sobota, 1 czerwca 2013

27 - "Another Breath"








 - Ja... - Wyszeptałam. - Muszę iść.
Niall'owi zrzedła mina.
 - Clarie, przepraszam. Może to było nie taktowne, ale.. no..
 - Nie. - Szybko mu przerwałam. - Amm... po prostu umówiłam się z Bonnie, ona.. chce pogadać.
W odpowiedzi chłopak przyciągnął mnie do siebie, i wtulił twarz w moje włosy.
 - Zobaczymy się potem ? - Zapytał.
Uśmiechnęłam się. Tak dobrze czułam się w jego towarzystwie, czekałam na ten moment od dłuższego czasu. A teraz wydawało mi się, że jak wyjdę, to stracę to wszystko. Że stracę jego. Pocałowałam go w czoło, i delikatnie się odsunęłam. Popatrzyłam w jego piękną jasną twarz.
 -  Jeśli tylko będziesz chciał, to jestem do twojej dyspozycji. - Powiedziałam.
 - Kiedy ?
 - Możesz przyjść po mnie jakoś tak o  17:00 do tego Starbucks'a na Downing Street.
 - Okey. Możesz się mnie spodziewać. - Mruknął po czym wstał i chwycił mnie za rękę.
 - Będę.


Schodziliśmy na dół oboje w dużo lepszych nastrojach. W holu czekała na nas cała czwórka.
 - No, no. - Powiedział Louis. - Co my tu mamy ? Czyżby parę ?
 - No właśnie. Co się działo w tym pokoju ? - Dodał Harry.
Wszyscy się zaśmiali. Na początku nie kojarzyłam faktów, ale po kilku sekundach przypomniałam sobie, że nadal trzymamy się za ręce. Zakłopotana zamrugałam oczami, i odwróciłam wzrok, od rozbawionych przyjaciół.
 - Tak, no bo my właśnie.. - Zaczął Niall.
 - Sobie rozmawialiśmy. - Dokończyłam. - To wszystko.
 - No właśnie. Chłopaki spadajcie. - Horan machnął ręką w stronę pokoju. - Clarie właśnie wychodzi.
 - Oczywiście, że nie będziemy Wam przeszkadzać. Na pewno chcecie pobyć... no wiecie, SAMI. - rzekł Lou z naciskiem na słowo "sami", a chwilę później cała czwórka weszła do salonu i znikła nam z oczu.
 - Przepraszam Cię za nich, nie wiedziałem, że tak im odbije. - Powiedział Niall, z przepraszającą miną.
 - Nie ma za co. Rozumiem.
Chłopak przyciągnął mnie do siebie, i mocno przytulił. Bardzo dobrze czułam się w jego silnych ramionach.
 - No dobra, to ja już idę. Pozdrów ode mnie chłopaków.
Zrobił smutną minkę, ale otworzył mi drzwi.
 - Już za tobą tęsknię.
 - Jeszcze nie wyszłam .- Stwierdziłam z uśmiechem. Podobało mi się to. Pociągnęłam go za rękę, i wyciągnęłam z domu. Staliśmy na ganku, i trzymaliśmy się za ręce.
 - Odprowadzisz mnie? - Zapytałam. 
 - Jasne.

***





Weszliśmy do autobusu, który był tak zatłoczony, że ledwo się mieściliśmy.
Jazda zleciała nam szybciej niż się spodziewałam. Wyszliśmy z pojazdu i szliśmy parkiem. Zamrugałam oczami, i znowu zachwyciłam się Londynem. Dlaczego ja tu wcześniej nie przyjechałam, przecież to takie cudowne miejsce, i takie... znane. W prawdzie pamiętam jak tata zawsze w sobotę po kolacji gdy byłam jeszcze dzieckiem brał mnie na kolana, i opowiadał o przeróżnych krajach. O ich tradycjach, zwyczajach etc. Pamiętam, że cały tydzień nie mogłam się doczekać tego momentu. Były to jednak wspomnienia z wczesnego dzieciństwa, później tata zmienił pracę, i już się go tak często w domu nie widywało.
Rozejrzałam się po parku i stwierdziłam, że już go kiedyś widziałam. Nie na żywo, tylko w jakiejś gazecie, bądź w telewizji, nie pamiętałam.
I wtedy coś błysnęło.
Zamrugałam zdziwiona, po czym spojrzałam w kierunku owego błysku. Stał tam mężczyzna, miał na oko z 30 lat. Był ubrany dosyć na luzie, a w ręku trzymał duży aparat, i już podnosił go by zrobić kolejne zdjęcie. Po chwili zdałam sobie sprawę, że to nam chce pstryknąć fotkę. Nagle poczułam jak Niall mocniej ściska moją rękę.
 - Zaczyna się. - Powiedział, i przyśpieszył kroku.
 - Co ? - Spytałam zdezorientowana.
 - Rozejrzyj się. - Polecił.
Posłusznie wykręciłam głowę, i spostrzegłam jeszcze paru ludzi podobnych do faceta z apatem.
Paparazzi. Nagle Niall stanął, więc i ja to zrobiłam. Jakaś dziewczynka, miała najwyżej 7 lat, stała przed nim, i wyciągała w jego kierunku jakąś małą pogniecioną karteczkę. Chłopak wziął ją, i zapytał..
 - Dla kogo ? - Zapytał z szerokim uśmiechem.
 - Dla... Je.. Jenny. - Wyjąkała dziewczynka. 
 - Już się robi.
Wręczył dziewczynce kartkę.
 - A czy.. mogłabym plosić.. o zdjęcie ?
 - Oczywiście - Zaśmiał się Horan, i przytulił się do dziewczynki, a jej mama pstryknęła im zdjęcie.
Momentalnie na mojej twarzy pojawił się szeroki uśmiech. Po chwili podeszła do nas mama małej.
 - Dziękujemy, naprawdę. Jenny jest waszą wielką fanką. To wiele dla niej znaczy.
 - Nie ma sprawy. - Swobodnie powiedział Niall.

Przed nami ustawił się mały korek ludzi, którzy chcieli autograf. Stwierdziłam, że spóźnię się, więc pomachałam chłopakowi z daleka, i ruszyłam dalej, wyjmując swojego Blackberry i napisałam krótką wiadomość "nie przejmuj się mną, przyjdź o 17:00. Love ya! xx". Wysłałam, i z uśmiechem na ustach ruszyłam dalej.







***

Mam nadzieję że notka w porządku. ;D


//Berry

sobota, 11 maja 2013

26 - "Last First Kiss"








CLARIE ***

Wybrałam numer Niall'a i liczyłam sygnały.
Jeden...
Kurde, miałam nadzieję że zechce ze mną gadać.
Drugi...
Proszę... Niall odbierz.
Trzeci... 
Błagam, podnieś telefon.
Czwarty...
No weź się nie wygłupiaj.
Piąty...
HALO?!
Szósty...
Rozłączyłam się. Nie to nie. Specjalnie nie odbierał. Chciał mnie wkurzyć. Dobra, pomyślałam, muszę wziąć sprawę w swoje ręce.
Stałam przed jego domem. Przeszłam prze ulicę, i stanęłam przed drzwiami chłopaków.
Jezu, pomyślałam. Nie wiedziałam, że to będzie takie trudne. Nacisnąć domofon. Poczułam ukłucie w sercu i zdenerwowanie. No dalej. Zrób to, kazałam sobie. Nie bądź tchórzem!
Wzięłam kilka głębokich oddechów, po czym wyciągnęłam rękę, i zadzwoniłam. Po dwóch sygnałach odezwał się głos Liam'a.
- To ja Clarie. - Przedstawiłam się.
- O cześć! No proszę, wchodź!
Pchnęłam furtkę, i ruszyłam trawnikiem w stronę drzwi.
Po chwili wyszedł Liam, i przywitał mnie.
- Cześć, co cię do nas sprowadza ? - Spytał uprzejmie.
- Słuchaj przyszłam, żeby porozmawiać z Niall'em.
- Coś się stało ? Pokłóciliście się ?
Tylko spuściłam wzrok.
- Okey. - Powiedział chłopak. - Nieważne. Nie moja sprawa.
Przytuliłam się do niego.
- Opowiem ci później.
- Dobra, idź już, ale uważaj, bo on jest jakiś taki nie w sosie dzisiaj.

Chwilę później stałam pod drzwiami Niall'a. Czułam coraz większą pustkę w sercu. I strach. Paraliżujący strach. Przed odrzuceniem. Miałam wielką gulę w gardle. To nie było łatwe, tak jak myślałam.
Wzięłam głęboki oddech. Nagle drzwi się otworzyły, a ja zamarłam z podniesioną w powietrzu ręką by zapukać. Niall spojrzał na mnie, i podniósł brwi.
- Co ty tu robisz ? - Zapytał.
- A.. Bo ja właśnie... amm.
Opuściłam rękę.
- Przyszłam żeby... - Nie dokończyłam.
- Może wejdziesz do środka? - Pokazał ręką wnętrze pokoju.
- No dobrze.
Niall wszedł a mną, i usiadł na łóżku, pokazując wzrokiem miejsce obok siebie.
- Chciałam.. - Nagle poczułam przypływ pewności siebie. - Powiedzieć ci, że cię przepraszam. Za to co ci powiedziałam. Wiem, że tak naprawdę nie jesteś taki. Po prostu spanikowałam, nigdy nie byłam w takiej sytuacji, i .... Powiedz, że mi nie uwierzyłeś.
- No nie powiem, żeby to było miłe, ale .... wiedziałem że nie byłaś sobą, więc nie wziąłem tego do siebie.
- Dziękuję za zrozumienie. Naprawdę, jeszcze raz prze...
Nie skończyłam. Nie zdążyłam. Zamknął mi usta pocałunkiem. To było tak spontaniczne, że nawet nie zdążyłam się zdenerwować. To było takie.. przyjemne. Ale krótkie. Jego usta były lodowate, ale miękkie. 
Ten pocałunek był krótki, ale taki..  długi. Wiem jak to brzmi, ale właśnie tak się czułam.
Po jak dla mnie wieczności oderwaliśmy się od siebie.




***

Okey. Wiem, miała być dłuższa, ale jakoś wyszła taka. Mam nadzieję że się podoba. :)

niedziela, 5 maja 2013

25 - "Same Doubts"




Godzinę później kończyłam ubierać buty w korytarzu, gdy nagle przyszedł Niall z Harry'm.
- Zadzwoń do mnie później, ok? - Zapytał blondyn.
- Jasne. Dam znać jak poszła rozmowa. - Odpowiedziałam mu, po czym pocałowałam go w policzek,i mocno przytuliłam.
- Ej, Bon! Jestem zazdrosny! - Żachnął się Hazza, i udał obrażonego. Skrzyżował ręce na piersi, i patrzył na mnie oburzony.
- Spoko, już Was zostawiam samych. - Odparł Niall, po czym czmychnął po schodach na górę.
Zostałam sama z loczkiem.
- Bonnie? Mogę Cię o coś zapytać?
- Oczywiście, co cię gryzie? - Zapytałam, widząc zmieszanie na jego twarzy.
- Kontaktowałaś się od wczoraj ze Scott'em?
Kompletnie o nim zapomniałam! O kurczę. Pewnie się na mnie obraził, muszę do niego zadzwonić.
- Nie. Jakoś nie miałam do tego głowy. - Odpowiedziałam. - Chyba.. chyba muszę mu to wyjaśnić.
- Bonnie?
- Tak Harry?
- Chcę tylko, żebyś wiedziała, że zawsze możesz na mnie liczyć. Jak byś chciała, to zawsze możesz pogadać, okej?
- Jasne że okej. Wiem...- Przytuliłam się do niego. - ...że zawsze będziesz przy mnie.

 ***


Weszłam do naszego hotelowego pokoju.
- Clarie? Jesteś tu? - Zawołałam.
- Jestem, chyba nie wyparowałam, nie?
Siedziała w "kuchni". Oznaczało to krzesło przy mini lodówce.
- Gdzie byłaś całą noc? - Spytała smutno, i zarazem złośliwie.
- Zostałam u chłopaków. Przepraszam, że nie pobiegłam za tobą, ale Harry mnie zatrzymał.. no i wiesz.. jakoś tak wyszło.
Jej twarz nie wyrażała żadnych emocji. Widziałam tylko podkrążone oczy, i rozmazany tusz do rzęs.
- Nie ma sprawy. Słuchaj, chciałabym pogadać. - Nagle jej twarz wykrzywił grymas smutku. Zamknęła oczy, i po policzku popłynęła kryształowa łza. - O mnie i o Niall'u. To co się wczoraj stało to...
- Ja wiem - Przerwałam jej.
Spojrzała na mnie pytającym wzrokiem.
- On mi powiedział. - Mruknęłam. 
- Ahh... no to.. wszystko jasne.
Podeszłam do niej.
- Ale Clar, ja nie rozumiem. Przecież on ci się podoba. Czemu tak zareagowałaś? - Spojrzałam na nią z troską.
- Ja ... nie wiem..  spanikowałam... ja .. żałuję tego teraz..i.. on się już do mnie nie odezwie. Po tym...  po tym jak mu zrobiłam taką..awanturę... nie....nie będzie chciał mnie znać. - Chlipała.
- Co ty gadasz za bzdury! Pomyśl tylko. Skoro chciał cię pocałować, to chyba mu się podobasz nie? A jak ktoś się komuś podoba, to tak łatwo nie odpuszcza, prawda?
Kiwnęła głową.
- No chyba.. masz rację.. sama nie wiem.
- Ale ja wiem. - Powiedziałam zdecydowanym tonem. - Musisz iść z nim pogadać. I to koniecznie.



****
No i kolejna notka za nami. Mam nadzieję się się podobało ?

//Berry














niedziela, 10 marca 2013

24 - "Shelter"






Szłam w kierunku kuchni, ale zatrzymał mnie głos przyjaciela:
- Chciałem ją pocałować.
Zatrzymałam się.
- Co? - Powiedziałam, odwracając się do niego.
- To co słyszałaś. Chciałem ją pocałować, bo myślałem, że i ona tego chce. I gdy byliśmy już tak blisko, to.. ona mi powiedziała żebym przestał. Spytałem dlaczego. I wtedy ona zaczęła krzyczeć, że jestem flirciarzem, i że pewnie ze wszystkimi tak robię. Że ją czaruję, a potem na pewno zostawię.
- A ty co zrobiłeś? - Spytałam zaszokowana.
- A ja jej powiedziałem, że to nieprawda, i że myślałem że mnie lubi. Powiedziałem też, że jeżeli uważa mnie za takiego debila, to nie mamy o czym rozmawiać. I wtedy weszliście wy. - Wydusił to z siebie na jednym oddechu, i spuścił wzrok.
- BONNIE! - Oboje usłyszeliśmy krzyk Harry'ego z kuchni.
- Zaraz przyjdę! - Odkrzyknęłam, po czym zwróciłam się do Niall'a. - Słuchaj chłopaku, nie przejmuj się tym. Nie wiem czemu tak to ujęła, ale na pewno nie miała nic złego na myśli. .
Nie odpowiedział.
- Czy ktoś jeszcze to wie?
- No Harry. Wydusił to ze mnie wczoraj, jak zasnęłaś. Gadaliśmy chyba do drugiej w nocy.
- W takim razie chodź ze mną. Idę zjeść! - Dodałam widząc jego zdziwioną twarz.
Chwyciłam jego rękę. Weszliśmy do kuchni, i Hazza powiedział:
- No. Widać mam konkurencję. - Uśmiechnął się. Zawsze tak sobie żartowaliśmy.
Podeszłam do niego i dałam mu kuksańca z bok, biorąc do ręki tosta.
- Ogarnij się Styles. Gotowanie ci nie służy. - Po czym dałam mu buziaka w policzek. - Więc, ty wiesz o wszystkim.
- Znaczy o czym?
- No a o czym rozmawialiśmy wczoraj? - Wtrącił się Niall.
- Aaaa. No tak. I co? - Spytał loczek drapiąc się po głowie. - Zamierzasz coś z tym zrobić?
- A co ja mogę?
Usiadłam przy stole, i zaczęłam przysłuchiwać się tej rozmowie, jedząc jajecznicę.
- No nie wiem. - Powiedział Harry. - Może zawalczyć? Wyznać co czujesz?
- Tak, łatwo Ci mówić. Jakoś ty się ostatnio nie popisałeś umiejętnością wyznawania uczuć.
- Nie mam komu. - Styles wyglądał na zdenerwowanego.
- Wczoraj mówiłeś co innego.
- Niall, trzymaj język za zębami.
Wtedy poczułam na sobie spojrzenia całej dwójki.
- Tak. Niech nasz loczkowaty powie w kim się zakochał. - Wściekłam się. Nie wiem dlaczego, ale byłam wściekła.- No? Blondynka czy brunetka? Raczej blondynka, no bo w końcu ty lubisz takie puste plastiki. Pewnie do tego farbowana. Jasne to dodaje tylko sztuczności. Ale co tam? Tobie na tym pewnie nie zależy, nie? Przecież za tydzień i tak zerwiecie. No co tak patrzysz? Taki związek dłużej nie wytrzyma, i oboje to wiemy. Nie udawaj niewiniątka. Pewnie już z nią kręcisz. Mącisz jej w głowie! A potem po dwóch dniach powiesz, że masz inną na oku. Jak zawsze. Ją zostawisz ze złamanym sercem, a sam pójdziesz na balety. Bo ty nie wiesz jak to boli. Być odrzuconym przez kogoś kogo się kocha. Nie wiesz jak się człowiek wtedy czuje. Jak śmieć! Jak coś czym można się pobawić, a potem wyrzucić do kosza. - Mówiąc to coraz bardziej podnosiłam głos. - Nie wiesz jakie to uczucie!
- Wow. - Tylko tak skomentował to Niall. - Ktoś tu jest zazdrosny. - Powiedział cienkim głosikiem.
Spojrzałam na Harry'ego. Miał otwarte usta, ale nic nie mówił.
- To może ja was zostawię. Proszę porozmawiaj z nią. - Poprosił mnie Horan na ucho.
- Jasne.
Gdy blondyn już wyszedł, podeszłam do Hazzy.
- To prawda? - Zapytałam. - Masz kogoś?
- Nie. Niall tak tylko gada. Nie słuchaj go. - Był zawstydzony.
- Nie.. Ja, ja przepraszam. Poniosło mnie. Powiedz mi, nie chciałam na ciebie nakrzyczeć.
- Serio. Podoba mi się jedna dziewczyna, ale ona jest zajęta. Nie zechce mnie. - Powiedział.
Popatrzyłam mu w oczy. Nie wiem czemu, ale mi ulżyło. Łatwiej było mi przyjąć do wiadomości, że i tak z nią nie będzie. To było o wiele znośniejsze, niż możliwość, że będę się musiała z nim kimś dzielić. Mimo to, chciałam, żeby był szczęśliwy.
W gruncie rzeczy, to sama mogłabym być jego dziewczyną. Leżelibyśmy sobie, gadali, może całowali. Scott nie miał dla mnie czasu. Ciągle mu coś wypadało. A on był cały czas przy mnie. Zazdrościłam tej dziewczynie.  Strasznie jej zazdrościłam.





****
No i kolejna notka. Jest dużo odwiedzin, tylko komentarzy i opinii ciągle mało. Ale jakoś żyję. Wiem przynajmniej, że ktoś to czyta. Następny wpis powinien pojawić się przez moimi urodzinami czyli 24 marca. Postaram się wrócić do piątkowej rutyny, na ile będzie mi pozwalała na to szkoła. Wpis może być co drugi, trzeci piątek. Zobaczymy, jak to będzie.
Buziaki

//Berry



wtorek, 26 lutego 2013

23 - "One Way Or Another"



***BONNIE

Obudził mnie dźwięk tłuczonego szkła. Przetarłam oczy ręką, i rozejrzałam się po pokoju, który na pewno nie był mój. Byłam przykryta jakimś brązowym kocem. Niedaleko mnie stał telewizor. Gdzieś w oddali musiała być kuchnia, bo słyszałam jak ktoś myje naczynia. Nagle mój wzrok padł na karteczkę leżącą na stoliku obok łóżka.

"Wyszedłem na małe zakupy - niedługo będę. Czuj się jak u siebie ;D
 -Hazza"


Więc wstałam, i ruszyłam w kierunku dźwięku. Po chwili dostrzegłam postać, stojącą przy kuchence.
- No. Wstała księżniczka, nareszcie. Jak się spało? - Zapytał Niall, który jakby odzyskał dobry humor.
- A wiesz, ze dobrze? - Szeroko się do niego uśmiechnęłam.
- Chcesz coś do picia?
- Nie dzięki. - Postanowiłam zapytać o co im wczoraj chodziło. - Ej Niall... mogę mieć pytanko?
- Jasne. Pytaj o co chcesz. - Teraz to on wyszczerzył się do mnie.
- O co wam wczoraj poszło? Pokłóciliście się czy co? Znaczy ty i Clarie? - Wiedziałam, że nie powinnam zadawać tego pytania już gdy otworzyłam usta, żeby je wypowiedzieć. Jego twarz natychmiast stężała, i spojrzał na mnie, z ogromnym... bólem? Tak. W jego oczach właśnie tak to wyglądało.
- Jej zapytaj. Może ci wyjaśni. Ja.. sorry Bonnie, ale nie mam ochoty o tym teraz rozmawiać.
Wiedziałam, że jeżeli chcę dalej mieć w nim przyjaciela, to muszę skończyć ten temat.
- Okey.. nie ma sprawy. - Szybko zmieniłam temat. - Niall słonko, powiedz mi która jest godzina?
- W pół do dziesiątej.
- A kiedy Harry wyszedł?
- Jakieś pół godziny temu. Powinien zaraz tu być. - Spojrzał na zegarek. W jego oczach nadal dostrzegałam ból. Niepotrzebnie zaczynałam ten temat.
- Och to dobrze. Umieram z głodu!
W tym momencie usłyszałam trzask otwieranych drzwi frontowych, i po chwili w kuchni pojawił się Hazza obładowany siatkami. Nie wiem dlaczego, ale tak mnie ucieszył jego widok, że gdy tylko odłożył zakupy rzuciłam mu się na szyję.
- Harry! No jesteś nareszcie! - Przytuliłam go mocno, a on to odwzajemnił. Usłyszałam jego cichy śmiech dobiegający gdzieś z góry. No tak. Był ode mnie wyższy o głowę. Wtuliłam się w jego kurtkę, która tak cudownie pachniała, i poczułam jak moje stopy odrywają się od ziemi, gdy delikatnie mnie podniósł. Teraz nasze twarze były na tej samej wysokości. Nie wiem dlaczego, ale miałam straszną ochotę go pocałować. Zaraz zaraz... Bonnie! Opamiętaj się! Masz chłopaka!
- Cześć mała. - Rozbrajający uśmiech. Gdybym stała, na pewno kolana by się pode mną ugięły. Czułam, że się czerwienię, i spuściłam głowę. Harry postawił mnie. Zza pleców usłyszałam głośne:
- Uuuuuuuuuuu. - Cała sytuacja rozgrywała się na oczach Niall'a, który był widać zaskoczony. To musiało dziwnie wyglądać.
- Och zamknij się Horan, i jedz kanapkę. - Mruknął Harry, na co blondasek zaczął się śmiać.
- Może ja was lepiej zostawię. - Opowiedział, i poszedł do salonu, po czym usiadł na kanapie. Nie włączył telewizji. Po prostu siedział, i gapił się w przestrzeń.
- Nie. - Zaprzeczyłam, i odsunęłam się od Styles'a. - Ej zrobisz mi coś do jedzenia? Zjadłabym konia z kopytami.
- Jasne, poczekaj 10 minut - Powiedział loczek, i pocałował mnie w czoło. Nigdy nie zapomnę, dotyku tych malinowych miękkich ust. Mmmmmm.....Kurde kobieto! Opamiętaj się! Scott! Myśl o Scott'cie!

Usiadłam na kanapie obok Niall'a. Nic nie mówiłam - nie wiedziałam jak zacząć. Chciałam go jakoś pocieszyć, widziałam jak cierpiał. Tylko jak mogłam cokolwiek mu poradzić, jak nawet nie wiem o co im poszło?
- Niall... Proszę.. Nie bądź taki smutny.  - Odezwałam się po 10 minutach milczenia.
Nic nie odpowiedział.
- Proszę. Wydawało mi się, że się dobrze dogadujecie?
- Chyba "dogadywaliśmy" ... po tym co powiedziała, to wątpię, żebyśmy mogli to kontynuować
Więc siedzieliśmy. W ciszy. O moje uszy obijało się tylko oddalone gwizdanie Harry'ego smażącego jajecznicę. Nie czuliśmy się niezręcznie nic nie mówiąc. Było nam dobrze, tak jak było. Po prostu wiedzieliśmy, że obok jest ktoś. Ktoś godny zaufania. I może Horan'ek nie był mi w stanie jeszcze o tym powiedzieć, może jeszcze za wcześnie. Może rany jeszcze się nie zagoiły. Rozumiałam go. W ogóle z blondynkiem dogadywałam się zupełnie inaczej. Jego nie traktowałam jak chłopaka, tylko raczej jak brata. Był kimś kogo nigdy nie miałam. Znał moje sekrety. Tylko on z całej piątki wiedział dlaczego przyjechałam do UK. Nikt inny nie pytał. Zresztą... pewnie i tak bym nie powiedziała.
Wiedziałam, że pomaga mu moja obecność.Bo ja czułam to samo. Jak miałam zły humor, to zawsze szłam do niego. Sam widok tych niebieskich bystrych oczu mnie uspokajał. Czułam się bezpiecznie. Wiedziałam, ze mogę na niego zawsze liczyć. Dlatego było mi trak ciężko patrzeć na jego ból. Jezu, jego dziewczyna to będzie miała naprawdę szczęście. Dwa dni temu powiedział mi, że chyba czuje coś do Clarie. ze jest zupełnie inna jak wszystkie. Co ona mogła mu powiedzieć, że aż tak go to zraniło?
- Niall... posłuchaj. Nikt mi nie powiedział o co wam poszło, ale chcę żebyś wiedział jedno. Cokolwiek Ci powiedziała, to nie bierz tego do siebie. Ona... czasami mówi rzeczy których nie chce. I w ogóle o tym nie myśli.
- Naprawdę? - Zapytał Horan. Zobaczyłam iskierkę nadziei w jego oczach.
- Naprawdę. - Potwierdziłam, i pocałowałam go w policzek. - Nie martw się. Będzie okey, pogadam z nią.Dobra idę jeść. A ty się uśmiechnij słonko.
- Dziękuję Bonnie. Jesteś kochana. - Wstał i mocno mnie przytulił. - Naprawdę dziękuję.
- Nie masz za co głodomorku.



***
Helloł. Znowu kolejna notka, ostatnio przybyło odwiedzin, ale komentarzy ciągle bark.. ): Zlituje się ktoś? Buziaki

//Berry







poniedziałek, 11 lutego 2013

22 - "Back"






Myślałam, ze skoro poszli się zabawić to WSZYSCY. Jednak moje przypuszczenia znowu mnie zawiodły.
Weszłam do salonu, i zauważyłam Niall'a i Clarie siedzących na kanapie, i oglądających coś w TV. Oboje wyglądali na złych. Nie wiedziałam co się dzieje. Spojrzałam zaskoczona na Hazzę, ale ten też był zaskoczony ich minami.
- Ej. Wszystko w po...- Zaczęłam ale urwałam, ponieważ Clarie wstała, i szybkim krokiem wyszła z pokoju.
Poszłam za nią, i gdy znalazłyśmy się w korytarzu, postanowiłam znowu spróbować.
- Hej Clarie, co się stało? - Zapytałam.
- Później. - Szybko ucięła rozmowę, szybko spoglądając na coś, lub kogoś znajdującego się za mną. Odwróciłam się. Stał tam Harry. Cały czas miał zdziwioną minę.
- Niall nie pożegnasz się z koleżanką?- Krzyknął po chwili , patrząc jak Claire chwyta klamkę.
Ale blondyn tylko prychnął, i czmychnął po schodach na górę.
Spojrzałam zaskoczona na Styles'a. Ten pokręcił głową, i powiedział bezgłośne "Nie rozumiem".
Miałam już ruszyć za przyjaciółką, ale chłopak chwycił mnie za rękę.
- Bonnie, daj spokój. Niech ona ochłonie. Pewnie pokłócili się o jakąś pierdołę, jak zwykle. Jutro znowu się pogodzą.
- No... okey.. W sumie to mogę jeszcze jeszcze zostać, jeżeli to nie problem.
- Co ty gadasz?! Oczywiście zapraszam. Niestety będziemy tylko ty i ja, bo jak widać Horanek do nas nie zejdzie, a inni są w klubie, więc...
- Nie ma sprawy. I tak nie mam ochoty na nic wiesz... głośnego, i krzykliwego. Trochę spokoju dobrze nam zrobi. Bo wiesz, jak oni by tu byli... to byłoby chyba niemożliwe.
Harry przytaknął, i ruszyliśmy w stronę salonu.


***Z perspektywy Harry'ego

Patrzyłem na nią bezgłośnie. Była taka piękna, taka... taka... niesamowita - to chyba dobre określenie. Mógłbym tak siedzieć, i podziwiać ją godzinami. Pewnie nigdy by mi się to nie znudziło. Szkoda tylko, że miała chłopaka. Tak, wszystkie fajne są zawsze zajęte. Ale Bonnie nie była jak wszystkie. Była absolutnie wyjątkowa. Ten sposób w jaki się poruszała, jak przerzucała włosami, jak patrzyła na mnie.
Oglądaliśmy "Pamiętnik". Leciał właśnie. Gdy doszło do finałowej sceny, zauważyłem łzy w kącikach jej oczu, które po chwili popłynęły po zaróżowionych policzkach. Mimowolnie przyciągnąłem ją do siebie, i otarłem łzy. Ona wtuliła się we mnie, kątem oka patrząc na ekran.
- To takie.... smutne, a zarazem... piękne. - Wyjąkała.
Wyobrażałem sobie, że jakimś cudem zrywa ze Scott'em, i jest ze mną. Że przytulam swoją dziewczynę, a nie przyjaciółkę. To było raczej niemożliwe w tym przypadku - ale nikt nie zabrania marzyć.
- Tak. Też lubię ten film. - Powiedziałem. Wiem, genialne.
Film się skończył, i siedzieliśmy w tej pozycji jeszcze jakiś czas. Po około dwudziestu minutach zorientowałem się, że Bonnie śpi. Ostrożnie, by jej nie obudzić, położyłem ją na kanapie, i przykryłem jakimś kocem, który był w pobliżu.
Popatrzyłem tak na nią chwilę, po czym zdecydowałem się iść do kuchni po coś do picia. Wtedy usłyszałem wibracje, wydobywające się z torebki mojej przyjaciółki. Zastanowiłem się, czy wypada spojrzeć kto dzwoni. W końcu chwyciłem torebkę i wyjąłem białego iPhone'a Bonnie. Ze zdjęcia spoglądał na mnie uśmiechnięty Scott. Szybko nacisnąłem "Odrzuć". Zauważyłem również 5 smsów. Niestety telefon był  zabezpieczony kodem, którego nie znałem. Jeden z nich zaczynał się Bonnie! Gdzie jesteś? Czekam już 10 minut? Czemu nie... reszty nie dane mi było zobaczyć. A spierdzielaj debilu! Ona czekała na ciebie godzinę!, pomyślałem. Po czym schowałem urządzenie tam gdzie było, i zgasiłem światło.




****
Wiem... zawaliłam, długo nic nie dodawałam. Mam nadzieję, że ten rozdział przejdzie (:

//Berry


czwartek, 27 grudnia 2012

21 - "Beautiful Day"


***BONNIE


Szłam Baker Street, i zastanawiałam się czy bardzo będę się nudziła, na tym filmie....
Kogo ja oszukuję? Bałam się jak cholera! Właściwie byłam przerażona! W Stanach nigdy nie chodziłam na horrory, to był temat tabu. Jak Scott zaproponował mi to wyjście, to bardzo chciałam umieć mu odmówić. Jednak coś mi nie pozwalało. Przy nim czułam się inaczej, bałam się, że mu się coś odwidzi, i że przestanie mnie lubić. Nie chciałam go stracić.
Stanęłam niedaleko miejsca naszego spotkania, ale Scott'a jeszcze nie było więc wzięłam telefon, i wybrałam numer do Harry'ego. Od jakiegoś czasu, to on był mi najbliższy, poza Clarie rzecz jasna.
- Hey Bonnie, co tam? - Odebrał po pierwszym sygnale, ale jego głos nie był zbyt wesoły.
- Cześć Harry, masz chwilkę?
- Jasne. - Nie było to powiedziane z większym entuzjazmem. - O co chodzi?
- Mógłbyś... - Nie wiedziałam, co powiedzieć. - .. hmm.. no.. gdzie jesteś?
- A z chłopakami na mieście. A ty przypadkiem nie masz randki? - Zdawał się zirytowany. Nie wiedziałam o co mu chodzi.
- Scott się spóźnia, więc, jak na razie to nie. - Zaczynało mi się robić trochę zimno, bo wieczór był, wyjątkowo chłodny, a ja miałam na sobie tylko jakąś bluzkę, z krótkim rękawem. Zastanowiło mnie jak Harry dowiedział się o mojej randce. - A skąd ty taki poinformowany?
- Od Clarie. A gdzie idziecie?
- Mieliśmy do kina, ale na horror, więc strasznie się boję. N...nie lubię t.. takich filmów. - Zaczęłam szczękać zębami z zimna.
- Ej, aż tak się boisz, czy Ci zimno? - Zaśmiał się.
- I to i to. - Stwierdziłam.
- Czekaj, a gdzie jesteś? Tzn na jakiej ulicy?
- Baker Street.
Rozłączył się. Ej! Tak się nie robi. Ja tu chciałam pogadać, żeby mnie jakoś pocieszył, a on się rozłącza.
Nagle poczułam jak ktoś zasłania mi oczy.
- Scott? Spóźniłeś się.
- To nie Scott, Bonnie. -Poznałam ten głos od razu.
- Harry?! Jasna cholera, a ty tu skąd?
- A byliśmy ekipą niedaleko, a ty wspominałaś, że Ci zimno. - Mówiąc to, podał mi swoją skórzaną kurtkę.
- Kurcze, nie trzeba, Hazza...
- Trzeba, trzeba! - Przerwał mi. - A teraz, zbierajmy się stąd.
- Ale ja nie mogę. - Zaprzeczyłam. - Idę ze Scott'em do kina. - Zrobiłam smutną minę, bo szczerze mówiąc, chętnie bym z nim poszła. Gdziekolwiek.
- Tak? A widzisz go gdzieś w pobliżu? Bo ja nie bardzo. - Odparł. Poczułam, że jeszcze parę argumentów, i się zgodzę. - Zresztą, chcesz iść gdzieś z facetem który się spóźnia na randkę, którą sam zaproponował? No co? - Dodał szybko, widząc moją zdziwioną minę. - Ty raczej byś nie wyskoczyła z propozycją, pójścia na horror.
- No też prawda. - Podjęłam decyzję.
I w tym momencie lunął deszcz. Z całą mocą. Po minucie zrobiliśmy się cali mokrzy. Loczek chwycił mnie za rękę, i razem zaczęliśmy biec poprzez mokry Londyn. Nie wiedziałam gdzie. Nie obchodziło mnie. Po prostu rozkoszowałam się chwilą, gdy nie myślałam o niczym. O rodzicach, o szkole, o moim chłopaku. Wtedy Harry stanął, i najzwyczajniej w świecie zaczął się śmiać. Głośno i wyraźnie. Na ulicy nie było nikogo, oprócz nas. Spojrzał na mnie, i po chwili kopnął kałużę, która prysnęła na jego pożyczoną kurtkę, mocząc mi jedyne suche nitki. Wtedy stało się coś, czego bym się nie spodziewała - zaczęłam się śmiać razem z nim. Deszcz lał się na nas strumieniami, a ja nie dbałam o nic. Ani o torebkę, która przemokła i pewnie zmoczyła mój telefon, ani o to, że woda zniszczyła moje idealnie wyprostowane włosy, tyko w takiej postaci tolerowane przez Scott'a, które teraz falowały się lekko, ani nawet o to, że zamiast na randce, z kimś na kim mi zależało, chlapię się wodą z przyjacielem, nie dadząc nawet znać, że mnie nie będzie. Po prostu cieszyłam się tą chwilą, kiedy mogłam po prostu być sobą. Nie musiałam przywoływać na twarz tego codziennego sztucznego uśmiechu, bo teraz był prawdziwy. Na mojej twarzy nie było ani grama maski dziewczyny szczęśliwej, którą przyjmowałam zawsze rano, dla świętego spokoju. Można tam było dostrzec jedynie nastolatkę, która cieszy się chwilą.
Harry ponownie chwycił mnie za rękę, i pomknęliśmy do domu. Chłopak szybko wpisał kod do furtki, i po chwili byliśmy już w przedpokoju. Z głębi domu słychać było głosy dwóch osób. Spojrzałam pytająco na Styles'a.
- Bonnie i Nialler.
Zdziwiłam się.


***

Hey kochani, postanowiłam już nie wracać do tego co było. Zaczynamy nowy rok, wszystko będzie inne. (:
Chciałam złożyć Wam jak najserdeczniejsze życzenia, z okazji zarówno Bożego narodzenia, jak i Nowego Roku. Chciałabym, żeby ten rok 2013 był dla Was rokiem zmian. Oczywiście na lepsze (: Hey przeżyliśmy koniec świata! To coś oznacza, nie?
Okey, ale tak na serio, pewnie większość z Was wie, a jak nie to powiem, że w wigilię, to jest 24 grudnia, nasz kochany Louis Tommo Tomlinson miał 21 urodziny. Chciałam z Wami się podzielić, moimi ulubionymi momentami, z życia tego cudownego chłopak, dlatego przygotowałam coś w rodzaju komiksu z właśnie naszym fanem marchewki (: Miłego oglądania.

Reakcja Lou na wiadomość, że KEVIN WRÓCIŁ:

Gdy dowiaduje się, że chodzi o "Kevin sam w domu"










Moje ulubione:





Happy B'Day Tommo <3 ^^

//Berry














czwartek, 6 grudnia 2012

Sorry

Nie wiem jak mam Was prosić. To naprawdę dla mnie ważne, a widzę ile odwiedzin mam wpisu. Niewiele, ale zawsze. A z kolei komentarzy zupełnie brak!
Postanowiłam, że jak na razie blog nie będzie funkcjonował. Jak zobaczę, chociaż 3 komentarze i 5 opinii to będzie dalej działał. Ja chcę wiedzieć,że piszę to dla kogoś, że ktoś to wgl czyta, poza mną. A jak nie ma ani opinii, ani komentów, to serio odechciewa mi się czytać.
Wy po prostu wchodzicie, wychodzicie, i nic. Nie zostawiacie śladu.
Wiele blogów, gorszych od tego ma o wiele więcej komentarzy. TO jest efekt.
Sami zdecydujcie, czy chcecie poznać dalsze losy Bonnie, i Clarie.

A już zaczynało być ciekawie...

//Berry

piątek, 23 listopada 2012

20 - "Lazy? No. Just slow"






Po dwóch godzinach nieobecności reszty, postanowiłam wcielić mój plan w życie. Zostawiając włączony telewizor, ruszyłam do kuchni.
Gdy otworzyłam lodówkę, aż otworzyłam usta ze zdumienia. Ile tam było żarcia! Starczyłoby na ze trzy lata. Wzięłam co się dało i obładowana na całego wróciłam do salonu. Siadłam jak królowa przed telewizorem, i zaczęłam się obżerać. Po paru minutach usłyszałam dźwięk tłuczonego szkła, i przypomniałam sobie, że na górze jest Niall. Pamiętałam jak Danielle powiedziała " Zajrzyj czasem do tego głodomora".
Postanowiłam, że to zrobię. Wstałam, i poszłam w stronę schodów. Było one strome, ale nie aż tak, żeby spaść. Gdy doszłam na samą górę, trafiam na długaśny korytarz, pełen przeróżnych drzwi. Kolejny raz uderzyło mnie jaki ten dom jest wielki. Ruszyłam przed siebie. Pierwsze drzwi po prawej wskazywały na pokój Zayn'a, wisiała tam karteczka z napisem "I am sex God". Zaczęłam się śmiać. Następne drzwi były chyba Louis'a, wnioskując po wielkiej narysowanej na nich marchewce, i napisem "I love carrots". Potem był pokój Harry'ego. Drzwi były po prostu białe, ale na samym dole w prawym roku widniała liczba 69 napisana jakimś mazakiem. Przedostatnie należały do Liam'a. Nie było na nich nic, kompletnie nic. A ostatnie należały do Horan'a. Była na nich namalowana wielka flaga Irlandii. Podeszłam tam na palcach, i nasłuchiwałam. Nic. Podeszłam jeszcze bliżej, i przyłożyłam ucho do drzwi. Teraz usłyszałam ciche dźwięki gitary. Zapukałam.
- Wchodź Clarie. - Zdziwiłam się, że wie o mojej obecności. Ale zaraz pomyślałam, przecież jest XXI wiek, mogli mu zwyczajnie napisać sms, lub zadzwonić. Westchnęłam, i weszłam do pokoju.
Ściany były bardzo jasno zielone, a większość mebli biała. Na łóżku siedział Niall, i trzymał gitarę. Przypomniała mi się Bonnie.
- Hey, wszystko w porządku? Słyszałam jakby się coś tłukło.
- Nie, wszystko okey. To tylko szklanka, nieważne. - Spuścił wzrok. - Może usiądziesz? Chyba jeszcze nie byłaś w tym pokoju.
Usiadłam na jego łóżku, i przyglądałam się jak gra. Mogłabym tak siedzieć, i słuchać godzinami. Jego palce delikatnie muskały struny. Po chwili nic nie mówienia, spojrzał na mnie, i uśmiechnął się. Odwzajemniłam uśmiech.
- Długo grasz? - Zapytałam.
- No... - Zamyślił się. - Będzie już ze 10 lat. Ale dużo mi jeszcze brakuje.
- Żartujesz?! Jesteś świetny! Ja w dzieciństwie marzyłam, żeby grać chodź w połowie, tak dobrze jak ty.
- To ty grasz? - Był zdziwiony.
- Nie.. Ale zawsze chciałam się nauczyć.
Zmrużył oczy.
- Tak? No to chodź tu.
Przysunął się do mnie, i po chwili trzymałam w ręku gitarę, a on siedział obok. Chwycił delikatnie moje palce, i przesunął je po strunie.
Siedzieliśmy tak, ze dwie godziny. On mnie uczył, a ja rozumiałam coraz więcej. Po tym czasie potrafiłam już zagrać prostą melodię. Byłam mu wdzięczna, że poświęcił mi tyle czasu, że zawsze jak się myliłam, to cierpliwie tłumaczył mi jeszcze raz. Czasami odwracałam głowę, i patrzyłam, w te błękitne oczy, które tak bardzo przypominały barwę bezchmurnego nieba. Dużo się śmialiśmy.
Gdy już zaczynały mnie boleć palce, Niall delikatnie odsunął mnie od siebie.





***

Bez komentarza.






piątek, 16 listopada 2012

19 - "Something special"





***BONNIE

Pogodziłam się  z Clarie, dokładnie dwa tygodnie temu. Od tamtego czasu, jest dobrze. Nie kłócimy się prawie w ogóle. Jeśli jednak do czegoś dochodzi, to zawsze jedna z nas odpuszcza. Nie chcemy powtórki, z tego co było. Za dwa dni będziemy pierwszy dzień w nowej szkole. Chłopaki bardzo nam pomagają. Powiedzieli, że będziemy chodzić do jednej klasy. Bardzo często się z nimi widzimy. Zawsze jak mamy jakiś problem, to wiemy że możemy do nich pójść.
Dzisiaj jestem umówiona ze Scott'em. Właściwie to jesteśmy parą. Zaciąga mnie do kina na jakiś horror. Na początku nie za bardzo uśmiechała mi się wizja siedzenia półtorej godziny w ciemnej sali, do tego jeszcze musząc oglądać coś przerażającego. To były bardziej klimaty Clarie. Czekaj Bonnie? A może zabrać by ją tak ze sobą? Nie. nie mogę, to przecież randka. Na randki nie ciąga się przyjaciółek. Poza tym, z tego co wiem, to spotyka się dzisiaj z chłopakami. W ogóle ostatnio dużo czasu spędzamy razem z nimi.
Ruszyłam w stronę naszego małego pokoiku, po raz kolejny martwiąc się co będzie jak już nas stąd wywalą. Co prawda Scott mówił, że może nas u siebie przenocować, ale przecież on nie mieszka sam. Ma rodziców, i o ile wiem młodszą siostrzyczkę. Nie będziemy mu się wpraszać.
W saloniku znalazłam moją przyjaciółkę.Siedziała, i gapiła się w telewizor.
- Hey mała, spotykasz się dzisiaj z chłopakami? - Zapytałam, podnosząc ze stolika jakieś kolorowe pismo.
- Tak, ale dopiero za pół godziny, wyjdziemy razem. A tak właściwie to gdzie Cię zabiera ten twój "chłoptaś"? - Mocno zaakcentowała ostatnie słowo. Mimo przejścia naszej kłótni do historii, cały czas nie mogła się pogodzić, że z nim chodzę.
- Do kina. A wy co macie zamiar robić, przez cały wieczór?
- A nie wiem. Pewnie obejrzymy coś na DVD jak zazwyczaj, lub wyjdziemy gdzieś na miasto. W każdym razie... - Dodała. -..wolę iść do nich, niż kolejny wieczór spędzić sama. Tym bardziej, że "on" Cię gdzieś zabiera.
Odłożyłam gazetę.
- Clarie, proszę. Nazywajmy rzeczy po imieniu.
- Dobra dobra. - Przyjaciółka wstała, i razem poszłyśmy się przebrać. Ona założyła TO  a ja  TO. Liam dzwonił do mnie, żebym ubrała jakieś dresy, i tyle. Nie warto się stroić.

*** CLARIE

Bonnie poszła w  swoją stronę, a ja w swoją. Co jak co, ale dzisiaj  moja przyjaciółka wyglądała nieziemsko. Ten Scott to prawdziwy szczęściarz. Chociaż nadal nie lubię go za bardzo, to nie mogę za bardzo nic nie mogę zrobić, nie chcę robić jeszcze jednej awantury.
Pchnęłam furtkę, i po chwili znalazłam się w domu chłopaków. Zapukałam trzykrotnie i zaczęłam nasłuchiwać. Nagle w drzwiach pojawił się Louis.
- Cześć Clarie. Wchodź! - Wskazał ręką na głębię domu. - Ja idę do kuchni, ale reszta jest w salonie. Szykują się.
- Szykują? A gdzie?  - Zapytałam zdziwiona, ale Lou już nie było.
Weszłam do salonu. Pierwszy zauważył mnie Liam.
- O hey C. - Czasami tak na mnie mówił. - Co tam u Bonnie? Dawno u nas nie była.
- Aaa dobrze. Znaczy.. jest na randce ze swoim facetem. - Zauważyłam że Harry wyszedł z pokoju. - A wy gdzie wszyscy idziecie?
- A wiesz. Jest sobotni wieczór, a nas nudzi siedzenie w domu, więc idziemy do klubu.
Tak. Byłam zaskoczona.
- Ahh. No okey. - Gdybym wiedziała, że wybierają się na imprezę, to inaczej bym się ubrała. Chciałabym zrobić wrażenie na jednej osobie, ale to nie byłby mój priorytet. Szukałam go wzrokiem, ale nigdzie nie widziałam tej charakterystycznej blond czupryny. Podeszłam do nich, pociągnęłam Liam'a za łokieć, i zapytałam półgłosem.
- A gdzie Niall?
- A wiesz... on... - Zawahał się. -  Źle się czuje. 
Coś czułam, że kręci.
- No ok. A co ty dzisiaj z tym telefonem? Mówiłeś, żebym się ubrała na luzie, a nie na imprezę.
Chłopak był wyraźnie zakłopotany. Nagle zawołała go Danielle, i nie odpowiedział. Ale nie mogłam pozbyć się wrażenia, że jak odchodził, to westchnął z ulgą. Może po prostu nie chciał, żebym z nimi poszła. A może wszyscy nie chcieli? Zrobiłam coś źle? Kurde.
- No to co? Mam teraz wracać? - Zapytałam właściwie sama siebie.
- Nie możesz! - Krzyknęła nagle Danielle. Ale zaraz potem jakby oprzytomniała, i gdy napotkała srogie spojrzenie Lou, natychmiast spuściła głowę. - Chodziło mi o to że..hmm. no..nie musisz. Zostań u nas, pooglądaj sobie telewizję..co tam tylko chcesz. Może....mhmmm...zajrzyj do tego głodomora czasami.
Postanowiłam, że za karę, że mnie nie chcą,  zrobię sobie wbrew, i zostanę.
- Taak. W sumie, to nie chce mi się wracać już.
A gdy już wychodzili krzyknęłam tylko na odchodnym:
- Opróżnię Wam całą lodówkę!



***

Kochani (?)
Notka krótka, ale  to dlatego, że chyba już nikt tego nie czyta. Nie ma ani opinii, ani komentarzy, więc..  po co pisać jak tu nikt nie zagląda??




piątek, 9 listopada 2012

18 - "Again"











***BONNIE

Siedziałam przed telewizorem dobre dwie godziny, ale gdyby mnie ktoś zapytał co teraz leci, za nic nie umiałabym odpowiedzieć. Patrzyłam nieprzytomnie w duży czarny punkt, na którym ruszały się obrazki. Nic szczególnego, nic co wymagałoby mojej uwagi. Włączyłam je tylko po to, żeby coś słyszeć. Żeby nie zostać sama w ciszy. Wtedy na pewno moje myśli powędrowałyby do kłótni z Clarie. A tak, przynajmniej nie myślałam nic. Po prostu się wyłączyłam. Nie ruszając nic w TV wstałam, i wyszłam na balkon. Oparłam się rękami o barierkę, i podziwiałam to niezwykłe miejsce w którym się znalazłam. Tu nie było tak jak w Los Angeles. Tu wszystko było bardziej uporządkowane, rygorystyczne.
Byłyśmy w kropce. Kończyły się pieniądze. Zapłaciłam z góry, a za dwa tygodnie zaczynała się znowu szkoła. Jesteśmy tu już dwa miesiące, kończą się wakacje. Szczerze? Nie wiem co będzie potem. Czy będziemy chodzić do szkoły, ale spać pod mostem?
Wtedy w samochodzie, nie zaczęłabym tego tematu o mieszkaniu z chłopakami, ale nie widziałam co mam robić. Teraz zresztą nie wiem. Bałam się momentu w którym będziemy musiały opuścić to miejsce. W pewnym sensie zaczęłyśmy już czuć się tu jak u siebie. Patrzyłam przez balkon jeszcze krótką chwilę,
Wtedy zobaczyłam dziewczynkę. Miała max. 7 lat. Szła za rączkę z mamą. I wtedy poczułam taki niewyobrażalny ból, o jakim nigdy nawet nie myślałam. W jednej chwili wszystko było okej, a w drugiej moje serce rozpadało się na kawałki. To było silniejsze, od jakiegokolwiek uczucia związanego z Clarie. Zadałam sobie sprawę, że już nigdy w życiu nie przytulę mamy. Nigdy nie powiem jej, jak bardzo ją kocham. Nigdy nie podziękuję za to wszystko, co dla mnie zrobiła. Nosiła mnie w sobie przez 9 miesięcy, zostawała ze mną, kiedy miałam gorączkę, chodziła ze mną do lekarza. Była zawsze przy mnie. A teraz? Bez niej nie mam nic. Nikogo. Dziadków w ogóle nie pamiętam - odeszli jak byłam mała. Kojarzę tylko z fotografii. Rodzice zawsze powtarzali, że bardzo mnie kochali. Co do babci, to jedna mieszkała za granicą, w Grecji, a druga niby nie tak daleko, ale też za często jej nie widziałam. Z babcią Greczynką, widziałam się raz do roku, jak szczęście sprzyjało. Ale nawet wtedy, kiedy w końcu przyjeżdżała do Stanów, to te wizyty nigdy nie były takie jak bym chciała. Jej chodziło tylko o dobre paznokcie, i brwi. Nigdy nie czułam, że przyjeżdża do rodziny, zawsze miała w tym swój cel. Od lat powtarzała, że wraca do US. Jednak, nigdy nic z tego nie wyszło. Tam miała wszystko za darmo. Lekarstwa, prace, po prostu łatwiejsze życie. Tu miałaby na głowie rodzinkę, którą czasami trzeba odwiedzić, i ...syna alkoholika. Tak. Mój ojciec nie był jedynakiem. Ma brata, młodszego. Gdy byli bardzo mali, rodzice się rozwiedli. Ojciec poszedł w swoją stronę, a matka w swoją. Chłopcy zostali przy jej boku. Jednak z ojcem tata się widywał. Raz w tygodniu, ale zawsze coś. Tak naprawdę, to ojciec nauczył go wszystkiego. Jak żyć. Mieli super kontakt. Tylko, że... on wkrótce odszedł. A matka wyjechała do Grecji. Z batem taty stało się coś strasznego. Nie wiem do końca jak to było, ale.. zrobił się inny. Zaczął pić, i tak mu już zostało. Nie był w stanie zarobić, nigdy nie znalazł pracy. Nigdy nie lubiłam się z nim spotykać. Zresztą z z babcią tak samo.
Pomyślałam o tym co mam teraz. Przyjaźń nigdy nie była dla mnie najważniejsza. Zawsze znalazł się ktoś kto wszystko psuł. Jak jeszcze byłam w gimnazjum marzyłam, o takiej prawdziwej, szczerej więzi z jakąś osobą. Ale gdy spotykałam kogoś, to zawsze coś musiało nie wypalić. Tak, widziałam w tym swoją winę. Ale zawsze starałam się być fair. Z czasem, nie było to już priorytetem, zeszło na dalszy plan. Dopiero Clarie, rozumiała mnie tak jak chciałam być rozumiana. To była prawdziwa przyjaźń. Nie wiem, jak mogłam jej to zrobić. Muszę to jakoś naprawić, muszę.

***BONNIE

Powiedziałam Liam'owi WSZYSTKO. Bez najmniejszego ominiętego szczegółu. Wyjawiłam mu wszystkie tajemnice. Poszliśmy na długi spacer, a Borys chyba się wybiegał. Czułam się o niebo lepiej, niż przedtem. Liam poradził mi, żebym porozmawiała z Clarie. Powiedział, że od razu widać, że się dobrze rozumiemy, więc nie ma sensu się kłócić. Zresztą... mnie samą już to męczyło. Jednak kompletnie nie wiedziałam, jak się do tego zabrać.
Drzwi do naszego pokoju nie były zamknięte na klucz, więc wystarczyło tylko je pchnąć. Gdy tylko weszłam do salonu, zobaczyłam Bonnie. Nie widziała mnie. Siedziała na fotelu, i trzymała gitarę. Niemożliwe. 
Gdy jeszcze mieszkałyśmy w LA Bonnie zatrudniła się jako wolontariuszka w szpitalu dla nieuleczalnie chorych dzieci. Tam spotkała siedmioletniego chłopczyka. Był samotny, nie miał rodziców. Bonnie zawsze po lekcjach biegła do domu, brała gitarę, i pędziła do Johna (tak miał na imię). Chłopczyk zawsze się przy niej uspokajał. Ona grała, śpiewała, i była przy nim do późnego wieczora. Przez to często nie dosypiała, i miała jedynki za nieodrobione prace domowe. Zawsze miała w dupie szkołę. Jednak nie sądziła, że John tak szybko odejdzie, że jego chore serduszko tak szybko przestanie bić. Bardzo to przeżyła,. Z dzieckiem łączyła ją niesamowita więź.
Od tego wydarzenia nie grała. Nie dotknęła gitary, dokładnie od pięciu lat. Dlatego bardzo mnie zdziwił ten widok. W oczach mojej przyjaciółki mogłam bez problemu dostrzec ból. Dotknęła struny i wydała z siebie cichy jęk. Widziałam łzy płynące po jej policzkach. Nagle skuliła się, i wstała. Gitarę rzuciła na balkon. Od tak po prostu. Nie odłożyła jej, tylko rzuciła z całej siły. I krzyknęła. Tak głośno że aż podskoczyłam. Spojrzałam na nią. Było ciemno, ale wszystko widziałam. Włosy były poplątane, a cieknące z oczy łzy nie mogły przestać lecieć. Upadła. Zwinęła się w kłębek, i zaczęła się trząść. Postanowiłam, że czas wkroczyć.
Szybkim krokiem weszłam do pokoju, nie zapalając światła. Uklękłam koło Bonnie, odgarnęłam jej włosy z czoła. Wyglądała okropnie.
- No chodź tu. - Powiedziałam. Wzięłam ją w ramiona, i  mocno przytuliłam. Dziewczyna szlochała coraz mocniej.
- Clarie... Ja.. ja ich ciągle... widzę! Wszystkich... mamę... tatę... i  Johna.. - Wymamrotała pomiędzy spazmami płaczu. Nie mogłam jej opanować. - Czemu ja zawsze... muszę wszystko spieprzyć?!

- Bonnie! Nie wolno ci tak mówić! Nie miałaś wpływu na Johna, widziałaś że to się stanie. A z rodzicami, to był wypadek. Nie obwiniaj się. - Próbowałam przemówić jej do rozsądku.
Moja przyjaciółka gwałtownie przestała płakać. Odgarnęła włosy z twarzy, i spojrzała na mnie tymi swoimi pięknym niebieskimi oczyma. Tak bardzo przypominały Niall'a. Clarie! Opanuj się.
- Czy ja jeszcze kiedykolwiek zagram? - Zapytała spokojnie. Nie wiedziałam co jej odpowiedzieć.
- Na pewno. Kiedyś chwycisz gitarę, i zagrasz jak nigdy wcześniej. Jestem pewna że John, i twoi rodzice nad tobą czuwają.
- Kocham Cię... - Bonnie przytuliła mnie z całej siły. - I przepraszam. Naprawdę, z całego serca. Byłam głupia, i teraz to wiem. Dotarło do mnie. Nie wiedziałam czy też mam ją przepraszać, czy nie, więc powiedziałam tylko:
- Też Cię kocham Bonnie.

Nareszcie. Odzyskałam przyjaciółkę.











***

Kochani, nie mogę uwierzyć... Dwa wpisy temu było aż 133 odwiedzin dla jednej notki, a teraz nie ma 20? Wielkie dzięki.

Nie wiem czemu, ale naszło mnie coś na coś smutnego. Poznaliście tu trochę z życia naszej Bonnie. Może po tym zrozumiecie, trochę więcej z jej zachowań, i późniejszych perypetii.
Myślę że nieliczne osoby, które znam w realu, i czytają to opowiadanie zrozumieją coś ważnego, co starałam się przekazać poprzez życie Bonnie. Tyle razy chciałam z wami o tym porozmawiać, i nigdy nie umiałam ubrać tego w słowa.

Dziękuję naprawdę wszystkim którzy komentują i oceniają mojego bloga. To właśnie Wy sprawiacie, że chcę dalej pisać. I chociaż jest Was niewiele, to liczę na Was. Jesteście najlepsi!


//Berry











piątek, 2 listopada 2012

17 - "Little meet"






***BONNIE

Jechałyśmy taksówką w stronę hotelu. Byłam zła, bo Clarie cały czas milczała. Teraz powinna szaleć, być podniecona, w końcu nie tylko widziałyśmy tych jej chłopaków, JEDLIŚMY Z NIMI GRILLA. Powinna być wniebowzięta. Jednak jej twarz nie wyrażała emocji.
- Co myślisz o tym, żebyśmy z nimi zamieszkały? - Zapytałam drżącym głosem.
- Uważam, że to niepotrzebne.
Jasna cholera! Musi być źle z nią.  Przecież dwa tygodnie temu dałaby się pokroić za szansę, choćby zobaczenia jednego z nich, a oni przecież proponują nam mieszkanie! Musiałam szybko coś zrobić, wiedziałam do czego jest zdolna.
- Słuchaj Clarie. Przepraszam Cię, byłam na Ciebie zła, i nie wiedziałam co mówię. Naprawdę tak nie myślę. Przecież to wiesz. Musisz, mi kiedyś wybaczyć.
Znowu nic nie mówiła, nic nie było po niej widać. To milczenie było gorsze, niż gdyby na mnie nakrzyczała. Patrzyła ze spokojem w moje oczy. Chciałam na nią nawrzeszczeć, ale nie wiedziałam jakimi słowami. Nie miałam żadnych argumentów. Miała stuprocentową rację. Tylko bym zrobiła z siebie idiotkę.
- Bonnie tu nie chodzi o to, co powiedziałaś. Tylko JAK to powiedziałaś. Poczułam się jak śmieć. Nie potrzebny, i wyrzucony do kosza. Zrobiłaś to tak, że naprawdę uwierzyłam, że masz racje.
- Przecież dobrze wiesz, to były kłamstwa! - Poczułam ukłucie w sercu. Żałowałam swoich słów. Clarie nie odpowiedziała.

***CLARIE

Nie umiałam się na nią gniewać. Nigdy tak naprawdę nie doszło między nami, do takiej wielkiej kłótni. Zawsze się godziłyśmy po paru godzinach. Teraz było inaczej. Naprawdę byłam na nią wściekła, i nie umiałam mówić tak jak kiedyś. Z jednej strony chciałam, żebyśmy się pogodziły, ale z drugiej to naprawdę czułam się okropnie. Bonnie obraziła nie tylko mnie, i mój gust muzyczny. Obraziła coś o stokroć dla mnie droższego. Mimo wszystko, wiedziałam, że relacje między nami się nie zmieniły.
- A ty co o tym myślisz? - Zapytałam, po dłuższej przerwie.
- O czym? - Moja przyjaciółka była zdziwiona, że się odezwałam, że zaczęłam temat.
- O tym mieszkaniu z nimi. - Powiedziałam niepewnie. Zamyśliła się. Wnioskowałam, że nie wie co o tym myśleć.
- Nie mam zdania. Uważam, że z jednej strony to trochę niepewne, i tak wiesz.. No.. A z drugiej przecież nie musiałybyśmy już płacić za hotel. Miałybyśmy własną kuchnię... - Zawahała się. - Trzymałabyś Horan'a przy sobie.
- Przepraszam. - Rzuciłam do kierowcy. Spojrzałam Bonnie w oczy. - Proszę się zatrzymać.
- Co?! Clarie, nie wygłupiaj się! - Bonnie już zaczynała krzyczeć. - Przestań, to jest niepoważne. Nie zachowuj się jak dziecko.
Lecz ja już wysiadałam z samochodu. Zatrzasnęłam za sobą drzwiczki, i stanęłam na chodniku. Samochód odjechał. Zostałam sama. Znowu? Czy ona musiała to powiedzieć? Musiała znowu do tego wrócić? A już myślałam, że się dzisiaj pogodzimy. Jak to mówiła, to czuć było w jej głosie sarkazm. Gorzki, wyjątkowo obrzydliwy sarkazm. Nie miałam zamiaru się na to godzić.
Usiadłam na murku, niedaleko ulicy. Zastanowiłam się co mogę ze sobą zrobić. Do chłopaków przecież nie pójdę. Jak by to wyglądało? "Hey. Sorry czy mogę u Was przenocować, bo Bonnie jest wredna i mnie obraża?". Teraz mnie samej wydało się to śmieszne. Uśmiechnęłam się do siebie w duchu.
Wtedy podbiegł do mnie jakiś pies. Czarny, nieduży, i pomarszczony.
- Borys! Stój! Borys! - Biegł za nim jakiś chłopak. Rozpoznałam w nim Liam'a. - Clarie?! Co ty tutaj robisz?
- Mogłabym Cię zapytać o to samo. - Szczerze zdziwiłam się na jego widok.
- Ahh... Taak. No bo widzisz. Zayn mnie poprosił, żebym wyszedł z Borysem, bo jemu znowu się nie chce. To taki wielki leniuch. No a przecież piesek nie może cierpieć, więc zazwyczaj wieczorem to ja z nim wychodzę.  - Uśmiechnął się.- A ty?
-Ja.. Ja.. - Nie widziałam jak się wytłumaczyć. Z głowy nagle wyleciały mi wszystkie wymówki, jakich kiedykolwiek używałam. Powiedziałam więc, coś na co każdy głupek mógłby wpaść. - Wyszłam się przejść.
Chłopak zasępił się.
- Czekaj.. Nie mogłaś wyjść się przejść. Przecież, teoretycznie nawet nie dojechałaś jeszcze do hotelu. I gdzie jest Bonnie?
- Dobra. - Postanowiłam, że nie ma sensu tego ukrywać. - Jak pewnie zauważyłeś, jesteśmy z Bonnie w nie najlepszych stosunkach. Przynajmniej jak narazie - Liam skinął głową.- Bo.. To było tak, że ona mi powiedziała, że... - Nie umiałam tego wykrztusić. To graniczyłoby z wyjawieniem tego w kim się bujam, i zdradzeniu najbardziej strzeżonego sekretu. - Mówiła, że... że... - Łzy kręciły mi się w oczach, i za wszelką cenę, starałam się ich nie ujawnić, bo mimo, iż było ciemno, widziałam, że by zauważył.


***
Przepraszam, ze notka się tak skończyła dziwnie, ale nie mam siły nic pisać. To "dzieło" sprzed paru dni. Wiem, że jakbym jeszcze coś dodała, to pojawiłaby się ona jutro. No cóż, za tydzień się wyjaśni :)
Pzdr,

//Berry












sobota, 27 października 2012

16 - "Brain"


***CLARIE

Chłopcy zajęli się nami bardzo dobrze.Oprócz nas i chłopaków były z nami Danielle, Eleanor i Perrie (dziewczyna Zayna - nie zamieniłam z nią ani słowa, bo cały czas wisiała na telefonie). Ja czułam jakbym ich znała od lat, ale Bonnie na początku była trochę sztywna. Jednak po krótkim czasie się rozkręciła. Z tego co widziałam najwięcej czasu spędzała z Harrym. Okazało się, że jak to w Anglii bywa, pogoda pogorszyła się  po pół godzinie. Weszliśmy do środka. Na szczęście Liam zgrillował nam jedzenie wcześniej. Taras mieli zadaszony, więc tam też siedzieliśmy. Nie wiem dokładnie kto urządzał dom chłopaków, ale miałam zamiar zapytać się o to przy najbliższej okazji. Dookoła tarasu, była niewysoka barierka, gdyż był on na naprawdę niezłym podwyższeniu. Przerwę stanowiły, jedynie schodki. Wszystko pomalowane zostało na ciepły ciemny brąz, i przyozdobione różnymi rodzajami kwiatów. Całość tworzyła z tego magiczne miejsce.
Po jednej stronie tarasu chłopcy ustawili stolik, i tam też wszyscy siedzieliśmy. Danielle rozmawiała w większości z nami, ze mną, Bonnie, Harrym, Eleanor (która zmuszona była siedzieć na kolanach u Lou, gdyż zabrakło krzeseł), Louis'em i Liam'em. Perrie mówiła coś do Zayn'a, jednocześnie pisząc sms'a. Tylko nigdzie nie było Niall'a.
Po paru godzinach rozmowy zabrakło nam lemoniady. Danielle już wstawała, aby przynieść nowy dzbanek, ale postanowiłam wyręczyć ją.
- Danielle, czekaj. Może ja przyniosę? - Zaproponowałam.
- Nie. Siadaj. Przecież jesteś naszym gościem.
- Daj spokój. Chętnie zobaczę tą waszą wypasioną kuchnię, tylko powiedzcie mi jak do niej trafić.
Dziewczyna się zaśmiała.
- Wchodzisz tymi drzwiami, idziesz korytarzem do samego końca, i skręcasz w prawo. Może znajdziesz tam Niallerka, to weź go ze sobą.- Liam parsknął śmiechem.
- Okey. - Powiedziałam, i też się zaśmiałam.
Tak więc, ruszyłam korytarzem, pełnym obrazów, w stronę kuchni. Zastanawiałam się, czy naprawdę znajdę tam Niall'a. Z jednej strony chciałam tego, bo odkąd tu jesteśmy nie widziałam go, ale z drugiej, bałam się, że mnie rozpozna i wypatrzy we mnie dziewczynę z wczorajszego nocnego spotkania. Postanowiłam zdać się na los. Poszłam ze wskazówkami Liam'a, i po chwili moim oczom ukazało się obszerne pomieszczenie. Kolorystycznie wszystko było tu biało czarne. Dużo szkła. Takie nowoczesne. Ale puste. Nikogo tu nie zastałam, i nie wiadomo dlaczego, poczułam ulgę.
Ruszyłam w stronę czarnego blatu, stojącego przy oknie, gdzie dostrzegłam dzbanek lemoniady. Podeszłam do niego, i już miałam chwycić za rączkę, gdy za moimi plecami ktoś się odezwał.
- Cześć. Pewnie to ty jesteś tą dziewczyną od Liam'a, co? - Niall, był wyraźnie ciekawy.
- Tak to ja. - Powoli się odwróciłam spuszczając głowę, żeby mnie nie rozpoznał. - Przyszłam po lemoniadę.
- Tak. Właśnie widze. Moze Ci pomóc?
- Nie musisz. Chyba sama mogę podnieść dzbanek, i zanieść go na taras? A tak przy okazji, pytali się o Ciebie. - Zapytałam, trochę ostrzej niż zamierzałam. Nadal nie śmiałam na niego spojrzeć.
Wzięłam w ręce napój, i próbowałam go wyminąć. Lecz gdy stanęłam na równi z nim, chłopak chwycił mnie za rękę.
- Spójrz na mnie, proszę. - Podniósł mój podbródek, i nasze oczy znowu się spotkały... Ten błękit... Jak bezchmurne niebo. Mogłabym się tak na niego gapić godzinami.Odruchowo zapytałam...
- Nosisz soczewki? - I natychmiast poczułam jak się czerwienię.
- Nie. Nie noszę. - Chłopak uśmiechnął szeroko. A potem, jakby coś w moich oczach, przykuło jego uwagę. Popatrzył się jeszcze chwilę, a potem przechylił głowę i powiedział. - To ty... Wczoraj, w parku... To byłaś ty. Wiedziałem, że skądś Cię znam.
Kurde. Zmieszałam się.
- A jednak. Poznałeś mnie. Wiesz w makijażu, ułożonych włosach, i przyzwoitych ciuchach człowiek wygląda inaczej. - Teraz to ja się uśmiechnęłam.
- Wolałem Cię bez makijażu. Ale włosy... - Dotknął samotnego kosmyka, który błąkał się gdzieś przy oczach, i odgarnął go. - ...mogłabyś zostawić. Ciuchy też są w porządku.
A potem szybko zabrał rękę, jakby się na czymś przyłapał, i uśmiechnął się tak szeroko ja tyko mógł. Ja też spróbowałam się ogarnąć. Zauważyłam, że przez tą chwilę, odległość między nami się znacznie zmniejszyła.
- Może chodźmy już do nich. Pewnie zastanawiają się, czy nie wylałam tej lemoniady, i nie musiałam wyciskać cytryny od nowa. - Powiedziałam.
- Okey. - Odpowiedział tylko.
Przeszliśmy przez korytarz, i po chwili bylilśmy wśród reszty.
- No, no. Znalazłaś go. - Pochwaliła mnie Danielle.

***BONNIE

Siedziałam na przeciwko Harry'ego, i szczerze mówić, to nie mogłam od niego oderwać oczu. Nie lubiłam jako tako tego zespołu, ale on przykuł moją uwagę. Czasami przyłapywałam go na tym, że też na mnie spogląda. Wtedy szybko odwracałam wzrok, a on się uśmiechał pod nosem. Ale to nie było nic "ten teges". Miałam teraz Scott'a. O ile mogę powiedzieć, że jesteśmy razem. W pewnym momencie Clarie poszła po lemoniadę. To mnie trochę ocuciło. Rozejrzałam się, i z opóźnieniem zdałam sobie sprawę, że zrobiło się ciemniej, i niebo nad nami jest szare. Ni stąd ni zowąd Zayn zapytał...
- No to jak Bonnie? Co z tym twierdzeniem Clarie, że nie lubisz naszego zespołu? - Nie był zły, anie arogancki. Po prostu ciekawy. Za to ja się zmieszałam. Czemu Clarie im o tym powiedziała?!
- To nie tak, że was nie lubię. Po prostu...
- Wolisz inny gatunek muzyki. - Dokończył z mnie Harry. Spojrzałam na niego.
- Tak. Właśnie to miałam powiedzieć. Ale muszę Wam powiedzieć, że wtedy jak spotkałyśmy was na backstage'u to byłam pod wrażeniem. I chodź nie lubię, tego typu muzyki, to wiem, ze robiliście to z sercem, i to było widać.
Dalej rozmowa się jakoś potoczyła. Dziwnie dobrze było mi w ich towarzystwie. Nie brakowało nam tematów, wszyscy jakoś się otworzyli, było miło. Nagle przyszła Clarie z Niall'em. Wyglądali na szczęśliwych. Ciekawe co się wydarzyło w kuchni. Szkoda, że jestem z nią pokłócona, bo pewnie wszystko by mi wygadała po powrocie do hotelu. Nigdy mnie za bardzo nie obchodziły rozterki miłosne Claire, ale teraz byłam wyjątkowo ciekawa.
- Ej dziewczyny. - Zapytał Liam po godzinie. - To gdzie teraz pomieszkujecie? Znalazłyście jakieś mieszkanko, czy wynajmujecie?
- Mieszkamy w pokoju w hotelu. - Odpowiedziałam. Chłopak spochmurniał.
- Jak to w hotelu?
- No normalnie. Ten cztery przecznice dalej.
- Kurcze. My tu mamy taką willę, a wy w hotelu?!  I to w jednym pokoju z łazienką?
- BRAKIEM KUCHNI?!!! - Przeraził się Niall. Wszyscy się roześmiali. 
- Tak. Tak. - Potwierdziła Clarie.
- Nie no, tak nie może być. - Zaoponował Louis. Chłopcy wymienili spojrzenia między sobą. - Od dzisiaj zostajecie tu.
- Chyba żartujesz? Nawet nie ma tylu pokojów. - Odpowiedziałam.- Wy też musicie gdzieś spać.
- Przecież w jednym pokoju mogę być dwa łóżka. - Louis był podniecony własną genialnością. - Clarie damy do Niall'a, ciebie do Hazzy, i będzie git.
 Stanowczo zaprzeczyłyśmy. Po długim czasie, chłopaki łaskawie "dali nam czas do zastanowienia". Po godzinie przyjechała taksówka.



***

Przepraszam, ze wczoraj się notka nie pojawiła, ale jest dzisiaj. Jak widzicie notka, dzisiaj trochę dłuższa. I co jak co, ale mogę szczerze powidzedzieć, że długo nad nią pracowałam, i jestem z niej dumna.
Pzdr,

//Berry










piątek, 19 października 2012

15 - "First meet"









W Londynie, zazwyczaj trudno o słoneczny dzień.  Deszcz, i ogólna ponurość, może przytępić turystów. Jednak ci którzy mieszkają tutaj, prowadzą zwyczajne życie, wiedzą, że czasami nawet w takie miejsca zagląda słońce. Wtedy na ulicach jest więcej dzieci, ludzie chodzą uśmiechnięci, bardziej niż zwykle. Przystają przy sklepowych wystawach, i patrzą się w szklane szyby, gdzie odbijają się promienie, które, mimo że nie dają ciepła, napawają wszystkich szczęściem. To taki niecodzienny widok.

***BONNIE

Jadąc taksówką patrzyłam w szybę, pooraną maluteńkimi kropelkami wody, i zastanawiałam się czy Clarie jeszcze kiedyś się do mnie odezwie. Co prawda odpowiadała krótkie "tak" lub "nie" ale nic poza to.
Wczoraj, tak się denerwowałam tym, że jej nie ma, że w ogóle nie poszłam spać. Dziewczyna wróciła koło 02:00 w nocy, i od razu się położyła, nie odzywając się do mnie ani słowem. Gdy przechodziła przez korytarz, ja siedziałam w saloniku z poduszą wciśnięta między kolana. I wtedy an krótki moment światło księżyca wpadające przez okno oświetliło jej twarz. Zamarłam. Spodziewałam się złości, smutku, nawet przerażenia, ale to co zobaczyłam zdziwiło mnie. Na jej pięknej twarzyczce malował się niebiański prawie spokój. Wyglądała, jakby spała z tydzień, w ogóle nie wydawała się być zmęczona. Jedynie oczy ją zdradzały. Były podkrążone i czerwone. Widać było że płakała. Poczułam ukłucie w sercu. To przeze mnie. Postanowiłam się odezwać, przerwać tą ciszę jaka zaległa między nami.
- Clarie.. Proszę, ile razy mam Cię przepraszać? Kiedyś będziesz musiała się do mnie o... - Nie dokończyłam, gdyż moja przyjaciółka bezceremonialnie, i bezczelnie włożyła do uszu słuchawki, i włączyła swojego iPoda. Ustawiła muzykę na fulla więc słyszałam każdy dźwięk piosenki. Rozpoznawałam ją. Clarie niedawno o niej mówiła. Live While We're Young, czy jakoś tak. Ta nowa One Direction w każdym razie.-...dezwać - Dokończyłam sama do siebie.

***CLARIE

Gdy zajechaliśmy pod dom chłopaków, minęła 16:00. Zapłaciłam taksówkarzowi, i wyszłam z samochodu. Nie patrzyłam na Bonnie. Miałam w dupie, czy idzie ze mną, czy wróci sobie do hotelu. Wyjęłam słuchawki z uszu.
- Wow. - Właściwie samo mi się wyrwało.
- Dokładnie to samo sobie pomyślałam. - Dodała Bonnie. Zignorowałam ją.
Dom był ogromny. Większy od domu Danielle. Bardzo nowoczesny, właściwie, to było to tylko szkło i biała farba, lecz całości nie widziałyśmy, przez zataczający kolo żywopłot dookoła. Podeszłam do furtki, i nacisnęłam guzik, który zapewne rozdzwonił się w domu. Po chwili z małego głośniczka odezwał się głos.
- Tak? - To był Harry.
- To ja Clarie. Przyszłam z przyjaciółką. - Powiedziałam niepewnie. Nie wiedziałam czy reszta wie, że przychodzimy.
- Aaa. Liam Was zaprosił, tak?
- Tak, tak! - Szybko potwierdziłam. Ścisnęło mnie w żołądku. Kurde, teraz zaczęłam się denerwować? Chyba trochę za późno. Odwróciłam się do Bonnie. Miała tylko zaciśnięte mocno usta, i zacięta minę, jakby szła na ścięcie.




Kochani,
Wróciłam, po dwu tygodniowej nieobecności. Nadrobiłąm trochę pisanie, więc mam nadzieję, że będzie mi łatwiej. Piszcie w komentarzach, co myślicie o tej notce, i zostawiajcie opinie. Wiem, ze notka strasznie krótka, ale OBIECUJĘ że następna będzie dłuższa... właściwie to już jest. Skończyłam ja wczoraj.
Przepraszam, że tak często zmieniam perspektywę, ale po prostu czasami jakieś fragmenty łatwiej idzie pisać, i opisywać myśli kogoś innego. Od razu chcę powiedzieć, ze blog NIE jest tylko o Bonnie. Ona nie jest główną bohaterką. Co prawda to od niej zaczęłam, ale akcja się zagęszcza, wkrótce się dowiecie.

//Berry










środa, 3 października 2012

UWAGA!

Zawieszam!
Na czas nieokreślony. Prawdopodobnie będą to dwa lub trzy tygodnie, nie wiem. Może post pojawi się już za tydzień. W każdym razie, na pewno nie będzie go w ten piątek.
Skłąda się na to parę czynników, między innymi:
* Muszę uporządkować parę spraw prywatnych.
* Na razie nie mam weny.
* Mnóstwo sprawdzianów, i testów.

Przepraszam, nie myślcie, że się Wam tłumaczę, ale po prostu uważam, że skoro tak robię, to osoby, które to czytają, powinny znać powód.

//Berry

piątek, 28 września 2012

14 - "Two Perspectives"





CLARIE***

Usiedliśmy na ławce, niedaleko jeziorka w parku. Ja cały czas byłam roztrzęsiona. Cicho jeszcze łkałam, a nieznajomy przytulał mnie do siebie. Siedziałam mu na kolanach.
Przestawałam płakać, i czułam tylko, że niedawny potok łez drażni moje oczy.
- Już lepiej? - Odezwał się nieznajomy, podając mi butelkę wody. Kurde, skądś znałam ten głos.
I wtedy spojrzałam mu w oczy. Jasna cholera! Przecież to Niall Horan. Że też wcześniej nie zauważyłam, przecież jestem Directionerką. Ale miałam tyle łez w oczach, że nie miałam szans na ocenienie kim ten gościu jest.
- Tak, już.. le.. lepiej mi. - Wydukałam.
- To dobrze.
Wypiłam łyk wody, i nagle zdałam sobie sprawę, że to nie jest Niall z 1D. To zwykły Niall. Zakrztusiłam się wodą, i znowu łzy zaczęły mi cieknąć po policzkach. Załkałam.
- Boże, co się stało? - Usłyszałam głos chłopaka.
Co się stało? Właściwie sama nie potrafiłam tego wytłumaczyć. Z jednej strony, bolało mnie serce, i było mi niesamowicie smutno, ale z drugiej spotkałam chłopaka z moich marzeń. Kogoś, przez kogo płakałam w nocy, kogoś kto był w moim sercu chociaż nie wiedział o moim istnieniu, kogoś komu zawdzięczałam tyle z mojego życia.
- Nie nie, nic... Po prostu coś mi się przypomniało. - Ogarnęłam się. - Ale już jest okey.
- Na pewno?
- Tak.. tak. - Otarłam rękawem wilgotne oczy, i spojrzałam na Niall'a. - Już nie będę płakać. Obiecuję. - Uśmiechnęłam się blado.
Spojrzał na mnie zatroskanymi oczami.
- Teraz powiesz co się stało?
- Ja... Dobra. - Westchnełam. - Pokłóciłam się z przyjaciółką. Wiem, ze możesz uważąć że to banalna sprawa, ale ona jest kimś bardzo ważnym. Wiedziałam, że zawsze mogę na nią liczyć, aż do teraz.
- Nie uważam, że to banalna sprawa. A o co Wam w ogóle poszło?
- O to, że... - Nie wiedziałam jak to powiedzieć. Że co? Że miała do mnie pretensje o to że lubię zespół w którym on gra?-  Nie lubię jej nowego chłopaka.
W pewnym sensie nie kłamałam. To co mówiłam, było prawdziwe. Milczał.
- Przepraszam Cię. Nie chcę Ci zajmować wolnego czasu. Pójdę już. - Powiedziałam.
- Nie spokojnie. Wyszedłem się tylko przejść, bez konkretnego celu. Nie idź. - Chwycił moją rękę. - Jejku dziewczyno, ale masz lodowate ręce.
Dopiero wtedy zdałam sobie sprawę, że stoję w samej bejsbolówce, i bluzce na ramiączka, a na dworze jest zimno, jakby co najmniej była zima. Włożyłam dłonie pod pachy, i usiadłam z powrotem na ławkę.


BONNIE ***

Podkuliłam kolana pod brodę, i włożyłam pomiędzy je ręce. Co ja najlepszego zrobiłam? Nie powinnam tak jej tego wygarniać. Nawet jeżeli  było prawdą to co powiedziałam, to ona nie powinna się o tym dowiedzieć w taki sposób.
Człowiek w złości, mówi za dużo niepotrzebnych słów, których nierzadko później żałuje. Tak było w tym przypadku. Tak naprawdę, to zabrakło mi argumentów, bo w głębi serca wiedziałam, że Clarie ma rację. Odkąd przyjechałam do Londynu, ani razu nie dałam znaku życia Smith'owi. Ba! Nawet o nim nie pomyślałam. Czułam, jakbym się właśnie tu urodziła. Jakbym nie miała styczności, z Los Angeles. Miałam wrażenie, że to wszystko działo się w innym życiu. Albo był to wpływ tego magicznego miejsca, albo jeszcze nie do końca zdążyłam w to wszystko uwierzyć.



Hey! Kurcze, to nie jest takie łatwe prosić Was o komentarze, lub chociaż opinię. Ale proszę, jak widzę ile odwiedzin ma jeden wpis, a komentarzy trzy razy mniej, to mi smutno. Proszę, piszecie że się podoba, a jednak opinii nie ma... ): Proszę.. P.S. Zmieniam postać rzeczy, a ponieważ nie mam kontaktu z tym drugim kontem na fb, to zakładam, że nikt z fb tu nie zagląda. Nie mogę juz powiedzieć, że blog będzie o Zayn'ie. To się okaże.



piątek, 21 września 2012

13 - " Hmm..."





Nie miałam siły i nerwów, do zastanawiania się dlaczego zrobiłam takie głupstwo. Przecież to Clarie, moja najlepsza przyjaciółka. Jak ja w ogóle mogłam? Ona tylko wyraziła swoje zadnie, i tym chciała mi pomóc. A ja jej nawrzucałam. W ogóle od jakiegoś czasu czułam się jak tykająca bomba. Wiedziałam, że najmniejsza rzecz może sprawić, że wybuchnie. Clarie, tylko przelała miarkę, to nie była jej wina. Dobrze o tym wiedziałam.


*** CLARIE

Wybiegłam z hotelu, prawie nic nie widząc. Łzy przesłaniały mi wszystko, i widziałam tylko jakieś rozmazane kształty, i kolory. Szłam przed siebie, nie zważając na nic dookoła. Ludzie mijali mnie, i kompletnie olewali. Było mi to w zasadzie na rękę. Nie wiedzieli, jak się czuję. Ból rozsadzał mi serce. Bonnie była jedyną osobą, na którą mogłam liczyć w każdej sytuacji, i mogłam do niej przyjść z każdym problemem. Ale zawiodła mnie na całej linii. Nie wiedziałam, ze jest do tego zdolna. Matka nigdy się mną nie interesowała, byłam dla niej jak przedmiot. Dla niej ważna była tylko i wyłącznie praca. Każdą wolną chwilę poświęcała na dopracowywanie projektów, i spraw swoich klientów. Może dlatego często dostawała premię.
Ojciec z kolei w ogóle nie bywał w domu. Wychodził rano, koło siódmej, a wracał jak spałam. Nie mogę powiedzieć, że byłam zaniedbywana fizycznie. Byłam bogata. Miałam wodne łózko, i podgrzewaną scenę w piwnicy. To było jak marzenie, każda chciałaby być mną. Nigdy mi to nie przeszkadzało, aż do teraz. Czułam się bardziej samotna niż kiedykolwiek. Potrzebowałam kogoś kto by mnie przytulił, kto by powiedział, że będzie dobrze. Że trzeba tylko przeczekać.
Nagle poczułam, że wpadam na coś, albo raczej na kogoś. Podniosłam wzrok, i zobaczyłam jakiegoś blondyna. Mój mózg, kompletnie nie rejestrował jego wyglądu. Oprócz włosów widziałam jedynie blask bijący od jego pięknych niebieskich oczu. Przeprosiłam, go i chciałam iść dalej, ale zatrzymał mnie ręką w pasie.
- Czekaj. - Odwrócił mnie ku sobie bez problemu. - Wszystko okey?
- Tak, ja... Wszytko jest w porządku! - Wykrzyczałam. Odwróciłam się napięcie, i wbiegłam prosto na ulicę.
Zobaczyłam błysk świateł, i pisk opon. Krzyknęłam.
W następnej minucie tkwiłam już w objęciach nieznajomego blondyna. Chyba nie chciał wzbudzać mojej histerii, więc zapytał tylko...
- Może odprowadzić cię do domu? - W jego oczach było zatroskanie. Na słowo "dom" zareagowałam zbyt przesadnie.
- Nie! Nie nie nie nie. To nie...  jest dobry pomysł. Nie. Nie...
- Już spokojnie. Nie płacz.
Po tych słowach już kompletnie się rozkleiłam. Zaczęłam tak gwałtownie szlochać, że aż dostałam drgawek. Trwaliśmy tak koło piętnastu minut. Ja wtulona w niego, i rycząca na całego, a on obejmujący mnie czule, i klepiący leciutko po plecach. Nie przeszkadzało mu to chyba, bo nic nie mówił, pozwalał mi wypłakać z siebie emocje. W końcu lekko odsunął mnie od siebie, i powiedział...
- Nie jest ci zimno?
- Nie, jest okey. - Wychrypiałam.
- To może pójdziemy do parku? Wiesz usiąść, skoro nie chcesz wracać. Wyjaśnisz mi co się stało.
- A ty.. Szedłeś gdzieś. Pewnie miałeś jakąś sprawę do załatwienia. Nie chcę Ci krzyżować planów.
- Nie spokojnie. Wyszedłem po prostu się przejść.
W odpowiedzi, tylko głośno zapłakałam. Rany były jeszcze świeże. Blondyn wziął mnie za rękę, i poszedł do parku. Ja cały czas szlochałam w jego ramię, wtulona, a on mnie prowadził. Niby się nie znaliśmy, ale czułam się przy nim bezpiecznie.


***

Przepraszam, że notka taka krótka, ale mała ilośc komentarzy mnie demotywjue. Kurde, nawet opinii jest mało..

//Berry






piątek, 14 września 2012

DODATEK

Dziewczyny, znalazłam GENIALNY komiks z chłopakami. Od razu podają, ze nie jest mój. Pochodzi ze strone Niall Horan POLAND na fejsie. Ale tak się przy nim uśmiałam, że muszę się tym z wami podzielić. (:

KIEDY CHŁOPCY Z 1D ODWIEDZĄ TWOJĄ KLASĘ ..

ja zanim chłopcy wejdą :
http://media.tumblr.com/tumblr_lm57b3faj31qckflo.gif

ktoś puka do drzwi :
http://media.tumblr.com/tumblr_m3ewestPAL1rnp8l5.gif

wchodzą :
1. http://media.tumblr.com/tumblr_m3ewhbdSvV1rnp8l5.gif
2. http://media.tumblr.com/tumblr_m3d5ozADBs1rv2v57o1_500.gif

mój przyjaciel na to :
1. http://media.tumblr.com/tumblr_lxz30z0oBh1r12q6j.gif
2. http://media.tumblr.com/tumblr_lxrlreKoCr1qjzzyw.gif

moja reakcja :
1. http://media.tumblr.com/tumblr_lpmgg83Cu21qbhm6f.gif
2. http://media.tumblr.com/tumblr_m1k2nlL0Qf1rqalmto1_250.gif

Osoby w klasie nie mają bladego pojęcia kto to jest :
http://media.tumblr.com/tumblr_m30rkhaONf1ror7ro.gif

Harry pyta się mnie czy z nimi pójdę :
http://media.tumblr.com/tumblr_m3f5a9CW7T1r1gv31o1_500.gif

Rozglądam się po klasie czy na pewno nie śnię :
http://media.tumblr.com/tumblr_m28eyq7e4w1r2rm03.gif

Mój przyjaciel pogania mnie :
http://media.tumblr.com/tumblr_m28r7itK1h1r3tjwm.gif

Po czym wychodzę dumnie z klasy :
1. http://media.tumblr.com/tumblr_m28qrxKmFh1r3tjwm.gif
2. http://media.tumblr.com/tumblr_m0pggwzc1J1qbl925o1_400.gif


12 - "Just fight"






- Wiesz...Chyba czas już wracać. Wiesz, nie ma mnie jakiś czas. Clarie na pewno się zastanawia, czy nie jesteś jakimś zboczeńcem, który czekał na mnie z siekierą. - Powiedziałam.
Zaśmiał się. Jego śmiech był taki zaraźliwy, że już po chwili oboje zwijaliśmy się ze śmiechu. Trzymając się za brzuchy, wstaliśmy i ruszyliśmy w kierunku bramy. Przeleźliśmy przez mur, i po chwili Scott przyciągnął mnie do siebie, i objął ramieniem. Ja włożyłam mu dłoń do tylnej kieszeni spodni, i szliśmy. Szliśmy, szliśmy, szliśmy. Dużo nie rozmawialiśmy, raczej cieszyliśmy się swoją obecnością. Przemierzaliśmy ulice Bradford w milczeniu, to nam wystarczało.
Weszliśmy do hotelu, i pojechaliśmy windą na piętnaste piętro. Przed drzwiami numer 269*.
- No.. - Zaczęłam. - To dziękuję, za miło spędzony wieczór, i w ogó...
- Nie gadaj, tylko mnie pocałuj.
Z uśmiechem na ustach, i radością dotknęłam jego wargi swoimi. W smaku był słodki, i ...pomarańczowy? Jak połączenie truskawek z pomarańczą. To było baaaardzo dobre. Przyciągnął mnie do siebie jeszcze bliżej. Przycisnął mnie do ściany, a ja napawałam się jego zapachem. Wanilia, i orzeźwiająca cytryna. Przy nim czułam się taka bezbronna. Był umięśniony, i silny. Wydawałam się mała i krucha. Nagle jak gdyby nigdy nic cofnął się o krok.
- No to do zobaczenia. - Powiedział, i wszedł do windy.
 Zostawił mnie taką rozpaloną, i zdezorientowaną. W głowie mi się kręciło po tym pocałunku, nie wiedziałam jak się nazywam, ale byłam bardzo szczęśliwa.
Otworzyłam drzwi, i z uśmiechem na ustach zdjęłam buty, w chodzie do saloniku. Clarie siedziała na fotelu. Na kolanach miała przekrzywiony laptop, a włosy potargane.
- No? Jak było? - Zapytała, nie odrywając wzroku od monitora.
- Dobrze. Chyba mam nowego chłopaka. - Powiedziałam zaciskając powieki, i czekając na jej reakcję. Ona miała nosa do facetów. Potrafiła rozszyfrować ich ukryte intencje. Kiedyś przedstawiłam jej chłopaka, który mi wyjawił, że bardzo mnie lubi. Najpierw go spławiła, a potem powiedziała mi, że jest strasznym kobieciarzem, i żebym sobie nim nawet nie zawracała głowy. Rzeczywiście, tydzień później przyłapałam kolesia, całującego się z jakąś blond tapetą pod kinem. Płakałam przez równy tydzień. Ale była wspaniałą przyjaciółką, i nie odwróciła się ode mnie ze słowami "A nie mówiłam!", tylko cierpliwie pocieszała mnie, i tłumaczyła, ze kiedyś "swojego Horan'a". Tak, właśnie. Nazwisko tego jej wymarzonego blondynka z One Direction. Lubiłam to porównanie, chociaż chłopaków nie za bardzo.
- Jak zrobicie przy mnie to co zrobiliście 5 minut temu na korytarzu, to się porzygam!
- Podglądałaś! - Udałam obrażoną, i rzuciłam w nią poduszką.
Zaczęła się śmiać.
- Nie, tylko...  bardzo ......głośno....  dyszeliście wiesz? - Powiedziała, w przerwach między atakami śmiechu.
- Nie śmiej się! Ty nigdy się nie...? - Nie dokończyłam. Wiedziała o co mi chodzi.
- Nie. - Odparła z powagą. - I jestem z tego dumna! Mam zamiar to zrobić z właściwą osobą.
- Dobra, dobra. Masz na myśli jednego z tych typków z 1D?
- Mhm.. A masz coś do tego?
- To wiedz, że to raczej niemożliwe. Musisz się z tym pogodzić, a nie żyć marzeniami. 
- Nie żyję marzeniami. A poza tym nie podoba mi się ten chłopak. - Zmrużyła oczy, i wkurzyła mnie niesamowicie, nie zna kolesia, a już osądza. Jakby tylko ten cały Niall był ideałem, a wszyscy inni beznadziejni. To nie fair.
- A całowanie plakatów?! To jest żałosne. Jak w ogóle tak można?! To przecież PAPIER. A Scott jest bardzo fajny, dla Twojej wiadomości.
- Serio? A ty to niby co?! Całujesz się z jakimś przypadkowym kolesiem, którego ledwo znasz! A jesteś przecież ciągle w związku! Co ze Smithem?! Dzwoniłaś do niego chociaż raz, odkąd tu jesteś? Zobaczysz przejedziesz się, na tym Scott'cie.Nie żartuję.
- Słuchaj. - Podeszła do mnie celując palcem wskazującym w moje serce. - Nie będzie mi o związku pieprzyć jakaś małolata, która nigdy nie była zakochana! Nie masz w tym najmniejszego doświadczenia, więc się nie wypowiadaj, jasne?! Zresztą..- machnęła ręką. - Jesteś taka chamska, i brzydka, że żaden by cię nie zechciał, więc się nie martw.
Zobaczyłam jak jej twarz się zmienia. Najpierw trzymała w sobie ten sam uśmiech, potem widziałam niedowierzanie. Następnie złość, smutek, i wtedy spojrzałam w jej oczy. Były pełne łez.
- Żaden by mnie nie zechciał, tak? - Powiedziała głosem pozbawionym emocji.
Następnie odłożyła laptop, wzięła tą poduszkę, którą w nią rzuciłam, i pieprznęła nią o podłogę. Weszła do przedpokoju, zarzuciła trampki i pierwszą z brzegu bejsbolówkę. Trzasnęła drzwiami.
Ja przyglądałam się temu wszystkiemu z otwartymi ustami.
Jak mogłam?! Czy ja to naprawdę powiedziałam?! O kurwa.
- Clarie! Clarie zaczekaj! Przepraszam! Clarie, przecież mnie znasz! Najpierw mówię, a potem myślę Stój Clarie!
Wbiegłam do lobby, i oparłam się o ścianę.
- Czy nie widziała tu pani dziewczyny w niebieskich rurkach i brązowej bejsbolówce? - Zapytałam recepcjonistkę. Popatrzyła na mnie pytającym wzrokiem.
- Blond włosy do pasa!
- Ach..tak. Wybiegła stąd jakieś 2 minuty temu.
Nawet nie podziękowałam, tylko pośpiesznie wyszłam przed hotel. Jednak po mojej przyjaciółce nie zostało śladu. 



* Tak wiem 269. Szkoda, że Harry tego nie widzi.