qbhm6f.gif
2. http://media.tumblr.com/tumblr_m1k2nlL0Qf1rqalmto1_250.gif

Osoby w klasie nie mają bladego pojęcia kto to jest :
http://media.tumblr.com/tumblr_m30rkhaONf1ror7ro.gif

Harry pyta się mnie czy z nimi pójdę :
http://media.tumblr.com/tumblr_m3f5a9CW7T1r1gv31o1_500.gif

Rozglądam się po klasie czy na pewno nie śnię :
http://media.tumblr.com/tumblr_m28eyq7e4w1r2rm03.gif

Mój przyjaciel pogania mnie :
http://media.tumblr.com/tumblr_m28r7itK1h1r3tjwm.gif

Po czym wychodzę dumnie z klasy :
1. http://media.tumblr.com/tumblr_m28qrxKmFh1r3tjwm.gif
2. http://media.tumblr.com/tumblr_m0pggwzc1J1qbl925o1_400.gif


12 - "Just fight"






- Wiesz...Chyba czas już wracać. Wiesz, nie ma mnie jakiś czas. Clarie na pewno się zastanawia, czy nie jesteś jakimś zboczeńcem, który czekał na mnie z siekierą. - Powiedziałam.
Zaśmiał się. Jego śmiech był taki zaraźliwy, że już po chwili oboje zwijaliśmy się ze śmiechu. Trzymając się za brzuchy, wstaliśmy i ruszyliśmy w kierunku bramy. Przeleźliśmy przez mur, i po chwili Scott przyciągnął mnie do siebie, i objął ramieniem. Ja włożyłam mu dłoń do tylnej kieszeni spodni, i szliśmy. Szliśmy, szliśmy, szliśmy. Dużo nie rozmawialiśmy, raczej cieszyliśmy się swoją obecnością. Przemierzaliśmy ulice Bradford w milczeniu, to nam wystarczało.
Weszliśmy do hotelu, i pojechaliśmy windą na piętnaste piętro. Przed drzwiami numer 269*.
- No.. - Zaczęłam. - To dziękuję, za miło spędzony wieczór, i w ogó...
- Nie gadaj, tylko mnie pocałuj.
Z uśmiechem na ustach, i radością dotknęłam jego wargi swoimi. W smaku był słodki, i ...pomarańczowy? Jak połączenie truskawek z pomarańczą. To było baaaardzo dobre. Przyciągnął mnie do siebie jeszcze bliżej. Przycisnął mnie do ściany, a ja napawałam się jego zapachem. Wanilia, i orzeźwiająca cytryna. Przy nim czułam się taka bezbronna. Był umięśniony, i silny. Wydawałam się mała i krucha. Nagle jak gdyby nigdy nic cofnął się o krok.
- No to do zobaczenia. - Powiedział, i wszedł do windy.
 Zostawił mnie taką rozpaloną, i zdezorientowaną. W głowie mi się kręciło po tym pocałunku, nie wiedziałam jak się nazywam, ale byłam bardzo szczęśliwa.
Otworzyłam drzwi, i z uśmiechem na ustach zdjęłam buty, w chodzie do saloniku. Clarie siedziała na fotelu. Na kolanach miała przekrzywiony laptop, a włosy potargane.
- No? Jak było? - Zapytała, nie odrywając wzroku od monitora.
- Dobrze. Chyba mam nowego chłopaka. - Powiedziałam zaciskając powieki, i czekając na jej reakcję. Ona miała nosa do facetów. Potrafiła rozszyfrować ich ukryte intencje. Kiedyś przedstawiłam jej chłopaka, który mi wyjawił, że bardzo mnie lubi. Najpierw go spławiła, a potem powiedziała mi, że jest strasznym kobieciarzem, i żebym sobie nim nawet nie zawracała głowy. Rzeczywiście, tydzień później przyłapałam kolesia, całującego się z jakąś blond tapetą pod kinem. Płakałam przez równy tydzień. Ale była wspaniałą przyjaciółką, i nie odwróciła się ode mnie ze słowami "A nie mówiłam!", tylko cierpliwie pocieszała mnie, i tłumaczyła, ze kiedyś "swojego Horan'a". Tak, właśnie. Nazwisko tego jej wymarzonego blondynka z One Direction. Lubiłam to porównanie, chociaż chłopaków nie za bardzo.
- Jak zrobicie przy mnie to co zrobiliście 5 minut temu na korytarzu, to się porzygam!
- Podglądałaś! - Udałam obrażoną, i rzuciłam w nią poduszką.
Zaczęła się śmiać.
- Nie, tylko...  bardzo ......głośno....  dyszeliście wiesz? - Powiedziała, w przerwach między atakami śmiechu.
- Nie śmiej się! Ty nigdy się nie...? - Nie dokończyłam. Wiedziała o co mi chodzi.
- Nie. - Odparła z powagą. - I jestem z tego dumna! Mam zamiar to zrobić z właściwą osobą.
- Dobra, dobra. Masz na myśli jednego z tych typków z 1D?
- Mhm.. A masz coś do tego?
- To wiedz, że to raczej niemożliwe. Musisz się z tym pogodzić, a nie żyć marzeniami. 
- Nie żyję marzeniami. A poza tym nie podoba mi się ten chłopak. - Zmrużyła oczy, i wkurzyła mnie niesamowicie, nie zna kolesia, a już osądza. Jakby tylko ten cały Niall był ideałem, a wszyscy inni beznadziejni. To nie fair.
- A całowanie plakatów?! To jest żałosne. Jak w ogóle tak można?! To przecież PAPIER. A Scott jest bardzo fajny, dla Twojej wiadomości.
- Serio? A ty to niby co?! Całujesz się z jakimś przypadkowym kolesiem, którego ledwo znasz! A jesteś przecież ciągle w związku! Co ze Smithem?! Dzwoniłaś do niego chociaż raz, odkąd tu jesteś? Zobaczysz przejedziesz się, na tym Scott'cie.Nie żartuję.
- Słuchaj. - Podeszła do mnie celując palcem wskazującym w moje serce. - Nie będzie mi o związku pieprzyć jakaś małolata, która nigdy nie była zakochana! Nie masz w tym najmniejszego doświadczenia, więc się nie wypowiadaj, jasne?! Zresztą..- machnęła ręką. - Jesteś taka chamska, i brzydka, że żaden by cię nie zechciał, więc się nie martw.
Zobaczyłam jak jej twarz się zmienia. Najpierw trzymała w sobie ten sam uśmiech, potem widziałam niedowierzanie. Następnie złość, smutek, i wtedy spojrzałam w jej oczy. Były pełne łez.
- Żaden by mnie nie zechciał, tak? - Powiedziała głosem pozbawionym emocji.
Następnie odłożyła laptop, wzięła tą poduszkę, którą w nią rzuciłam, i pieprznęła nią o podłogę. Weszła do przedpokoju, zarzuciła trampki i pierwszą z brzegu bejsbolówkę. Trzasnęła drzwiami.
Ja przyglądałam się temu wszystkiemu z otwartymi ustami.
Jak mogłam?! Czy ja to naprawdę powiedziałam?! O kurwa.
- Clarie! Clarie zaczekaj! Przepraszam! Clarie, przecież mnie znasz! Najpierw mówię, a potem myślę Stój Clarie!
Wbiegłam do lobby, i oparłam się o ścianę.
- Czy nie widziała tu pani dziewczyny w niebieskich rurkach i brązowej bejsbolówce? - Zapytałam recepcjonistkę. Popatrzyła na mnie pytającym wzrokiem.
- Blond włosy do pasa!
- Ach..tak. Wybiegła stąd jakieś 2 minuty temu.
Nawet nie podziękowałam, tylko pośpiesznie wyszłam przed hotel. Jednak po mojej przyjaciółce nie zostało śladu. 



* Tak wiem 269. Szkoda, że Harry tego nie widzi.



piątek, 7 września 2012

11 - "But... Maybe"



O godzinie osiemnastej piętnaście wyszłam z domu. Pod Starbucks miałam jakieś 20 minut drogi. Specjalnie wyszłam trochę później. Nie chciałam, żeby chłopczyk sobie pomyślał, że mi zależy. Nie należę do łatwych, o mnie trzeba się postarać. Szczerze to nie myślałam, żeby z tego wyszło coś więcej. Traktowałam to jako jednorazową przygodę, coś co minie, i nie wróci.
Przechodząc przez Royal Street, spojrzałam na gmach mojego celu. Tak, to był zdecydowanie największy tego typu budynek w okolicy. Poznałam Scott'a po bujnej brązowolokowatej* czuprynie. Postanowiłam, że nie ujawnię mu się od razu. Potrzymam go trochę w niepewności.
Schowałam się za jakiś samochód, i obserwowałam chłopaka tak, by mnie nie widział. Patrzyłam, jak stoi i rozgląda się, co chwile zerkając na zegarek. Był ubrany w luźne szare rurki, czerwony t-shirt, i białe buty. W prawej ręce trzymał małą stokrotkę. Minę miał zaniepokojoną, i trochę smutną. Aż mi się go żal zrobiło. Wyglądał tak słodko, i postarał się.
Było za piętnaście ósma, a on nadal tam sterczał. W końcu o dwudziestej ostatni raz spojrzał na tarcze zegarka, i zwieszając głowę odwrócił się, i powoli odchodził. Wtedy wybiegłam zza samochodu, i podbiegłam do niego. Zasłoniłam mu oczy rękami. Zatrzymał się, i odwrócił.
- Myślałem, że nie przyjdziesz. - Powiedział, uśmiechając się. Odjęłam ręce od jego oczu, i spojrzał na mnie swoim nieziemskim spojrzeniem.
- No coś ty. - Odparłam z wielkim bananem na twarzy. - Nie mogłabym przegapić takiej okazji, na pyszną kawę.
Uśmiech zamarł na jego ustach, były takie seksowne.
- Żartuję głuptasie! Aha i dziękuję za kwiatek. - Powiedziałam wyjmując z jego spuszczonej dłoni małą roślinkę.
Teraz znowu się uśmiechnął. Szerzej. Podobało mi się to.
- Nie ma za co. Zapraszam, droga pani. - Podał mi elegancko łokieć, a ja chwyciłam go pod rękę.
Scott zamówił nam po latte, i wyszliśmy śmiejąc się.
- Chodź, chcę ci coś pokazać.

***

Staliśmy przed bramą do jakiegoś starego dworu. Scott pokazał mi jak wspiąć się na mów otaczający całą posiadłość. Niestety, ja i moja niezdarność postanowiłyśmy dzisiaj pokazać naszą naturę, i zeskakując z góry, przewróciłam się. Sctott natychmiast był przy mnie pytając czy nic mi nie jest, minę miał zmartwioną.
- Tak tak. Jest okey, spokojnie. - Podał mi rękę, a ja z ochotą przyjęłam pomoc.
Usiedliśmy na starej ławce, na wzgórzu. Patrzyliśmy na drzewa poruszane lekko wiatrem. Nagle chłopak splótł nasze ręce. Spojrzałam na to ze zdziwieniem, i popatrzyłam mu w oczy pytającym wzrokiem.
- Scott, co ty... - Zaczęłam, ale nie dał mi dokończyć.
- Bonnie, podobasz mi się. Od wtedy, kiedy niechcący wylałem na ciebie colę, i odwróciłaś się do mnie. Od wtedy, gdy pierwszy raz spojrzałaś w moje oczy. Wiedziałem, ze muszę cię mieć, że musisz być moja.
Szczerze, to mnie zatkało. Nie wiedziałam, co mam mu odpowiedzieć.
- Wiesz... - Popatrzyłam na swoje kolana. On podniósł moją brodę, żebym spojrzała na niego. -  Też nie jesteś mi obojętny.
W jego oczach dało się dostrzec wesołe iskierki szczęścia. Przybliżył swoją twarz do mojej. Powoli musnął moje wargi swoimi. To było bardzo przyjemne. Po chwili przyciągnął mnie do siebie bliżej, i oplótł mnie dłońmi w talii. Ja objęłam go za szyję, i włożyłam ręce w jego włosy. Całowaliśmy się długo i namiętnie.
Gdy końcu odrywając się od siebie, oboje ciężko dyszeliśmy.
- Jesteś cudowna. - Usłyszałam.
Nie odpowiadając tylko się uśmiechnęłam. Ty też, pomyślałam.



* - Wiem, że nie ma takiego słowa.. (:


+ Zobaczcie jak wygląda Scott:

piątek, 31 sierpnia 2012

10 - "Suprise"



Clarie wydawała mi się strasznie zdyszana, jakby przebiegła maraton.
- Jezu, ale jestem zmęczona! Daj mi wody. - Powiedziała na jednym wydechu, rzucają się na kanapę.
Poszłam do mini barku, i wyjęłam jej to o co prosiła. Usiadłam na fotelu obok niej, i zapytałam...
- A co? Poszłaś pobiegać? - W moim głosie sarkazm był mocno wyczuwalny.
Popatrzyła na mnie krzywo.
- Coś ty dzisiaj taka złośliwa?
- A jak mam być spokojna?! Martwiłam się o Ciebie! Żadnej wiadomości, znaku życia. A w telefonie włącza się poczta! - Wybuchłam, ale na Clarie to nie zrobiło wrażenia, ciągle się uśmiechała. - Takie to zabawne?!
- Nie nie o to chodzi. Po prostu muszę Ci coś powiedzieć! - Prawie wykrzyczała.
Z doświadczenia wiedziałam, że długo nie wytrzyma trzymając mnie w niepewności, więc postanowiłam jej oszczędzić.
- No dobra, już. Mów. - Przewróciłam oczami. - O tym pogadamy potem.
- Okey, więc słuchaj. - Zaczęła.- Wyszłam dzisiaj rano z hotelu, bo obudziłam się bardzo wcześnie i nie mogłam zasnąć. Szłam sobie tym parkiem, co jest niedaleko. Wszędzie było pusto, ani jednej osoby. No i ja sobie idę, i nagle widzę, że coś leży na ziemi. Tym czymś okazał się telefon. Podniosłam go i spróbowałam odblokować, żeby zobaczyć czy są jakieś informacje o właścicielu. Był zablokowany hasłem. Już miałam odpuścić, gdy telefon zaczął wibrować, i na wyświetlaczu pojawiło się "Misiek". No więc odebrałam. Była to jakaś dziewczyna, która dzwoniła z telefonu swojego chłopaka. No to ja jej powiedziałam, że znalazłam komórkę w alejce w parku, i jeżeli tylko poda mi swój adres, to mogę przyjść i jej go zwrócić. Tak też zrobiła, podała mi dokładną ulicę, i numer domu.
- I oczywiście poszłaś? - Przerwałam jej.
- Tak. Poszłam. To było niedaleko stąd. Dziesięć minut spacerkiem. Stoję przed jej drzwiami, i pukam. Nagle słyszę kroki. I wiesz kogo tam zobaczyłam?!
Pokręciłam głową.
- Danielle Peazer! - Zapiszczała z radością Clarie.
- Że słucham kogo? - W ogóle nie wiedziałam o kim ona mówi. Jaka znowu Danielle?
- O jezu.. Czy ty zawsze musisz być taka nie wtajemniczona?
- No wypraszam sobie! - Protestowałam.
- Danielle Peazer, dziewczyna Liam'a!
- Z tego twojego zespołu? Z One Direction? - Chyba kojarzyłam chłopaka.
- Tak! Słucha, no więc zaniemówiłam... - Zaczęła znowu.
- Jak to u Ciebie bywa. - Musiałam to wtrącić.
- Nie przerywaj mi! Ale w końcu ona się odezwała. Zapytała czy to ja jestem tą dziewczyną od telefonu, no i ja powiedziałam, że tak. No wiec oddałam jej komórkę, a ona zapytała się czy nie chcę wejść. No to ja weszłam, a jak! I wiesz kto tam był?! LIAM! - Wrzasnęła.
Myślałam że mi bębenki pękną. 
- Cicho, bo nas wyrzucą!
Lecz Clarie kontynuowała.
- No więc elegancko usiadłam przy stoliku, na przeciwko niego, i próbowałam zachować powagę. On zapytał, jak tam u mnie, i rozmowa jakoś się potoczyła. Danielle doszła chwilę później. Dobra, koniec końców tak dobrze nam się gadało, że zaprosili mnie, jutor do siebie na grilla. Powiedzieli ze będą też chłopaki z zespołu! Horan przygotuj się, nadchodzę! Oczywiście nie martw się, zapytałam o ciebie. - Dodała szybko widząc, moją minę. - I zgodzili się bardzo chętnie, więc 'siostro'. Lepiej idź na zakupy, bo w dresach i koszuli ze Spangebob'em to ja Ci nie pozwolę tam iść!
- Muszę? - Szczerze, nie byłam zachwycona tym pomysłem.
- Tak. Obowiązkowo. - Clarie uśmiechnęła się jeszcze szerzej.
- Okey. Zrobię, to ale dla Ciebie. - Wygięłam wargi w grymasie, który miał przypominać uśmiech.

***

Gdy pól godziny później siedziałam w fotelu, przypomniałam sobie o butelce. Wymknęłam się cicho na balkon i wykręciłam numer. Chłopak odebrał po pierwszym sygnale.
- Cześć piękna, czekałem na Twój telefon.
- Hey, co tam u Cb? - Byłam jeszcze podejrzliwa.
- A u mnie bardzo dobrze, bo zadzwoniłaś. Słuchaj, co z tą kawą?
- Nie wiem czy to dobry pomysł. Przecież się nie znamy.
- Jak przyjdziesz o dziewiętnastej pod Starbucks, to mamy szanse to zmienić.
Po tych słowach rozłączył się. Nie wiem co mnie tknęło, może to wspomnienie tych oczu? Może to że zachował się jak dżentelmen? Może dlatego, że jest taki tajemniczy? Nie ważne, w każdym razie, wiedziałam, że plany na dzisiejszy wieczór mam już zajęte.







niedziela, 26 sierpnia 2012

9 - "New contact"




*Clarie*

Otworzyłam oczy, i zaspana spojrzałam na zegarek, stojący na szafce przy łóżku. Siódma godzina. Kurde, czemu obudziłam się tam wcześnie? Praktycznie nie byłam zmęczona, a poza tym wiedziałam, że nie zasnęłabym ponownie. Bonnie drzemała słodko, na przeciwko mojego łóżka. Cicho wstałam, i ruszyłam w stronę mini barku, znajdującego się w salonie. Wzięłam butelkę wody, i usiadłam na kanapie. Ciągle nie mogłam pozbyć się myśli z wczorajszego koncertu. A zwłaszcza, ze spotkania z fanami.
Po koncercie, ruszyłyśmy za Paul'em, który przyszedł po dziewczyny z biletami VIP. Zaprowadził nas przed małe pomieszczenie, znajdujące się na końcu długaśnego korytarza, i ustawił w kolejce. Byłam strasznie podekscytowana, i cały czas gorączkowo coś szeptałam do przyjaciółki. Ona starała mnie się jakoś uspokoić przed wejściem do chłopaków, ale skutki były marne. Muszę przyznać szczerze, że trochę się denerwowałam. Że mogę nie zrozumieć jak coś powiedzą z brytyjskim akcentem, że źle wypadnę, że strzelę jakąś gafę. Ale nic takiego na szczęście mi się nie przytrafiło.
Pewnym krokiem weszłyśmy do małego pomieszczenia. Ściany były w miętowym kolorze. De fakto  w pokoju nie było nic oprócz, wielkiej pięcioosobowej kanapy, stolika i dwóch foteli. Na kanapie, rozpychali się Niall z Harry'm. Liam siedział na oparciu, i próbował uspokoić tą dwójkę. Zayn poprawiał swoje włosy, a Louis nagrywał komórką filmik. Mimowolnie moje nogi zrobiły się jak z waty, i nie mogłam robić nic innego, tylko stać i nic nie mówić. Na szczęście Bonnie, pociągnęła mnie do przodu.
Pierwszy zauważył nas Liam.
- Hey, siadajcie. - Wskazał na dwa fotele.
Usiadłyśmy na nich niepewnie. Niby czekałam na to całe życie, ale w tym momencie nie wiedziałam co powiedzieć. Na szczęście odezwał się Niall.
- No dziewczyny, jak wam się podobał koncert? - Zapytał z ożywieniem.
Postanowiłam zebrać się na odwagę, i odezwać się w końcu. Przecież, szansa rozmowy z nimi może się nie powtórzyć.
- Super, byliście bardzo dobrzy. - Powiedziałam.
- Dzięki! - Przytaknął Zayn patrząc zaciekle na Bonnie, a reszta kiwała głowami. Czy mi się zdaje czy widziałam w jego oczach pożądanie? Jednak, nie miałam czasu na dalsze go obserwowanie, gdyż moja przyjaciółka, wyraźnie zauważyła, że jestem speszona, wstała, i zapytała chłopaków o zdjęcia i autografy.
- Jasne, macie jakąś kartkę? - Zayn nie odrywał od niej wzroku.
Bonn dała mu jakiś skrawek papieru, i podeszła do niego. On tylko machnął podpis, i zapytał...
- To teraz zdjęcie? Może usiądziesz mi na kolanach?
Zrobiła to. Chłopak objął ją w pasie, i dał buziaka w policzek. Pstryknęłam im fotkę, i Bonnie wstała. Na twarzy Zayn'a byo widać, że puszcza ją niechętnie.
Zrobiłyśmy sobie zdjęcia, ze wszystkimi chłopakami. Widziałam, że między tą dwójką iskrzy, ale cały czas patrzyłam na Niall'a. Tak, był moim ulubieńcem. Miałam wrażenie, że rzuca mi ukradkowe spojrzenia..

Wstałam z kanapy, chwyciłam butelkę, dałam Bonnie buziaka w policzek, i wyszłam z domu. Zjechałam hotelową windą, do pustego holu. Wyszłam z hotelu, w zimny Londyński poranek. Było jeszcze dosyć wcześnie, więc wszystko otaczała lekka mgła. Ruszyłam w stronę pobliskiego parku. Gdy tak szłam i rozmyślałam, rozdzwonił się mój dzwonek czyli One Thing - nie miałam zamiaru odbierać, więc wyjęłam go z tylnej kieszeni spodni, i nie patrząc na wyświetlacz po prostu wyłączyłam.
Szłam, parkiem, i nagle zauważyłam, że na mojej drodze leży coś niedużego płaskiego i czarnego.
Podniosłam czyjś telefon.

***
*Bonnie*


Dzwoniłam do Calrie chyba setny raz. Gdzie ona się podziewa?! Martwię się. No ale w końcu, kto by się nie martwił? Budzę się rano, a po niej ani śladu. Żadnej karteczki, a telefon wyłączony. Chodziłam po pokoju chyba ze 3 godziny.
Tłumacząc sobie, ze napewno wszystko jest okey, weszłam na facebook'a. Zobaczyłam wiadomość od jakiegoś chłopaka. Przedstawiał się Scott. Pisał "Hey, mam nadzieję, że mnie pamiętasz. Może masz ochotę na kawę?". Weszłam na jego profil,  nagle skojarzyłam. No tak Scott! Ten chłopak z koncertu. Przypomniały mi się jego hipnotyzujące oczy. Odpisałam "Jak mnie znalazłeś?".
Po pól godzinie, usłyszłam charakterystyczne "PIP" co oznaczało nową wiadomość. Przeczytałam "Spójrz na butelkę z koncertu. Tą którą Ci kupiłem". Wstałam z kanapy, i szczerze nie wiem jakim cudem wygrzebałam ją spod sterty ciuchów. Zobaczyłam na niej numer telefonu. Nagle usłyszałam pukanie do drzwi. Otworzyłam je z rozmachem, i zobaczyłam moją przyjaciółkę, która promieniowała szczęściem.
- Bonnie! Muszę ci coś powiedzieć!



      Kochani! Już teraz mogę wam z czystym sumieniem powiedzieć, że ja i Ver mamy da Was niespodziankę, szczegóły wkrótce.  Co do notki, to nie wiem co powiedzieć, myślę, ze Bonnie nie myśłała o tym tyle co Clarie, więc napisałam to z jej perspektywy.
UWAGA! Nowe notki (to już postanowione) będą się pojawiać w każdy piątek wieczorem. Czasami może nawet bardzo późnym (:  Mam nadzieję, że zostawicie po sobie ślad,

//Berry


sobota, 18 sierpnia 2012

8 - "My feelings"




Błysk fleszy... Tłum ludzi... Wrzeszczące fanki...
Nie wiem jak Clarie to zrobiła, ale dopchałyśmy się pod samą scenę. Najpierw zgasły wszystkie światła. I zapaliło się 5 reflektorów, które oświetlały miejsca, gdzie po chwili pojawiła się piątka chłopaków.
Nagle na mojej pożyczonej bluzce od przyjaciółki pojawiła się ogromna plama. Jakiś typek naprzeciwko mnie stal, i gapił się otępiałym wzrokiem na mój cały mokry dekolt. 
- Fuck! To twoja robota?! - Wrzasnęłam, gdyż muzyka była za głośna, by mówić normalnie. - Ty to na mnie wylałeś?!
Super. Początek koncertu. Fajnie się zapowiada. 
- Tak. - Rzucił tylko, ale natychmiast spojrzał mi w oczy. - Przepraszam. Pozwól, że kupię ci nową cole.
- Nie trzeba. Nie zostawię tutaj przyjaciółki. Poza tym...- Zmierzyłam typka od stóp do głów- nie znam Cię.
- No weź. Nie daj się prosić.
- Nie! - Byłam stanowcza. Odwróciłam się od niego, i do końca koncertu gapiłam się na scenę. Lecz cały czas czułam na sobie jego wzrok.

***

Muszę przyznać, że jak ja nie lubię tego typu boysbandów, tak TEN na scenie dawał z siebie wszystko. Chłopaki mieli naprawdę niezłe głosy. Może nie jestem jakąś specjalistką, ale trochę się na tym znałam. Widać, że kochają to co robią. Nie wyglądają, na kolejne "gwiazdki". Są dojrzalsi.
Także, jak wychodziłam z sali gdzie odbywał się koncert, nie żałowałam. Szłam ramię w ramię, z Clarie, gdy nagle ktoś nas zaczepił. 
- Przepraszam. - Poczułam jak kładzie dłoń na moim ramieniu. Odwróciłam się się w jego stronę, i utonęłam w tęczówkach gościa, który wylał na mnie colę. - Proszę.
Z uśmiechem podał mi butelkę wody. W tym świetle był jeszcze przystojniejszy, niż w ciemnej koncertowej hali.
- Dzie.. Dziękuję. - Wyjąkałam. Kurcze, jak on słodko się uśmiecha.
- Jestem Scott. -Podał mi rękę.
Clarie stuknęła mnie w ramię.
- Bonnie, chyba musimy już iść. - Wymownie na mnie spojrzała.
- Tak... Chyba tak... - Rzuciłam, cały czas gapiąc się na Scott'a.
Pociągnęła mnie za rękę, i parę metrów później zapytała tylko, co to za koleś.
- Scott, słyszałaś.
- Może coś więcej? Niby skąd go znasz? - Dociekała.
- Z koncertu.
- Tak? A konkretnie jakiej jego części, bo byłam z tobą cały czas i nie wiedziałam żebyś kogoś poznawała.
- No widzisz.
- Halo! Ziemia do Bonnie! Może powiesz mi coś ponad dwa wyrazy? Co się z tobą dzieje?
Ja sama nie potrafiłam odpowiedzieć na to pytanie. Byłam jak w transie. Zahipnotyzowana chłopakiem. Postanowiłam się torchę ogarnąć. Potrząsnęłam głową.
- Nic się ze mną nie dzieje. Po prostu... No nieważne, już jest okey.
Clarie tylko pokręciła głową, ale zaraz szeroko się uśmiechnęła.
- A jak ci się podobał koncert?
- Było naprawdę miło, znaczy widać, lubią to co ro...
- Aaaaaaaaaaaa! - Moja przyjaciółka zwariowała. -  Podobało ci się! Aha! Aha! Wiedziałam, że ich polubisz! Jestem medium!
- Clarie, uspokój się, proszę. Tak. Było fajnie, muszę to przyznać, ale nie musisz ogłaszać tego całej ulicy.- Nie umiałam kłamać, nie przy niej.

*** (Clarie)

Byłam zadowolona, że Bonnie koncert się podobał. Muszę przyznać, że trochę się bałam o jej reakcję. Niby nie była antyfanką, ale zależało mi, żeby ich polubiła.
Siedziałyśmy właśnie na kanapie. Koncert skończył się 2 godziny temu. Oczywiście ja wpadłam na genialny pomysł, żeby nie od razu iść spać, ale oglądać telewizję. Co chyba tak naprawdę nie było takie genialne, bo moja przyjaciółka już smacznie sobie spała.
Westchnęłam, i sięgnęłam po pilota, aby wyłączyć jakiś nudny film, którego i tak nie oglądałam. Wstałam z fotela, i ruszyłam w stronę łazienki. Myślałam o życiu. Wielką jego częścią było właśnie One Direction. Wszyscy myśleli, tak samo, że piątka tych chłopaków, to tylko moi idole, i nic więcej. Ale oni byli czymś "huge". Myślałam, o nich co drugą sekundę. Nie byłam w stanie funkcjonować, bez codziennego sprawdzania najnowszych informacji. Nie mogłam zasnąć, przedtem nie sprawdzając, czy nie dodali jakiegoś nowego tweeta. Wszytko mi o nich przypominało. Marchewki, wiadomo Louis. Obiad w hotelu (łyżki), czyli Liam. Bezdomne koty, Harry. Lustra, Zayn. Koniczynka, ogólnie zielony kolor, przypominał mi z kolei o Niallu. Działo się to tak często, że już nawet przestałam zwracać na to uwagę, po prostu część codzienności. Byłam "True Directioner".
Gdy na lotnisku usłyszałam, że jedziemy właśnie do Londynu, myślałam, ze moje serce wyskoczy z piersi, tak bardzo się cieszyłam. Niby nie dałam tego po sobie poznać, ale w głębi duszy miałam nadzieję, na jedno małe spotkanie. Wiedziałam, że to niemożliwe, ale sam fakt, że może być prawdą przyprawiał mnie o palpitacje serca. Nigdy nie przyznałam się do tego Bonnie. Ona by nie zorozumiała. Dla niej to tylko lubienie jakiegoś zespołu, a dla mnie część życia.
Koniec końców, koncert był dla mnie spełnieniem marzeń. Cieszyłam się, że przyjaciółka idzie ze mną. Miałam szanse, przekonać ją do moich chłopaków.



Hey, więc dzisiaj trochę dłuższa notka, jak widać.
Chciałam zaapelować do czytających mojego bloga, o opinie. Już nawet nie zależy mi na komentarzach - tych i tak jest tu super mało. Ale opinie to tylko dosłownie jedno kliknięcie myszką.
Co do notki, napisałam kawałek z perspektywy Clarie, chciałam żebyście trochę lepiej ją poznali, zobaczyli co myśli,i czuje. Tak samo jak dla mnie, dla niej 1D jest, i pozostanie na zawsze wielką częścią życia. Mam nadzieję, że ktoś chociaż, przeczytał to, i zostawi po sobie jakiś ślad.

//Berry



wtorek, 7 sierpnia 2012

7 - "New Dream"




- Może dlatego, że to ja jestem taka... - Teatralnym gestem przerzuciłam swoje długie czarne włosy. - genialna?
- Tak. A po Twoim zachowaniu, wnioskuję też, że bardzo skromna? - Dała mi kuksańca w bok, i mrugnęła do mnie, z wielkim bananem na twarzy.
- Dobra, dobra. My tu gadu gadu. a taxi już pewnie pod domem stoi.
Clarie wybiegła z pokoju pędem do łazienki, a ja tylko na korytarzu słyszałam jej "Aaaaaa!". Wiedziałam jak czekała na ten wieczór. Jeszcze w US mówiła, jak bardzo chciałaby być tego dnia w Londynie. Lecz rodzice, mama adwokat, tata biznesmen, oczywiście nie chcieli jej puścić samej tak daleko, więc biedaczka nie miała szans. Kiedy jednak dowiedzieli się, co się stało z moimi rodzicami, to... po prostu puścili ją bez słowa.
Rodzice... Łzy zaszkliły się w moich oczach, w tym samym momencie, w którym Clarie przybiegła się pożegnać. Jej uśmiech zamarł. Podeszła do mnie i chwyciła mnie za ramiona.
- Kochanie, co się dzieje? - W jej oczach było widać troskę. Spanikowałam, i szybkim ruchem ręki, otarłam twarz rękawem.
- Nic. - Powiedziałam.
Clarie zrobiła zdziwiona minę, ale powiedziała tylko:
- Okey.. To ja już... Już idę. Ale trzymasz się?
- Tak tak. Oczywiście. - Spróbowałam się uśmiechnąć, ale wyszedł z tego raczej dziwny grymas. Zawsze miałam problemy z ukrywaniem uczuć.
Clarie puściła mnie, i ruszyła w kierunku szafki na buty. Wzięła czarne koturny, płaszyczyk w tym samym kolorze i wychodząc tylko uśmiechnęła się blado.Gdy już drzwi się za nią zamknęły, tylko westchnęłam, i ruszyłam w stronę łazienki.
Weszłam do niej, i  stanęłam przy umywalce, na przeciwko której wisiało duże lustro. Oparłam dłonie na brzegach, i spojrzałam na swoje odbicie. Zmęczona, nie umalowana, smutna twarz. Widziałam siebie, jakby za mgłą.Odkręciłam kran, i obmyłam twarz zimną wodą. Potem szyję, i ramiona. W końcu poddałam się, i weszłam pod prysznic. Zawsze to działało na mnie jak balsam. Myślałam przy tym o życiu. Woda zawsze dawała mi siłę. Może śmierć rodziców, to był znak? Może pora coś zmienić? Dorosnąć? Takie myśli przychodziły z czasem. Nagle do głowy wpadło mi zdanie, które kiedyś powiedziałam Clarie, jak była smutna. "Żeby było dobrze, najpierw musi być cholernie źle". Może to prawda? Czy muszę po prostu przeczekać, i mieć nadzieję, że będzie okej? Nie. Nigdy nie wierzyłam w takie rzeczy. Nic nie dzieje się samo z siebie. Przeznaczenie jest przereklamowane. Sami podejmujemy ważne dla nas decyzje.Nikt nie decyduje za nas. W końcu mamy wolną wolę.
Wyszłam z kabiny prysznicowej, i wytarłam się dokładnie. Już w dużym puchatym szlafroku wyszłam z łazienki, i ruszyłam w stronę saloniku. Był malutki,, jak to w hotelu. W rogu przy oknie stał telewizor. Naprzeciwko niego zamszowa kanapa, i stolik na kawę. My położyłyśmy na nim stosik gazet, różnego typu. Były tam czasopisma modowe, plotkarskie, o zdrowym stylu życia, i nawet poradnik jak być "dobrą mamą"! (nie wiem, skąd się tam wziął, swoją drogą).
Włączyłam TV, i poszłam po coś do chrupania. Niestety, nie mieszkałyśmy tutaj za długo, więc nasz prowiant, nie był za dobrze zaopatrzony. Znalazłam tylko jakieś solone orzeszki, i colę. Tak obładowana usiadłam na kanapie. Orzeszki przesypałam do miseczki, a colę w puszce otworzyłam.
Piętnaście minut później, byłam już zdenerwowana, przedłużającymi się reklamami.Gdy już wyklinałam ta telewizję, i obiecywałam sobie , że więcej na tym kanale nic nie obejrzę, usłyszałam głośne pukanie do drzwi.
Zawinęłam się dokładniej w szlafrok, i popędziłam otworzyć, zobaczyć kto mi przeszkadza, z zamiarem opieprzenia całkowitego. Gdy juz nabierałam w płuca powietrze, żeby zacząć krzyczeć, okazało się, że za drzwiami stoi nie kto inny jak...
- Clarie?! A co ty tu do cholery robisz?! Nie jesteś na koncercie? - Zapytałam zszokowana.
- Wiesz... Bez mojej najlepszej przyjaciółki to nie to samo. Postanowiłam, że dołączę do niej. Co ty na to?
Zawahałam się... Tak jej na tym zależało.Tak bardzo chciała tam pójść. Decyzję podjęłam w sekundę.
- Zbieraj się. Idę z tobą. - Powiedziałam tylko.
- Co? Jak to?! Przecież...
- Nie gadaj, i powiedz mi w co mam się ubrać zanim się rozmyślę.
- Aaaaaaaaaaaa! - Clarie wbiegając do pokoju, zaczęła krzyczeć jak wariatka z podekscytowania. A ja? Tak naprawdę wcale nie chciałam iść na ten koncert. Tylko głośna muzyka, i tłum ludzi. Jeszcze miesiąc temu dałabym się za to pokroić, ale teraz... po tym co się wydarzyło to nie było takie proste. Zresztą! Nawet nie miałam warunków. Moje oczy od płakania były podkrążone, cera nabrała niezdrowego odcienia z braku pielęgnacji. Na co dzień chodziłam w dresach, i rozciągniętym podkoszulku. Prawie nie wychodziłam z domu, a teraz.. mam iść na koncert? Czy to nie za dużo?
- Słuchaj, nie musisz być jakoś wystrzałowo ubrana. Wystarczą dżinsy i bluzka z jakimś fajnym nadrukiem.
- Clarie, spójrz do mojej szafy.
Dziewczyna posłuchała, i po chwili powiedziała tylko...
- Okey. Coś Ci pożyczę.


***


Kochani, nareszcie notka! Przepraszam, że tak długo czekaliście. :) Ale miałam problemy z internetem. Teraz już proszę tylko o komentarze i opinie. Od tej notki, w każdej będą się pojawiały po 2 gify z chłopakami :) Dała mi taki pomysł jedna z czytelniczek. Jak się podoba - Piszcie. Okey, to chyba na tyle. Powiem tylko, że teraz dopiero akcja będzie się rozkręcać :)

//Berry